Jest mróz!
Skoro nie ma śniegu, trzeba było ubrać łyżwy. Powrót do tej rozrywki po dziesięciu latach przerwy udał się nadspodziewanie dobrze 😉 Najtrudniejsze były upadki. Trzeba było szybko nauczyć się by krzyczeć „motyla noga” zamiast słowa, które zwykle używam w takich sytuacjach. A teraz siedzę pod kocem, piję herbatę i kończę czytać fenomenalną książkę.





