Na rozjeździe w Żytomierzu


Przedwiośnie

Wpadłem w miasto niechcący. Miałem jechać obwodnicą, ale pomyliłem drogę i wjechałem do centrum. Tu już czuć było wojnę. To taki dziwny stan…jakby elektryczność wisiała w powietrzu. Poczucie trwogi, naciągania ord barbarzyńców. Jeszcze ich nie widać, ale lada dzień mogą być i tutaj. Ta trwoga zalana ciepłym słońcem ukrainnego przedwiośnia. Ruch w mieście był gorączkowy, inny niż w czasie pokoju. Tego też nie wyjaśnisz. To jak opowiadanie o psychodelicznej podróży, nie opowiesz. Po prostu, zupełnie inaczej jadą auta, inaczej idą przechodnie. Pod miejscowym WKU zobaczyłem tłumy mężczyzn w mundurach. Młodzi, starsi. Z bronią i jeszcze bez broni. Rozmawiali, palili papierosy, starali się zrelaksować, na chwilę zapomnieć. Lecz z twarzy, z oczu biła jakby nadludzka siła. Pewnie to był ów słynny Kozacki Duch.

Na rozjeździe kolejnym zobaczyłem ciała leżące obok blok-postu obstawionego przez OT i policjantów, a może gwardzistów. „Trupy! Jestem na wojnie to i widzę trupy” przeszła ta myśl przez moje ciało jak kopnięcie prądu. Jednak zabici okazali się całkiem żywymi, pojmanymi dywersantami. Poprzebierani za typowych gopników mieli siać chaos. Dali się jednak pochwycić. Ujrzałem przez chwilę twarz jednego z nich. Fizjonomia wschodnia, ale trudna do określenia. Ni to Czeczen, ni to Tadżyk. Łypał gniewnym wzrokiem jak wilk schwytany w paści. Stanął nad nim policjant (a może gwardzista) o typowej słowiańskiej twarzy i w geście tryumfu wzniósł swego kałasznikowa ku niebu. Wielkie zwycięstwo składa się z setek małych wygranych. Chłopaki z tego posterunku spisali się. Ta grupa specnazu już dalej szkodzić Ukrainie nie będzie.

Grzecznie poinstruowany jak jechać ruszyłem dalej. Warszawska szosą w stronę Kijowa-Kanugardu. Matki Grodów Ruskich, która kolejny raz szykowała się do odparcia nawały koczowników. Było przedwiośnie, słońce i adrenalina. Cudowne uczucie siły i ujarzmienia strachu. Siła jest piękna, słoneczna, wiosenna. Ten moment, gdy przestajesz się bać. Wtedy jesteś wolny.

Marcowa śnieżyca

A teraz? Zimno, śnieg. Sypie śnieg i znów jest zima. Będą ludzie zamarzać. Może i setkami. Frustracja narasta. Kibicować? To za mało? Pomagać? Trzeba, trzeba więcej. Najlepiej strzelając do najeźdźców. To najlepsza forma pomocy. Strzelać do tej grigorijewskiej stonki. Prosto byłoby, gdybym miał paszport ukraiński. Dawno siedział bym na pozycji z kolegami z budowy. Bił bym raszystów, albo łopatą w ręku budował barykady. Prosto byłoby, gdyby Rosjanie zaczęli haratać z Gradów, Uraganówi Śmierszy po miastach Warmii, Mazur i Podlasia. Też wiedział bym co robić. I moi koledzy też. A tak nie wiem. Bić się za Ukrainę? A co to znaczy? Za dekownikow i czarno-czerwone sztandary też? Może za Hadziacz i za Smoleńsk iść się bić? Nie, jestem polskim obywatelem. To jednak, przede wszystkim wojna Ukraińców. To też jednak i wojna Kijowa. Kijów to część mnie, jak Kraków, Rzeszów, Exeter, Ustrzyki, Warszawa, Jaśliska i Krosno. Moi kijowscy sąsiedzi są teraz w oblężeniu. Za chwilę rakiety, pociski, granaty zniszczą skwer z pomnikiem hetmana Orlyka, bazar na Lisowym, dnieprowe bulwary. Zniszczą kawałek mojego życia, a ja będę to oglądał w telewizji. Kibicował obrońcom. Czy to uczciwe? Nie wiem, ale zadaje sobie co rano to pytanie. Chyba uczciwym byłoby nadrobić choć to co się zaniedbało za młodu. Nauczyć się obsługi broni. Gdyby orda ruszyła dalej umieć się bronić. Bronić Białegostoku, Warszawy, Ustrzyk.

I drażni mnie wszystko w ten śnieżny dzień. Idiota Bergolio, który zdradził ukraińskich katolików. Paprykowy Łukaszenko co się sprzedał za tani gaz. To udawanie, że nikt z Rosją nie handlował, nie pił z nią szampanów, nie podpisywał kontraktów. Może i nawet nie było żadnych Północnych Potoków, a słynną tbiliską przemowę z sierpnia 2008 wygłosił tak naprawdę Radek Sikorski… Drażni to wszystko, ale trzeba żyć. W sobotę wiozę paryską dziennikarkę do Naszego Perszawaru. Nie wiecie, gdzie jest Nasz Perszawar? Nad Sanem. W jedną stronę idą stingery i mudżahedini, w drugą uciekinierzy. Jak przez Perszawar kiedyś. Dziwne czasy, takie nierzeczywiste. Historia pisze najciekawsze historie. Niestety.

Data wpisu nie jest przypadkowa. Obrazek anonimowego malarza/malarki. Podobno powstał, na przemyskim dworcu PKP, a może to tylko legenda.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *