Sarmacja, Ruś, Złota Orda
Dla części Europejczyków ta wojna to starcie superherosa Zelenskiego z czarnym charakterem Krwawym Karłem z Bunkra. Takie komiksowe starcie wyrwane z jakiegokolwiek kontekstu. To oczywiście podejście dziecinne, ale infantylizm to jedna z głównych cech dzisiejszego świata Zachodu. To podejście pozwala też zapomnieć o tym jak ten smok rosyjski się tak upasł, tak rozzuchwalił. Wygodniej o tym nie myśleć i patrzeć na rosyjskiego fuhrera jak na złego kosmitę, albo tolkienowskiego Saurona.
Wojna cywilizacji
Inni wyobrażają sobie, że to konflikt etniczny. Taka wojna w Jugosławii tylko na większą skalę. To błędna interpretacja. Ukraińscy Rosjanie i ludność rosyjskojęzyczna byli i są lojalni wobec Ukrainy. Nie ma i nie było prorosyjskiego separatyzmu. Wyjątkiem jest Krym i Donbas w roku 2014. Przy czym w Donbasie jedni lokalni Rosjanie walczyli za „Wolne Republiki i Ruski Mir” a inni w szeregach ukrainskich batalionów ochotniczych. To jest wojna cywilizacyjna. Ruskiego Miru z Europą. Rzecz jasna Ukraina-Ruś to nie jest dokładnie ta sama Europa co Włochy, ale nadal to Europa. Tak samo jak Finlandia i Szkocja to nie dokładnie ta sama Europa co Szwajcaria, ale to też jej integralna część.

Orzeł, Pogoń i Michał Archanioł
W tym całym zalewie żółto-niebieskich barw warto pamiętać, że Kijów, Czernihów (a także i Smoleńsk) to dawne miasta wojewódzkie Rzeczpospolitej. Polskie masowe i oddolne poparcie dla walki naszego wschodniego sąsiada jest instynktowne. Podświadomie nawet wielkomiejski libek wie, że to kolejna wielka wojna Sarmacji i Moskovii. Czuje, że po podboju Rusi Rurykowiczów przez Złotą Ordę przyjdzie pora na Państwo Piastów. Rozumie nieświadomie, że Białoruś i Kraje Bałtyckie to Wielkie Księstwo Litewskie. Serce wcale i nie musi być złym doradcą.
Logika nasza i logika Moskwy
Sporo się mówi o neutralności Ukrainy. Teoretycznie było by to wyjście idealne. Ukraina miała by związki kulturowo-ekonomiczne zarówno z Unią Europejską jak i z Federacją Rosyjską. Tolerowała by rosyjskie bazy na Krymie. Na wszelki wypadek posiadała by jednak silna armię. Trochę jak neutralna Finlandia. To teoria. W praktyce już po pierwszym uderzeniu rosyjskim, tym z lat 2014-15 Ukraina została zneutralizowana na kilka dekad. W logice imperialnych interesów Rosja uzyskała rozejmem „Mińsk 2” wszystkie cele strategiczne. Tyle, że w mistyczno-militarystycznej logice Ruskiego Mira to było zbyt mało. Putin potrzebuje Kijowa-Kanugardu bo dla niego to jakby Miasto Mocy. Bez niego jego imperium nie będzie prawdziwą Święta Rusią, Związkiem Prawosławno-Radzieckim. Ta wojna dla rosyjskiego dyktatora to taki ruski dżihad, święta rekonkwista. W jego logice jest to posunięcie całkowicie słuszne i nieodzowne.
Ukraińcy jako „młodsi bracia”
O ile na froncie południowym wojsko moskiewskie działa całkiem sprawnie to na północy ich ofensywa szybko zaczęła przypominać „wyzwoleńczy marsz na Helsinki” czy „pierwszą czeczeńską”. Rosjanie zgromadzili przeciw swojemu sąsiadowi zaledwie ok. 200 000 żołnierzy. Tuż przed wybuchem konfliktu zrobiłem sobie trochę obliczeń. Do spacyfikowania Czeczenii, jesienią 1999 Rosja wystawiła ok. 80 000 „bagnetów”. Do karnej ekspedycji przeciw Gruzji w 2008 ok. 90 000… Z tych obliczeń wyszło mi, że wojny nie będzie. Skąd więc taki szalony plan? Na pewno przyczyniło się do tego wielkoruskie lekceważenie „chachlów”. W tym spojrzeniu Ukrainiec to Małorosjanin. Prosty chłop ze wsi. Owszem może ten „odłam wielkiego narodu rosyjskiego” coś zbudować, ale tylko pod kuratelą dojrzalszych braci – Rosjan. Ta mentalność kazała im w końcu uwierzyć, że 24 lutego zaczną wyzwalać swoich braci z niewoli „kijowskiej junty”. Reżimu nazigejów, transfaszystów, agentów NATO, narkomanów. Bandy, której w dodatku hersztem jest Żyd. Myśleli, że jak kopną to się cały kraj zawali. Przeliczyli się. Trafiła kosa na kamień. Ukraina walczy i nie poddaje się.

Bez złudzeń
Widziałem w swoim życiu już kilka karnawałów polsko-ukraińskiej przyjaźni. Zawsze kończyły się tak samo. Stan związku „to skomplikowane”. I teraz też tak będzie. Niezależnie jak długo potrwa wojna i kto wygra. Choć oczywiście kibicuje Zaporożcom w ich walce z Ordą Faszystowsko-Bandycką. To tak na koniec. Trzeba być realistą. Tak jak Tadeusz Hołówko. Tak jak hetman Wyhowski. Jak prezydent Kaczyński i jak Wasyl Stus.
Ilustracje – 1) waregowie w Kijowie 2) marynarz Witalij Wołodymyrowycz Skakun 3) Anastazja Jalanskaja.
P. S.
Dobry tekst – https://www.krzysztofwojczal.pl/geopolityka/wojna-na-ukrainie-pierwsze-wnioski-dla-polski-armia-ukrainskiego-wzoru/
P. S. 2
Gdzieś w Polsce nie wpuszczono do hotelu małżeństwa, które wracało z „Zapadu” do Rosji. Dodajmy, że baba w ciąży. Czy to jest walka z Putinem? Nie, to gest tani, pusty a w dodatku barbarzyński. Tak nie trzeba robić. Co nie zmienia tego, że życzę Rosji w tym roku 50% recesji, hiperinflacji oraz kartek żywnościowych. Oni zaczęli. Więcej „o bieżących” piszę na swoim fejsbukowym murze. Choć chce mi się coraz mniej. Od pisania czołgi się nie zatrzymują.