Duma rycerska
Do 2022 roku patrzyłem na Elona Muska z pewnym hmm nazwijmy to przymrużeniem oka. Oczywiście podziwiałem jego biznesową sprawność, pomysłowość oraz seksualną krzepę. Ogólnie jednak uważałem całe jego imperium za podręcznikowy przykład przerostu formy nad treścią. Jego samego zaś za bardziej showmana niż wizjonera. W tym roku jednak zmieniłem zdanie o tym człowieku. Najpierw ujął mnie wsparciem dla Konwoju Wolności. Był to wspaniały zryw narodu Kanady przeciwko absurdom „wojny z covidem” i zamordyzmowi maskowanym dbałością o obywateli. Dla jasności – daleki jestem od tych co „nie wierzą w covida”. Daleki od Braunów, Warzecha, Pitoni oraz ich odpowiedników w innych krajach. Konwój Wolności to było jednak co innego niż warcholstwo i foliarstwo. To była walka o wolność i Elon ja wsparł. Pierwszy plus dla niego. Jeszcze bardziej ujął mnie wsparciem dla Ukrainy. Chodzi o gesty godne prawdziwego Pana. Takie jak np. wypłacanie pensji swoim pracownikom, którzy wrócili na Ukrainę w czas wojny czy sławna polemika z pewnym kaukaskim watażką. Chodzi też, może nawet bardziej, o konkrety. Udostępnienie Ukraińcom dostępu do „niezależnego od ziemi” internetu to była jedna z tych rzeczy, która sprawiła, że plan 72-godzinnej wojny nie wypalił. Starlink jest równie ważny dla zwycięstwa jak dostawy T-72 czy NLAW-ów. Bez przesady można rzec Musk to Honorowy Ataman Wojska Zaporoskiego. Sława tych czynów będzie wieczna. Na końcu ucieszyło mnie, gdy odkupił Twittera, którego jest współzałożycielem. Wrzask hunwejbinów spod znaku cancel culture, wokizmu i transdżenderu jest najlepszą oznaką, że wygrała Wolność. Musk to nie jest zwykły światowy oligarcha, jurny magnat, bogacz z fantazją. To Człowiek przez duże „Cz”.
W białoruskich legionach walczy Timur Mickiewicz. Sic! Ti-mur Mi-ckie-wicz. Jego kose oczy i imię zdradzają (jak sądzę) tatarski rod. Nazwisko to symbol romantycznej walki o wolność Wielkiego Księstwa Litewskiego. To samo nazwisko nosił wszak sam Wielki Poeta. Timur to chłopak młody. Ledwie skończył osiemnaście lat. Dwa lata temu wziął udział w rewolucji. Nie chcę tu oceniać jej przyczyn i skutków. Podobnie jak z „majdanami” na Ukrainie taka ocena jest skomplikowaną sprawą. Na pewno na poziomie zwykłych rewolucjonistów była to walka o wolność. Młody patriota wziął w niej udział choć nie była to bezpieczna gra. Zapłacił za to pobiciem tak straszliwym, że prawie zmarł. Harda dusza stepowa nie chciała jednak opuścić młodego ciała. Doszedł do siebie i …nie przeląkł się ani reżimu Łukaszenki, ani samej Rosji . Przedarł na Ukrainę by walczyć „za Wolność Naszą i Waszą”. Oto i legenda, oto i epos. Historia, która najlepiej wyśpiewać rymami przy ognisku. Jak „Kalevale” , jak „Pieśń o Pułku Igorowym”, jak „Konrada Wallenroda”. Czego życzyć walecznemu chłopcu? Żeby za kilka dekad opowiadał o swoich przygodach gromadzie wnuków. Na daczy, nad brzegami Berezyny. W wolnej Białorusi.
Borta, w przeciwieństwie do Elona i Timura, znam osobiście. Od…sam nie wiem. Ponad ćwierć wieku chyba. Zawsze był duży i silny. Doskonale radził sobie podczas gier „w Czeczenię i Wietnam”. Oraz w szkolnych bójkach. Nie zmienił się z wiekiem. Po zasadniczej wstąpił do NSR-u, później do WOT-u. Jako, że jego drugą pasją jest bycie kibicem piłkarskim nieobce są mu sporty walki. Odporność na ciosy przydała mu się w życiu. Po jednym z takich „ciosów od Losu” wielu by się złamało, ale on nie. Podniósł się i dalej aktywnie działał znajdując czas na trybunę, poligon i hutę szkła. Od grudnia co chwile jest „na mobilizacji”. Takie czasy. Jeśli kiedyś Wróg przełamie naszą granicę czołgami on pójdzie pierwszy do walki. Za Wolność.
Oto i trzy historie o trzech wojownikach. Historie jak to mówią „motywacyjne”. Jeśli kogoś zmotywują do walki to warto było je opowiedzieć. „Walka” nie musi oznaczać udziału w starciach zbrojnych. Walka to też walka z tym co najgorsze w nas ludziach Zachodu- słabością, strachem, obojętnością, fałszywym humanizmem i dekadencją. Same dostawy broni na Ukrainę nie wystarczą.
P. S.
Rozpiska jest, ale czasu brak 😉

