Upiory i legendy


Zauważyłem, że ostatnio w polskich rozmowach (tych internetowych i tych „na żywo”) wracają tematy „wołyńskie”. Czy warto o tym rozmawiać teraz? Czemu by i nie. Trzeba tylko pamiętać o paru sprawach. Po pierwsze Huta Pieniacka jest dziś w Buczy. Wojowanie mentalne z UPA przypomina trochę walkę BMLowców i antyfiarzy z Skonfederowanymi Stanami Ameryki. Po drugie Huta Pieniacka leży w Galicji Wschodniej. Polskie wioski i zaścianki rozrzucone po ukraińskim Prawobrzeżu nie były napadane przez banderowców. Choćby dlatego, że ich tam praktycznie nie było. Historia UPA to bowiem historia Zachodniej Ukrainy. Do tego nie całej. Na Zakarpaciu i Bukowinie działała marginalnie.

Wojna Ojczyźniana 2.0

Przyjrzyjcie się wojnie informacyjnej, która toczą obie strony. Rosjanie walczą z „gejonazizmem”, „narkomanami” i „szatańskimi duchami banderyzmu”. Czyli, rzecz można, dokonują swego rodzaju paranoicznej rekonstrukcji historycznej. Lecz także Ukraińcy robią taką „rekonstrukcję”. Toczy się „Nowa Wojna Ojczyźniana”. Tym razem z wojskami „raszystów”. Już pod własnym, żolto-niebieskim proporcem. Słusznie mówią o walce z rosyjskim faszyzmem. Ta propaganda jest prawdziwa. System Putina jest pokraczną hybrydą. Są w nim elementy neocarskie, neostalinowskie, bandycko-terrorystyczne, ale też neonazistowskie. I tych jest chyba najwięcej . Z-etka to putinowska swastyka.

Na frontach

Oczywiście pewna część Ukraińców i obywateli Ukrainy Sowieckiej walczyła w szeregach banderowskiej partyzantki lub w formacjach kolaboracyjnych. Znacznie więcej jednak zasiliło szeregi Armii Czerwonej. Dolne granice obliczeń to 6 milionów zmobilizowanych i 1.5 miliona poległych. Ukraińcy walczyli także w szeregach armii polskiej, amerykańskiej czy kanadyjskiej. Rozgraniczenie „Rusek to czerwonoarmista, a Ukrainiec to banderowiec” jest całkowicie fałszywe. Tak samo jak patrzenie na banderowską partyzantkę jako pomocników nazistów. Owszem UPA czasami wchodziło w lokalne porozumienia z Niemcami, ale robiło to nawet i lokalnie AK.

Pamięć na trzy sposoby

Dziś UPA i OUN są oczywiście popularnym motywem w antyrosyjskim folklorze. Trzeba pamiętać jednak, że ci popkulturowo-wojenni banderowcy są niemal całkiem oderwani od tych historycznych. Ten popkulturowy neobanderyzm rozkwitł podczas rewolucji z zimy 2013/2014. Był naturalną reakcją na putinowskie hasła o „wyzwalaniu Ukrainy” że szpon „banderowców”. Chętnie wykorzystywali go różni politycy. Na przykład by grać radykalnych patriotów. Ubierali wyszywanki, wkładali kozackie papachy, wychwalali Banderę. Za zamkniętymi drzwiami dalej brali łapówki, dogadywali się z Niemcami a nawet z Rosjanami.

Druga pamięć to ta zachodnioukraińska. Po 1991 roku w Galicji Wschodniej i na Wołyniu zaczęto sypać pamiątkowe kopce, wieszać pamiątkowe tablice, tworzyć grupy rekonstrukcyjne. Gloryfikowano owszem UPA , OUN a nawet i SS Galizien, ale czczono ich za walkę z ZSRR. O masakrach na Żydach i Polakach pamiętać nie chciano. Z oczywistych względów. Nikt nie lubi przyznawać się do ciemnych kart z dziejów przodków. Na „Wielkiej Ukrainie” tego kultu nie było. Istniały co prawda nacjonalistyczne partyjki i bojówki (walczyły m.in w Abchazji i Czeczenii) , ale przeciętny młody Ukrainiec z Połtawy, Winnicy czy Mariupola nie miał pojęcia kto to Bandera. Dla starszych był hersztem jakichś faszystowskich band leśnych. Za dużo o tym nie wiedzieli i wiedzieć nie chcieli. Tak to do 2014, w uproszczeniu, wyglądało.

Jest jeszcze najstarsza pamięć. Pamięć świadków wydarzeń – mieszkańców zahodniej cześci Ukrainy Sowieckiej. Polacy zapamietali głównie „czerwone noce”, krwawe siekiery i trupy w studniach. Jednak także wspomnienia ukraińskiego chłopa nie były tak pozytywne jak sie wydaje. Banderowcy po perwsze ściągali surowe represje na wsie położone między Karpatami Wschodnimi, a mokradłami Polesia Wołyńskiego. W latach 40 i 50-tych XX wieku ok. 1/10 populacji tego terenu zabito lub wywieziono. Chłopi znaleźli się w tych strasznych czasach między młotem a kowadłem. UPA prowadziła zaciag ochotniczy, ale też zabierała chłopaków pod przymusem. Wyznaczała kontyngenty. Opór karała biciem, podpaleniami, rozstrzeliwaniem. Przy najmniejszym podejrzeniu o współpracę z NKWD można było skończyć na stryczku. Po 1991 o tym zczęto zapominać. Starzy, zaczęli odchodzić na Drugi Swiat. Dla młodych Haliczan i Wołynian banderowcy to byli ich wyklęci żołnierze niezłomnie walczący z komunizmem od bieszczadzkich połonin po łagry Kengiru.

Nowy nacjonalizm

Dzisiejszy ukraiński nacjonalizm jest zupełnie inny niż ten z lat 40-tych XX wieku. Przede wszystkim jest o wiele bardziej wielonurtowy i różnorodny niż wtedy. Nacjonalizm Wołodymyra Wiatrowycza jest, jak sądzę orientując się trochę w „azowskich klimatach”, zupełnie inny niż nacjonalizm ś.p. Maksyma Kagala. Żeby objaśnić – Wiatrowycz to były szef ukraińskiego IPN-u. Kagal to mistrz świata w kickboxingu. Poległ na barykadach Mariupola.

Nowy ukraiński nacjonalizm wykuwał się podczas ośmiu lat walk z orkami Putina. Wydaje się, że obecny etap tej konfrontacji będzie katalizatorem, który przyśpieszy te procesy. Jaki bedzie ten Nowy Nacjonalizm? Wierzę, że będzie to”nacjonalizm państwowy”. Oparty nie tyle o „krew, ziemię i język” co o historię wspólnej walki obywateli Ukrainy z hordami Federacji Rosyjskiej. Obywateli a więc prawosławnych obu cerkwii, katolików różnych obrządków, protestantów różnych kościołów, muzułmanów, strozakonnych, buddystów, neopogan, rodzimowierców, agnostyków i ateistów. Obywateli czyli Ukraińców, Tatrów, Rosjan, Polaków, Żydów, Cyganów, Tadżyków, Rumunów, Greków, Bułgarów, Węgrów, Rusinów Zakarpackich, Serbów, Czeczenów, Uzbeków, Gruzinów, Azerów, Ormian i kto tam jeszcze w tej Ukrainie mieszka. Obywateli – lewicowców, prawicowców, centrystów, konserwatystów i liberałów. Oby tak było.

Spotkanie na ulicy Petruszewycza

Ostatnio miałem osobliwą przygodę. We Lwowie, na nomen omen ulicy Jewhena Petruszewycza, zostałem zatrzymany przez trzech ukraińskich OT-eków. Dwóch trzymało mnie pod lufami, a trzeci sprawdzał. Co? Moje dokumenty i zdjęcia jakie robiłem telefonem. Nie mam o to pretensji. Jest wojna, są szpiedzy, którzy naprowadzają rakiety. Mam za to pretensje o to, że Lwy z Cmenatrza Orląt nadal są „pozmaykane w klatkach”. Po wojnie nie może być tak, że nadal w tych pudłach siedzą. Polska to nie Rosja. Lwów to nie Sewastopol. Tak samo uważam, że po tej wojnie wszystkie kości zabitych przez UPA obywateli II RP powinny być ekshumowane. Na tabliczce na krzyżu wystarczy , że będzie pisać „mieszkańcy wsi takiej i takiej zabici wtedy i wtedy”. Byle nie w bezimiennym dole. Z bardziej „praktycznych” rzeczy nie chciałbym, żeby odbudową Ukrainy zajęły się firmy niemieckie i francuskie (polskie firmy jako podwykonawcy) bo to Niemcy i Francja odpowiadają za wybuch tego konfliktu. To nie Polska budowała gazociągi Rosja-Bałtyk-Niemcy. To nie Polska sprzedawała optykę do rosyjskich czołgów łamiąc embargo. Tego wszystkiego wymagam od polskiej dyplomacji bo mam paszport III RP. Biało-czerwone barwy są dla mnie pierwsze, choć żółto-niebieskie zawsze ceniłem. Teraz zaś, po tym jak ukraińscy kozacy uratowali mnie przed Sybirem cenię jeszcze bardziej 🙂 Sława Ukrainie! Niech żyje Międzymorze!

Na obrazkach: 1 – 8 maja 2017 w Kijowie. 2 – 24 lutego (sic!) 1634 w Smoleńsku (sic!). Koloryzowane.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *