Elektryczną hulajnogą przez Morze Aralskie


Lubię mój samochód. Nie jest może najpiękniejszy, najnowszy ani najbardziej ergonomiczny. Nie ma żadnych bajerów – ani technicznych ani wizualnych. Przejechałem nim jednak trochę kilometrów po Polsce, Ukrainie, Słowacji i Węgrzech. Trochę, a wcześniej przejechał nim trochę mój Ojciec. Któregoś dnia będzie musiał odejść na zasłużoną emeryturę. I trzeba będzie się rozglądać za czymś nowym. Może i za „elektrykiem” skoro to ma być przyszłość motoryzacji. Ok mogę mieć samochód na prąd. Musi jednak spełnić kilka warunków. Po pierwsze nie stać mnie na Teslę! Kiedyś będę (na pewno) na tyle bogaty, żeby kupić to piękne auto. Na razie nie jestem. Auta elektryczne jeśli mają być powszechne i jedynie dostępne powinny być prawdziwymi „volks-vagenami”. Samochodami dla Ludu, a nie tylko bogaczy i wyższej klasy średniej. Decydując się na „wielką elektryfikację motoryzacji” politycy powinni brać też pod uwagę wiele innych czynników. Skąd brać minerały niezbędne dla produkcji baterii i jak te baterie utylizować po ich zużyciu? Jak zapewnić szybkie ładowanie maszyn? Jak zminiaturyzować baterie używane w ciężarówkach? I tak dalej, i tak dalej. Czy ktoś o tym w ogóle myślał, gdy uchwalano „elektryczną rewolucję”? Czy zadecydowała raczej „wiara i wola” ?

Podjechałem dziś na kawę do kuzyna. Moim benzyniakiem. I tak jak piliśmy tą czarną, sypaną to kuzynowi wpadło do głowy genialne porównanie. „Ten zakaz produkcji aut spalinowych to taki sam pomysł jak niegdyś podbieranie wody z rzek płynących do Morza Aralskiego„. O to to. Idea niby ciekawa i niby słuszna w realizacji okazała się straszliwą katastrofą. Tak samo skończy się ta „genialna” reforma europejskiej motoryzacji. Porażką, chaosem, destrukcją.

P. S.

Jutro 120 dzień wielkiej wojny ukraińskiej. Twarda postawa obywateli tego kraju walczących o swoją niepodległość to promyk nadziei. Jeśli Zachód się odrodzi to odrodzenie przyjdzie znad Dniepru.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *