Żółto-niebieskie kino akcji


Pierwszym fabularnym filmem o wojnie na Ukrainie była „Gwardia”. Miniserial o mężczyznach, którzy „prosto z Majdanu” pomaszerowała w szeregi ochotniczych batalionów Gwardii Narodowej (czyli wojsk MSW). Kręcono go, gdy jeszcze trwało „pierwsze ostre strzelanie” w Donbasie. Po taniości i na szybkości. Efekt niestety widać na ekranie. Do polecenia zainteresowanym współczesna ukraińska tożsamością, jej mitami i toposami.

Fort Areoport

W 2017 obejrzałem w kinie „Cyborgów”. Rzecz o obronie i o obrońcach donieckiego lotniska. Dzieło może nie wybitne, ale solidne pod każdym względem. Jest to oczywiście ukraiński epos o niezłomności żołnierza, braterstwie i honorze. Pojawiają się jednak także dyskusje, wątpliwości, strach i zmęczenie. Na uwagę zasługują zdjęcia. Utrzymane w ciemnej, późnojesiennych tonacji. Dynamiczne gdy trzeba i poetyczne gdy trzeba. Warto.

Kino akcji klasy A

Ostatnio zaś obejrzałem „Batalion Donbas”. Znany też pod tytułem „Iłowajsk 2014″. Jest to typowe wojenne kino akcji. Nie jest to „Helikopter w ogniu”, ale sceny starć trzymają w napięciu. Ten film to przykład jak z małym budżetem zrobić „efekty”. Oczywiście, jak na kino akcji przystało, są tam sceny mało prawdopodobne. Takie w stylu słynnego „zabili go i uciekł”. Scenarzyści jednak nie przesadzili zbyt. To bardziej coś w stylu „Parszywej Dwunastki” niż „Rambo III„.

Jeśli chodzi zaś o fabułę – nie jest to agitka. „Bojownicy za Wolny Donbas” są przedstawieni jako ofiary manipulacji. Tudzież ludzie „leczący” wojną swoje problemy i kompleksy. Twórcy nie ukrywają, że aspekt wojny domowej był silnie obecny. Po stronie ukraińskiej walczą także różne barwne typy w wieku od „naście” do 55+. Jest emerytowany amerykański major o ukraińskich korzeniach. Są siwowłosi „afgańcy” śpiewający machnowskie piosenki i z dumą noszący sowieckie odznaczenia. Znalazła się też pełna zapału sanitariuszka. Jeśli chodzi o wyposażenie i umundurowanie -jest pstrokate. Zaś pojazdy batalionowe to mix przypominający park motorowy jakiejś syryjskiej milicji. Ukraińska Republika wiele od ochotników wymaga, lecz niewiele może dać. Nawet coś tak podstawowego jak dostarczenie gwardzistom (oddział do dziś jest częścią GN) książeczek wojskowych jest poważnym problemem. W złym świetle przedstawiony jest komendant „Donbasu” słynny ataman Semenczenko alias major Hriszyn. Nie wiem na ile prawdziwy jest taki obraz tej postaci. Na pewno aktor grający tą rolę dobrze odegrał rolę trepa mającego za nic krew swoich żołnierzy. Reasumując – film ten nie jest tępą proukrainską agitką choć niewątpliwie jest to kino patriotyczne. To kino akcji, ale można się z niego dowiedzieć sporo o „pierwszym donbaskimi krwawym lecie”.

Film kończy slajdowisko, w którym przedstawieni są ludzie będący pierwowzorami niektórych bohaterów. W tle leci rzewna wojskowa dumka. Robi to o tyle silne wrażenie, że duża część tych ludzi zginęła w bitwie pod Iłowajskiem. Szczególnie gęsto padając podczas podstępnej masakry zagotowanej siłom ukraińskim przez Rosjan. Swoją drogą wiosną tego roku Ukraińcy ukatrupili generała odpowiedzialnego za tą zbrodnię.

Ruski korabl pięknie tonie

Można się zastanawiać „czy w ogóle wypada kręcić filmy o wojnie” ? Film to wszak rozrywka. Ja uważam, że jak najbardziej. Słynna Wyspa Węży to starożytna Fidonisi. Tu pochowano, jak mówią, Achillesa. Homer, gdy wyśpiewywał jego czyny też dostarczał rozrywki swoim słuchaczom. Wojny ukraińskie zasługują na swojego Homera. Na przykład film klasy „O jeden most za daleko” czy „Doktora Żywago”. Na serial na miarę „Czarnobyla”. Zasługują na epos bo to najbardziej epicka historia XXI wieku.

Ostatnio słyszałem taką o to historię: Podczas bitwy o Donbas jedna z kompanii ukraińskich została osaczona przez wroga. Straty rosły. Komendant został ciężko ranny, a na dodatek zaczął stradać zmysły. Dowódcy plutonów poginęli. W tym krytycznym momencie dowodzenie przejął rezerwista. Przed „wielką wojną” trener fitnessu i areobiku. Laik, który przed 24 lutym roku pamiętnego umiał obsłużyć automat, łopatkę saperską i granat ręczny. Na tym kończyła się jego stricte wojskowa wiedza. Pociągnął ludzi za sobą. Przebili się do swoich. Nie zostawiając rannych na pastwę orków. Tak, to zasługuje na Wielki Ekran. Na najlepszych aktorów. Na to żeby nakręcił o tym film Ridley Scott czy Steven Spielberg.

Na foto – lato 2014, gwardziści „Donbasu” (prawdopodobnie) desantują się z BTR-a.

Do przeczytania w sierpniu! Jak to w sierpniu bywa będzie trochę o wieku XX i nie tylko XX-ym.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *