Prawo eseju, zasady podręcznika
Zaciekawiony sławą jaką zyskał podręcznik do nowego, swoją drogą bardzo potrzebnego przedmiotu, wziąłem go do rąk. Nawet i przeczytałem dwa rozdziały. Jeden tłumaczący młodzieży szkolnej „co to ta komuna”. I drugi o amerykańskich duchowych braciach Ryszarda Terleckiego z czasów, gdy mawiali na niego „Pies”. Oba to czysta, namiętna publicystyka. Żadne tam chłodne wyłożenie faktów, żadne „sami wyrobie sobie zdanie”. To kazanie żarliwego antykomunistycznego kaznodziei. Czy to dobrze czy to źle? Gdyby był to esej, felieton, kazanie, przemówienie to absolutnie nie. Mamy tu jednak do czynienia z podręcznikiem szkolnym. Tworzenie zaś takiego winno rządzić się innymi prawami.
Zastanawiać może dlaczego takie żarliwe kazanie ma być głoszone młodym Polakom i Polakom. Zapewne chodzi o postawienie tamy takim nurtom ideologicznym jak marksizm-julkizm czy postlewactwo. Na pewno taka „stalowa konserwa do wbijania konserwatyzmu do młodych głów” raczej wybije jego resztki z tychże. Nic tak nie prowokuje do buntu i przekornej złośliwości jak „jedynie słuszne” ględzenie starych dziadków. Jakkolwiek zgadzam się częściowo z opiniami prof. Roszkowskiego wyrażonymi w ww. rozdziałach to zdecydowanie wolał bym podręcznik, w którym jest dużo faktów, a mało interpretacji. Więcej – „zróbcie debatę” a mniej „słuchajcie gówniarze uważnie„.

