Głos w radiu
Jechaliśmy pustą droga zalaną przedwiosennym słońcem. To był już zachodni Wołyń. Pofalowany jak bojowa chorągiew łopocząca na wietrze. Sosny się jeszcze czerniły zimą. Jeszcze nie widać było zielonych traw ni pączków. Ledwo co zszedł śnieg, ale czuć było już wiosną. Mimo tak pięknej pogody i wspaniałości wołyńskiej przyrody wycieczka była bardziej niż wyczerpującą. Nadal czułem, jak w tętnicach bulgocze adrenalina z poprzednich dni. Zaciskałem ręce na kierownicy i nieustannie, łapczywie paliłem. Podczas tej dziwnej podróży zwykle wypalałem cztery – pięć paczek w ciągu doby. Co prawda rosyjska ofensywa była daleko za nami, ale do polskiej granicy nie było blisko. Niebo było lazurowe, ale nie miałem pojęcia, kto kontroluje przestrzeń powietrzną. „Kto wie – może za chwilę nadleci Aligator i mój Peugeot stanie się ruchomym celem ćwiczebnym? Rosjanie robili takie rzeczy w Czeczenii i Syrii” Ta myśl nie opuszczała mojej głowy. Sam samochód jechał dobrze, ale niepokoiło mnie paliwo. „Bez benzyny auto nie pojedzie! Paliwa na stacjach brakuje!” To była druga zła myśl, która mi towarzyszyła. Dwa czarne kruki nie opuszczały mnie w drodze. Sarpały duszę smolistymi dziobami Nerwy!
Nerwy uspokoił głos prezydenta Zeleńskiego, który przemawiał przez radio do swojego narodu. Mówił o bohaterach z Wyspy Węży, o dzielnym żołnierzu piechoty morskiej, który wysadził się razem z mostem byle tylko nie przepuścić rosyjskich czołgów. Mówił mocno i spokojnie, a ja pomyślałem sobie „Starzyński! Westerplatte! Wizna!„. Chwilę zaś później „tym razem agresorzy przegrają”. Duch jakby wiary w zwycięstwo na mnie spłynął przez ten spokojny i silny głos. Dalej jechało się jakoś raźniej. Spokojniej. Strach zniknął jak szron na słońcu.
Tak po pół roku od tamtego przedwiośnia zastanawiam się jak podsumować pół roku wielkiej wojny ukraińskiej. Nie chce mi się silić na rozwlekłe analizy. Wszystko można ująć zwięźle. Tak jak przed wiekami liczy się żyzność ziem i zasobność kopalń, kunszt kowali i szkutników, to by wojownicy znali dobrze swój fach. Nie zmieniło się też jeszcze jedno. Dalej na czele musi być wódz, który potrafi powiedzieć „Wojownicy! Znajdziemy drogę przez te góry, albo sami ją wytyczymy!”. Nic się nie zmieniło w tym względzie od czasów, gdy wojska kartagińskie przekraczały lodowate, dzikie Alpy by wedrzeć się na żyzne i słoneczne równiny doliny Padu.
P. S.
Enerhodar śpiewa dla Krosna. Miły niedzielny wieczór w RCKP.
P. S. 2
Wpis to pierwszowrześniowy więc jeszcze coś „szkolnego” – https://chutornik.pl/2022/08/prawo-eseju-zasady-podrecznika/
