Zima na linii


Z daleka może się wydawać, że wojna jest rodzajem gry komputerowej. Piękni i młodzi operatorzy dronów z uśmiechem na ustach niszczą kolejne archaiczne rosyjskie czołgi. Orkowie atakują bez ładu i składu jak zombiaki. Armia ukraińska walcząc „za LGBTQ i wartości Unii Europejskiej” niszczy ich bez większych trudności. To wszystko tak patrząc z daleka. Z spokojnej „zony NATO”.

Jeśli się bliżej i dokładniej przyjrzeć to obraz jest o wiele bardziej złożony. Owszem Ukraińcy dokonali szeregu spektakularnych kontrofensyw, rajdów i ataków. Zarówno lądzie jak i na morzu i na niebie. Obronili też szereg kluczowych miast-twierdz z swoją stolicą na czele. Było jednak wiele porażek, a straty ludzkie i materialne… Ostatnio pytałem znajomego wolontariusza m. in jak tam się miewa „moja” 58 Brygada. Brygada wróciła pod Bachmut. Złowrogie miejsce, które przypomina dziś okolice Passchendaele w 1917. Wróciła w tryby maszynki do mięsa, wielkiej „bitwy materiałowej”. Jest dziś tylko cieniem samej siebie z czasów, gdy z łopoczącymi na wietrze kozackimi chorągwiami wyruszała w lutym w bój. Jest krwawym strzępem, a pozostali zdolni do walki żołnierze dziczeją w okopach. Taka właśnie jest ta wojna naprawdę. To walka na noże. Moskiewski kinidżał jeszcze nie pordzewiał, zadaje ciągle nowe rany.

Jutro na będąc na cmentarzu pamiętajcie o tych, którzy już z wojny nie wrócą. Pamiętajcie też o tych, którzy nadchodzącą zimę spędza żyjąc jak dzikie zwierzęta w wykopanych w ziemi norach. Pamiętajcie, że gdyby dziś jakiś potężny szaman zmienił w kamień żołnierzy w mundurach ukraińskich (ale też brytyjskich, polskich, łotewskich czy chorwackich) to Oni tu przyjdą. Wagnerowcy, kadyrowcy, kontraktniki, isisowcy. Po jasyr i łupy. I wszystko będzie ich, od młodych kobiet począwszy. Szanujcie więc zawsze wojsko – nasza tarczę i nasz miecz.

Na foto – zima 1950/51 na Półwyspie Koreańskim.

P. S.

Jutro także rocznica wybuchu walk o Lwów w 1918. Dziś Lwów nie jest nasz, ale na swój sposób, poprzez całe kulturowe dziedzictwo, jest polski. I na to miasto spadają rakiety. Inne wojewódzkie miasto dawnej Rzeczpospolitej – Czernihów jest dziś stosem gruzów. Rację ma doktor B „funkcjonalnie w tej wojnie jesteśmy”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *