Mamo ja sam!
Niedawno byłem na Hali Kondratowej. Ot taki dwugodzinny spacer u podnóży Tatr Zachodnich. Podczas schodzenia pokrytą co prawda śniegiem, ale niezbyt stromą ścieżką byłem świadkiem ciekawej scenki rodzajowej. Szła sobie w dół, ku Kuźnicom, pewna rodzinka. Typowa dla naszych czasów 2+1. Rodzice na oko koło 40-tki i ich jedynak. Leosiowi bardzo się góry podobały. Widać było na jego twarzy zachwyt nad majestatem tatrzańskiej przygody. Bardzo chciał iść sam, nie trzymany mocną ręką mamy. Myślę, że był nawet gotów na drugi dzień ruszyć do zdobywania Czerwonych Wierchów. Niestety mama nie pozwalała nawet na takie fanaberie jak samodzielne schodzenie z owej Kondratowej. Cała drogę kurczowo trzymała biednego chłopca za rękę. Gdy ojciec próbował delikatnie zasugerować by… usłyszał tylko fuknięcie jest ślisko!!!! Dał sobie spokój. Dobrze wiedział , że w kwestiach BEZPIECZEŃSTWA swojego syna nie ma nic do powiedzenia.
Leoś trochę się buntował. W końcu jednak dał za wygraną. Patrzył tylko z zazdrością jak koło niego śmignął na nartach ski-tourowych pan w wieku jego pradziadka. Szczęśliwy! Wychowany w czasach, gdy chłopcy strzelali z procy, pływali w rzekach, jeździli na nartach po lesie. Można było sobie podczas takich zabaw złamać nogę czy rozbić nos, ale była to cena wolności.
P. S.
Dobry tekst o chujstwie na zgubę rodzaju ludzkiego uczynionym