Zrozumieć wroga
Podczas II wojny indochińskiej mało było wielkich bitew. Linii frontu nie było w ogóle. Jak więc analitycy określali kto wygrywa ? Licząc poległych. Kształtował się on na poziomie mniej więcej 1:3,5 (polegli) na korzyść Amerykanów i wojsk Wietnamu Południowego. Gdy dochodziło do większych starć był jeszcze większy. Na przykład w bitwie w dolinie Ia Drang w listopadzie 1965 roku zginęło 304 żołnierzy amerykańskiej kawalerii powietrznej. Czerwoni Wietnamczycy stracili zaś bezpowrotnie ponad 1500 bojowników. Podczas walk o miasto An Loc wiosną 1972 siły antykomunistyczne straciły 2280 zabitych. Czerwonych poległo czterokrotnie więcej. Każda próba dużego uderzenia na Amerykanów kończyła się tak samo – artyleria, samoloty szturmowe, bombowce i śmigłowce masakrowały Vietcong i wojska północno-wietnamskie. Za każdym razem po większej akcji (takiej przeprowadzanej siłami co najmniej batalionu czy pułku) czerwoni musieli się wycofywać do baz położonych w górach i na mokradłach by uzupełnić straty i przegrupować. Zawsze wracali.
Sajgon jednak upadł
Mimo wszystko jednak to Hanoi wygrało ten kilkunastoletni konflikt. W kwietniu 1975 komunistyczny czołg produkcji radzieckiej rozwalił bramę i tryumfalnie wjechał na teren ambasady USA w Sajgonie. Nad południowietnamską stolicą załopotały czerwone sztandary. Cena tryumfu była ogromna. Milion poległych. Ogromne zniszczenia materialne – Amerykanie zrzucili tylko na sam Wietnam Północny i tylko w latach 1965-1968 846 000 ton bomb. Średnio 5,3 tony na 1 kilometr kwadratowy. Cel polityczny został jednak osiągnięty.
Bez litości
Reżim Putina i komunistyczne kierownictwo z Hanoi są inne. Wietnamscy komuniści byli zarazem gorliwymi nacjonalistami. Karierę polityczną zaczynali w dżungli podczas walk z Japończykami i Francuzami. Byli okrutni, ale uczciwi. Natomiast banda Putina to kryminaliści okradający własny naród. Obie te despotie łączy jednak brak litości dla swoich. Hanoi co roku wysyłało Szlakiem Ho Chi Mincha ( https://chutornik.pl/category/gawedy-i-dumy/przerwac-aorte-vietcongu/ ) dziesiątki tysięcy młodych poborowych. Ogromna ich część nigdy nie wróciła do domu. Podobnie i reżim Putina wysyła na śmierć kolejne tysiące mobików i zeków. Ich życie też nie ma znaczenia. Nic też nie zapowiada, żeby szykowała się w Rosji rewolucja taka jak w 1905 i w 1917.
Czy trzydzieści tysięcy to dużo?
Ukraińcy zaś to jednak Europejczycy i ludzie 21 wieku. Co prawda to społeczeństwo nie jest tak zniewieściałe i przeżarte dekadencją jak np. polskie , ale mimo wszystko osiem tysięcy poległych (wedle szacunków) w bitwie bachmucko-solderaskiej to liczba ogromna. Natomiast trzydzieści tysięcy poległych po stronie rosyjskiej to dla ludzi Kremla tylko statystyka. Wszak duża część z tej liczby to żołnierze-niewolnicy. I tu jest przewaga Moskali w tego typu wojnie – wojnie na wyniszczenie. Nie chcę tu szerzyć defetyzmu. Wierzę w Ukrainę i jej kozaków. Raczej chciałbym skłonić do refleksji nad naturą reżimu rosyjskiego. Uświadomić z kim jako NATO toczymy grę. Oraz to z jakim przeciwnikiem ma do czynienia Ukraina.
Na fotce – ewakuacja rannego żołnierza amerykańskiego.
P. S.
Warto pamiętać, że przeciwko komunistom w tej wojnie walczyli nie tylko Wietnamczycy z Południa i Amerykanie.
P. S. 2
Kiedyś miałem Jana Śpiewaka za poważnego gościa. Obserwując jego ostatnią ofensywę anty-alko widzę kolejnego czerwonego naprawiacza.