Pan Michał
Tu mieszkał kiedyś mój sąsiad. Pan Michał. Pochodził z okolic Stanisławowa. Jako małe dziecko przeżył zbiorową egzekucję. Wydobyto go spod trupów. Małego, ukazanego krwią swoich krewnych, przerażonego chłopca. Kto dokonał tego bestialstwa? Może SS? Może NKWD? Nie, dokonały tego banderowskie szwadrony śmierci, które w 1944 roku polowały w tych okolicach na Polaków jak na szkodniki polne. Czyściły tą krainę etnicznie pod hasłami: Śmierć Lachom! Lachy za San!
Po wojnie mieszkał przez wiele lat na sowieckiej Ukrainie. Skończył tam szkołę. Odbył zasadniczą służbę wojskową. Później pracował jako kierowca autobusu. Dopiero za czasów Gierka udało mu się wyjechać do Polski. Zamieszkał tu, w okolicy podobnej do rodzinnych stron.
Do końca życia śpiewał. Śpiewał zrywając jabłka, śpiewał spacerując. Śpiewał w chórze amatorskim. Kochał muzykę. Znał piosenki nie tylko polskie, ale i ukraińskie. Pamiętam jak niedługo przed swoją śmiercią swoim melodyjnym głosem wyśpiewywał wiersze Szewczenki. Nie było w nim żadnej nienawiści do narodu ukraińskiego. Absolutnie żadnej nienawiści…
Paliła mnie potrzeba napisania kolejnego pełnego gorzkich słów o relacjach polsko-ukraińskich. Oraz o Ukrainie w ogóle. Tak sobie jednak przypomniałem mojego sąsiada. Pomyślałem po co? To sami Ukraińcy i Ukrainki muszą popatrzeć w lustro i odpowiedzieć na parę pytań. Sami sobie muszą na nie dać odpowiedź. Lekarstwo czasem bywa bardzo gorzkie. Prawda czasem boli. Boli, ale wyzwala.
P. S.
Hah Michał nie Stanisław. Babcia mi uświadomiła, że Kosakoskiemu Michał było .