O zawodowych rycerzach i pospolitym ruszeniu


W związku z poniedziałkowym wpisem na obiecałem, że się do niego ustosunkuje. Co prawda leniwo mi pisać, ale słowo to słowo. Tak więc i obiecany wpis.

Na sprawę patrzę wielopoziomowo. Najniżej mamy poziom pragmatyczny. Czyli próba odpowiedzi na pytanie czy to konieczne? Oraz czy to możliwe? Wyżej poziom pytań o to jakie państwo chcemy mieć. Najwyżej zaś poziom osobisty. Tutaj mowa oczywiście o warunkach pokojowych nie zaś takich gdy przyjdzie co do czego. Na to drugie pytanie odpowiedziałem sobie ponad rok temu na poboczu drogi Równe – Żytomierz. Skoro zaś w tym tekscie chcę spojrzeć na sprawę jak na piętra w obronnej baszcie zacznę od dołu pnąc się coraz wyżej.

Pierwszy poziom – obronność państwa. Wojsko nasze od jakiegoś czasu kupuje ogromne ilości uzbrojenia. Czołgi, armaty, bazooki, rakiety, śmigłowce, myśliwce, drony, dzidy laserowe i inny oręż zapełnia nasze arsenały. Niestety nawet dzida laserowa nie działa samoistnie. Wojna na Ukrainie pokazała, że i w XXI wieku istnieje możliwość konfliktu o cechach totalnych. Mi wydaje się, że przywracanie poboru w tym momencie nie jest koniecznym. Możliwe jednak, że za jakiś czas sytuacja się zmieni i będzie to niezbędne. Wtedy decyzja należy do władzy ustawodawczej i wykonawczej po konsultacjach z Sztabem Generalnym. Natomiast zasadnicza służba wojskowa nie służy do tego by robić z chłopcuw menszczyzn. Od tego są ich ojcowie. Jak oni tego nie potrafią to nie zastąpi ich ani nauczyciel w szkole ani sierżant w wojsku.

Nie mniej jednak uważam, że w porównaniu z czasami gdy zdawałem maturę oferta MON skierowana do młodzieży jest o wiele bardziej atrakcyjna. WOT może być swego rodzaju hobby jak i dodatkową pracą. Natomiast to jak dziś wygląda zasadnicza a jak wyglądała15- 20 lat temu to jest jak niebo a ziemia. Wtedy był to dla większości rekrutów swoisty obóz internowania. Rok wyjęty z życia. Dziś to specyficzna, ale jednak praca. Do tego nieźle płatna.

Drugi poziom – to próba odpowiedzenia sobie na pytanie jakie państwo chcemy mieć? Sprawy obronności są jedną ze składowych odpowiedzi na to pytanie. Dla mnie wzorcem państwa jest grecka polis, Republika Rzymska i średniowieczna monarchia stanowa. Nie mniej jednak nie da się tych wzorców przenieść w skali 1:1 do naszych czasów. Nie mniej jednak terminy takie jak republika, demokracja, patriotyzm, pospolite ruszenie, honor, męstwo nie zostały wymyślone wczoraj. Zasadnicze reguły funkcjonowania ludzkich społeczności są podobne teraz jak i w czasach gdy Rzeczpospolita Rzymska toczyła wojny z Punijczykami.

Z współczesnych państw bardzo podoba mi się urządzenie Finlandii. Ten mały kraj stoczył w latach 1939-1944 udaną obronną wojnę z Związkiem Radzieckim. Wykuło to w fińskim narodzie przekonanie które można streścić w paru słowach. Cudzego nie chcemy, swego nie damy. Z Rosją zwady nie szukamy, ale niepodległości nie oddamy. Obrona narodu należy do narodu. Trzeba wierzyć we własne siły. Większość nastoletnich chłopaków w tym kraju po ukończeniu szkoły podstawowej będącej na bardzo wysokim poziomie kontynuuje naukę w trzyletnim technikum. Po nim odbywa roczną służbę wojskową po czym przechodzi do rezerwy. Mniejsza część kontynuuje naukę na politechnikach i uniwersytetach. Większa zajmuje się pracą i zakładaniem rodziny. Ten rok z karabinem w ręku nie jest traktowany jako jakąś represja. Jest czymś równie naturalnym jak dbanie o porządek, płacenie podatków czy angażowanie się w życie lokalnej społeczności. Polacy nie będą Skandynawami, ale warto im się przypatrywać.

Do polskiej mentalności bardziej, moim zdaniem, pasował by inny model. Nazwijmy go stanowym. Oczywiście nie żyjemy w czasach wojen z Krzyżakami i najazdów tatarskich. Przynajmniej formalnie wszyscy dorośli mają takie same prawa. Stanowość oznaczała by coś innego niż w średniowieczu. Byłby to raczej wewnętrzny imperatyw połączony z presja społeczna. Tłumacząc obrazowo – zdrowemu na ciele i umyśle, cis-męskiemu synowi starosty (a także synom znanych w powiecie lekarzy, przedsiebiorcow itd. ) nie wypadało by po prostu nie zostać pilotem śmigłowca czy dowódca kompani czołgów. Oczywiście po przeszkoleniu odchodzili by do rezerwy i zajmowali się cywilnym życiem – studia, podrywanie dziewczyn itd. Jest to wizja bardziej polska niż fiński pobór powszechny, ale wymagało by mentalnego powrotu do czasów Batorego. Co oznaczało by wywrócenie do góry nogami myślenia polskich elit o państwie, które w dzisiejszych czasach bardziej odpowiada mentalności epoki saskiej.

No i na koniec poziom trzeci. Co byś zrobił, gdybyś dziś dostał od czarodzieja bilet, który przeniósł by Cię do klasy maturalnej? Ha odpowiedź jest prosta. Po pierwsze więcej bym się uczył na takie lekcje jak język angielski, matematyka i fizyka. Po drugie znalazł bym sobie dziewczynę. Po trzecie uprawiał więcej sportu. Po czwarte po maturze nie planował bym iść od razu na studia. Pierwszy rok po zdaniu egzaminu dojrzałości poświęcił bym na zarobkowe wyjazdy za granicę. Drugi na roczną służbę w Podhalańczykach. Dopiero jako dorosły 21 letni facet złożył bym papiery na jakiś uniwersytet. Czy jednak mi się to podoba czy nie nie ma takich czarodziejskich biletów i drugi raz w tym wcieleniu nie będę uczniem klasy maturalnej. No niestety tak jest 😉

Dobra znikam ponownie- mam inne zajęcia;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *