Koniec pewnego kraju


Tatarzy Kaukascy, albo inaczej Azerowie wygrali ostatecznie walkę o Górski Karabach. Ormianie stracili swój Arcach jak nazywają ten region. Długi był to konflikt. Dłuższy niż żydowsko-palestyński, abchasko-gruziński czy syngalesko-tamilski. Pierwsza krew polalała się jeszcze w czasie rewolucji 1905 roku. Kto kogo zabił pierwszy? Azerowie powiedzą pewnie, że to Ormianie. Ormianie, że Azerowie. Po wygaśnięciu chaosu w Imperium Rosyjskim wygasła przemoc, ale nie znikła nienawiść. Później razem z wojną światową i kolejną rewolucją przyszedł straszliwy okres czas chaosu, masakr, walk wszystkich ze wszystkimi i spirali odwetów. To właśnie o nim są bakijskie rozdziały Przedwiośnia. W końcu na terenach dzisiejszej Armenii i Azerbejdżanu zapanowała władza sowiecka i wszystkich na Południowym Kaukazie zmusiła to drużby narodow. Była jeszcze Wielka Armenia na terenach Turcji. Tam Ormian nie było. Choć byli wcześniej w niemałej liczbie. W 1915 gdzieś znikli.

Pierwsza wojna karabachska

Powolny upadek systemu sowieckiego w drugiej połowie lat 80-tych odmroził resentymenty i spory terytorialne na Kaukazie. Znów zaczęły się starcia między dwoma nacjami, lub dokładniej najbardziej radykalnymi ich przedstawicielami. Z początku odbywały się z użyciem noży, pałek i łańcuchów. Tak zwykle się zaczynają tego rodzaju wojny – od noży i kastetów vide konflikty w Jugosławii czy Donbasie. Potem przyszedł czas na walkę partyzancką karabachskich Ormian. Siłom republikańskiego MSW Azerbejdżanskiej SRR pomagały w zaczystkach oddziały podległe bezpośrednio Moskwie. Moskwa pragnęła bowiem zachować status quo na Zakukaziu. Góry pozwolily bojownikom przetrwać. Z nich organizowali wypady przeciw azerskim konwojom, blok-postom i wioskom. W nich kryli się przed obławami. W Armenii Radzieckiej zaś toczono walkę za pomocą petycji, mitingów i strajków. Najpierw szło o przyłączenie Karabachu do Armeńskiej SRR. Później także o rozluźnianie więzów z Moskwą, demokratyzację i walkę z korupcją. Dla Ormian szokiem była niewydolność władz centralnych po straszliwym trzęsieniu ziemi z 1988. Chcieli być gospodarzami u siebie. Z kolei w Azerbejdżanie rozwijał sie dokładnie taki sam, patriotyczny, antykomunistyczny ruch. Narodowe przebudzenie ogarnęło Kaukaskich Tatarów. Pragnęli poszerzania autonomi, potem zaś niepodległości. Niepodległości i zachowania Karabachu w składzie swojej republiki. Nie pomogła nawet sowiecka demonstracja siły zwana Czarnym Styczniem 1991. 170 cywilów zabitych w tej operacji tylko przyśpieszyło rozpad Imperium Sowieckiego.

Później ZSRR się rozleciał. Zimą 1991/1992 wybuchła pełnoskalowa wojna. Ormianie zmienili swoją partyzantkę w regularną armię. Lepiej zorganizowani i dowodzeni, zdyscyplinowani i fanatyczni radzili sobie skuteczniej niż siły pogrążonego w postsowieckim chaosie Azerbejdżanu. Ormianie , gdyż była to de facto wojna nie tylko karabachskich, ale i Ormian w ogóle. Do konfliktu (choć nieformalnie) włączyła się Armenia oraz liczna diaspora. Co ważniejsze Moskovia zmieniła podejście do konfliktu. Już jako Federacja Rosyjska wysyłała dla wojsk ormiańskich ogromne ilości oręża, amunicji i sprzętu. Walki były zażarte i Azerowie kontratakowali kilkukrotnie. Zawsze jednak na ich kontrofensywę odpowiedzią była ofensywa armeńsko-karabachska. Porządek w azerskim wojsku i państwie zaczął od 1993 wprowadzać nowy-stary (był sekretarzem w Baku w latach 1969-82) przywódca Hajdar Alijew, ale było już za późno. Do wiosny 1994 kiedy podpisano rozejm wojska karabachsko-armeńskie opanowały nie tylko omawianą enklawę (90%), ale i okoliczne ziemie. Łącznie pod okupacją znalazło się kilkanaście procent terytorium Azerbejdżanu. Chodziło o połączenie z Armenią i stworzenie strefy bezpieczeństwa. Jeśli Arcach miał przetrwać nie było innego wyboru. Problemem byli ludzie. Ci którzy mieszkali w Karabachu i w zonie, a mówili o azersku. Działano z całą bezwzględnością dokonując czystek etnicznych na ogromną skalę. Symbolem ormiańskiej brutalności była masakra w Chodżałach i zrównanie z ziemią 150 tysiecznego Agdamu. Choć oczywiście i wojska azerskie dopuszczały się zbrodni nie mniej jednak na mniejszą skalę.

Bilans wojny był straszny. Zginęło kilkanaście tysięcy żołnierzy i tysiące cywilów. Setki tysięcy uciekinierów azerskich, jaki setki tysięcy ormiańskich musiało budować swoje życie na nowo. Ci ostatni byli nie tyle wypędzani z miast Azerbejdżanu co nie mogli już dłużej żyć po sąsiedzku z Tatarami Kaukaskimi. Co prawda Ormianie pozwolili zostać na kontrolowanym przez siebie terytorium Kurdom, Grekom, Asyryjczykom i Rosjanom, ale było ich niewielu. Wielki obszar spustoszony i po części zaminowany zdziczał. Tylko ruiny domów i zdziczałe sądy świadczyły, że kiedyś żyli tam ludzie.

Wiosna ormiańskiego zwycięstwa

Wiosna 1994 roku była wiosną ormiańskiego tryumfu. Przez szereg wieków Ormianie odnosili zwycięstwa na polach kultury, nauki i biznesu. Odnosili victorie służąc w obcych mundurach. Wygrywali walcząc jako pomocnicze formacje. Nie mniej jednak od szeregu wieków nie było wojskowego tryumfu Hajastanu (inna nazwa Armenii). Chyba rozumiecie ich dziką euforię. Pokonali i upokorzyli Turków (Azerowie i Turcy to dla nich jedno i to samo) i w symboliczny sposób pomścili rok 1915.

Szybko jednak okazało się, że było to prawdziwie pyrrusowe zwycięstwo. Po pierwsze wyzwolone ziemie nie dawały ani odpowiednich zysków materialnych ani politycznych. Ormiańska enklawa posiada co prawda złoża mineralne (jak dobrze pamiętam miedź i złoto), ale zyski z ich eksploatacji nie rekompensowały ogromnych wydatków na zbrojenia. Niepodległości owego kraiku nie uznała nie tylko Rosja czy Iran, ale i sama Armenia. Co więcej zagrożenie ze strony Azerbejdżanu skazywały Erewań na feudalną zależność od Moskwy. Nienawiść między oboma krajami uniemożliwiała wprowadzanie w życie bardzo sensownych projektów typu gazociąg z bakijskim gazem, który biegłby przez Armenię. Nawet sąsiedzi, którzy się nie lubią czasem współpracują. Tu jednak była nienawiść w opór. Armenia pogrążyła się w biedzie i korupcji. Młodzi ludzie wyjeżdżali do Rosji, Europy, Ameryki w poszukiwaniu lepszego życia. Panoszyli się bandyci. Do tego wszystkiego politycy wywodzący się z Karabachu mieli niewspółmierny wpływ na życie polityczne kraju. Pewne zmiany przyniosła dopiero demokratyczna rewolucja z 2018 roku, która wyniosła do władzy Paszyniana. Człowieka rozumnego, który zdał sobie sprawę, że niepodległy Karabach to w istocie kula u nogi.

Tymczasem Azerbejdżan pod władzą formalnie prezydenta, a faktycznie chana Hajdara, a potem jego syna Ilhama rozwijał sie. Kaspijska ropa i gaz dawała o wiele większe zyski niż miedź z armeńskich gór i koniak z armeńskich dolin. Wzorcem demokracji czy walki z łapówkami oczywiście Azerbejdżan nie był, ale chanowie z Baku całkiem nieźle balansowali pomiędzy Chanatem Moskiewskim, Iranem, Turcją, Chinami i tzw. Kolektywnym Zachodem. Azerbejdżan zreformował i dozbroił swoje wojsko oraz siły MSW. Azerowie posiadali nawet własną, kaspijską marynarkę wojenną i formacje piechoty morskiej. Przygotowywali się do wielkiej kontrofensywy. Mieli i wolę walki i pieniądze na zbrojenia.

Od początku XXI wieku konflikt zaczął się odmrażać. Coraz częściej dochodziło do naruszeń rozejmu. Zgodnie z danymi z 2006 co roku ginęło na zamrożonym froncie ok. 200 żołnierzy. Czasem dochodziło do większych bitew. Największą była tzw. wojna czterodniowa w kwietniu 2016. Zginęło wtedy kilkaset osób, a siły azerskie opanowały kilka strategicznych wzgórz. Jednocześnie trwały niekończące się negocjacje. Żaden polityk w Erewaniu nie mógł się zgodzić na oddanie ukochanego Arcachu tym Turkom. Z kolei Azerowie mieli do Karabachu stosunek taki jak Ukraińcy do Krymu czy Serbowie do Kosowa. Taki stan rzeczy najbardziej pasował Moskovii. Był to doskonały przykład realizowania zasady dziel i rządź.

Jesień należy do Azerów

27 września 2020 rozpoczęła się II wojna karabachska, albo wojna czterdziestocztero dniowa. Azerbejdżanskie uderzenie, było zupełnie inne niż rosyjska inwazja na Ukrainę. Atak był metodyczny, dobrze przygotowany i skuteczny. Nie było w tej ofensywie żadnego hazardu, żadnego pola w którym mógł sobie pohulać przypadek. Baku zgromadziło odpowiednie siły i środki. Zmobilizowano rezerwistów. Najęto też bitnych wojowników z Syrii. Korzystano z wsparcia Turcji i Izraela. Ormianie mogli zaś liczyć tylko na siebie. Świat ze zrozumieniem patrzył na azerską inwazję. Rosja i Iran być może interweniowałyby zbrojnie, gdyby Turcją i Azerbejdżan chciały zbrojnie połączyć ten drugi kraj z jego enklawą Nichczewanem. Nic takiego jednak nie nastąpiło. Azerbejdżan walczył na swoim terytorium. Zwalczał separatystów z zbuntowanej republiki. Samoloty myśliwsko-bombowe obu krajów pozostały w hangarach choć obie strony używały rakiet.

Azerowie uderzali metodycznie. Śmigłowce i artyleria oraz saperzy torowali drogę piechocie i czołgom. Komandosi siali postrach na tylach. Na masową skalę używano dronów. To wtedy swą sławę zdobyły Bayraktary. Ormianom nie pomogła ani obrona przeciwlotnicza, ani budowane latami umocnienia, ani częściowo górski teren ani wola walki. Walczyli bohatersko, ale Świat był wtedy w okresie lockdownów, a przez USA przetaczała się fala zamieszek. Los Arcachu obchodził co najwyżej ormiańską diasporę rozsianą od San Francisco po Władywostok. Ostatecznie tylko dyplomatyczna interwencja Moskwy uratowała niepodległy Karabach. 10 listopada zawieszono broń. Szybko pojawili się rosyjscy mirotworcy, którzy mieli pilnować przestrzegania rozejmu. Bilans 44 dni walk w zabitych to ok. 5500 żołnierzy i zaledwie 141 cywilów. Straty w liczbach bezwzględnych były porównywalne. Natomiast duch niezwyciężonego ormiańskiego wojska został złamany. W Erewaniu ostatecznie zdano sobie sprawę, że mając 3 razy mniejsze PKB od swego wroga nie da się długo utrzymać niepodległości ormiańskiej enklawy. Gra zaczęła się toczyć o to by Ormianie mogli tam zostać i mieć autonomię. Oczywiście część Ormian miała inne zdanie i była gotowa walczyć o Arcach do ostatniego obywatela Armenii. Nie mniej jednak trwały burzliwe negocjacje. Sytuację zmieniła rosyjska inwazja na Ukrainę. Klęska pod Kijowem osłabiła i tak coraz słabszy protektorat rosyjski. W tym samym 2022 doszło do kolejnych starć. Po nich znów negocjowano, a Alijew nakazał przyblokowanie dróg łączących enklawę z Armenią. Pole manewru dyplomatów Erwania kurczyło się bezlitośnie.

Ostatni akt dramatu

19 września 2023 wybuchła III wojna karabachska. Było to starcie krwawe (392 poległych), ale bardzo krótkie. Następnego dnia Arcach podpisał kapitulację. Niedługo później władze tego państewka ogłosiły samorozwiązanie wszelkich struktur państwowych z dniem 1 stycznia 2024 tym samym kończąc jego 31 letni byt. Rozpoczął się masowy exodus jego obywateli do Armenii. Zaznaczyć tu trzeba, że władze azerskie wezwały Ormian do pozostania. W ostatniej fazie konfliktu, tej z lat 2020-23 dochodziło co prawda do zbrodni wojennych lecz były to incydenty. Trudno więc mówić o etnicznej czystce. Po prostu Ormianie nie chcą tam już żyć. Co znamienne wyjechało ok. 93 tysiące osób. W 2015 żyło na tym terenie 150 tysięcy. W ogromnej większości Ormian. Karabach był więc ciężkim miejscem do życia. Wyludniał się i bez decydującego uderzenia azerskiego. Czy nie warto było się dogadać z Azerbejdżanem wcześniej? Sami Ormianie muszą sobie odpowiedzieć na to pytanie.

Mimo, że uznawałem prawo Tatarów Kaukaskich do rekonkwisty to jednak Ormianie żyli w Karabachu przez 1600 lat. Szkoda zabytków o które nikt pewnie dbać nie będzie. Szkoda regionalnej kultury. Ginie mikroświat. Nie mniej jednak Azerbejdżan wygrał i była to wojna sprawiedliwa. Baku ma prawo do tych ziem, a w żaden sposób nie odpowiada za zbrodnie popełnione 108 lat temu przez nacjonalistyczny reżim, który kierował wtedy Imperium Osmańskim. Dobre jest to, że krew nie będzie się już lała. Nie będą płonąć domy ani płakać wdowy i sieroty. Ludzie wypędzeni podczas czystek etnicznych z lat 1992-94 będą mogli wrócić na swoją ziemię. Tym pozytywnym akcentem zakończę.

Fotki i biblio

Na fotkach:

1) karabachscy żołnierze podczas I wojny

2) oraz podczas II

3) Śpiewem zagrzewa do walki poborowych piękna Tatarka

Przy pisaniu korzystałem z internetów (Wikipedia, Historia Realna, Histmag, Ośrodek Studiów Wschodnich) oraz wiedzy zaczerpniętej z książki Dobre miejsce do umierania Wojciecha Jagielskiego.

P. S.

Zeszłoroczna jesień była prawdziwą jesienią zwycięstwa. Najpierw udana ofensywa na Charkowszczyźnie, a potem wyzwolenie Chersonia sprawiły mi ogromną radość. Obecna jesień jest też piękna, ale… Tylko jeśli chodzi o pogodę. Ukraina słabnie, wyczerpuje się. Najwięcej w tym winy samych jej obywateli choć przykro to mówić. Ukraiński prezydent… chyba go to wszystko przerosło. Wierzę jednak w SZU i w Ruch Azowski. To jedyna nadzieja dla tego kraju. Co do zaś mojego kraju. Cóż, działa mi na nerwy kampania wyborcza. Działa na nerwy były kamerdyner Angeli Merkel, ale Prezes też. Co do zaś kolejnych panik moralnych jakie ogarniają nasz naród. Niedawno podczas masakry w ukraińskiej wiosce nomen omen Hroza zginęła polska wolontariuszka. Znacie jej imię?

P. S. 2

Uderzenie Hamasu na Izrael to coś wielkiego i strasznego. Ostatni raz taki cios otrzymał Izrael rowno 50 lat temu. Jest jeszcze Hezbollah, który może otworzyć kolejny asymetryczny front na północy, jeśli powstanie Zachodni Brzeg…Izrael to przykład na to, że nie powinno się zawierzać bezpieczeństwa państwa Konfederatom, bo tym krajem rządzi podobna formacja.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *