O wyborach
Pierwsza rzecz jaką można (a nawet trzeba) powiedzieć o zbliżających się wyborach parlamentarnych to to, iż kampania wyborcza to jakiś cyrk. Gdy człowiek popatrzy na nią z boku to może odnieść wrażenie, że demokracja się przeżyła. Nie tylko zresztą w Polsce. Uchylę głowę jeśli jakiś gen Wayne sięgnie po koronę cesarską. Cesarza nie ma więc musimy mówić o wyborach.
Drugą jest brak alternatywy dqqla dominacji dwóch partii na politycznej scenie. Kto miałby ich zastąpić? Konfederacja to przedziwna konfederacja narodowców, libków, ultrakatolików i szurów. Lewica to Konfederacja a rebours. O choćby podejście lewicy to obronności. Niech się w końcu lewicowcy zdecydują czy idą w bojowe tradycje PPS czy hołdują idei kaine grenzen. Jest jeszcze Trzecia Droga. Czyli koalicja Hołowni z Pezelowcami. Czyli polityk-prodżekt i partia, która miała już aż za dużo szans. Zostają więc dwie armie i ich dwóch wodzów.
Jarosław Kaczyński to polityk niepozbawiony licznych wad. Cechuje go wiara w centralizm, utożsamianie partii z państwem i narodem w końcu autorytarne ciągotki. Popełnił w swojej karierze wiele błędów. W przeciwieństwie do swego brata jest raczej człowiekiem walki niż kompromisu. Młodzieży nie rozumie w ząb. Po za tym jest starym dziadem, nie ma żony, dzieci, wnuków, prawa jazdy ani konta w banku. Przy wszystkich tych wadach jest politykiem na wskroś polskim. Natomiast Donald Tusk to były kamerdyner Angeli Merkel, jurgieltnik i pachołek krzyżacki. Między nimi istnieje przepaść.
Na foto Lech brat Jarosława.
P. S.
Nie odmawiam bycia Polakami wyborców Platformy. Mnie te nawalanki między Polakami nudzą i zniesmaczają.