O analogiach i nie analogiach cz. 1
Na pewno słyszeliście o wojnie wietnamskiej. Możliwe też, że wiecie nie tylko o zmaganiach wietnamskich komunistów z Amerykanami, ale i z Francuzami. Prawdopodobnie jednak nie kojarzycie już tak dobrze III wojny indochińskiej. Jego historia jest jednak bardzo pouczająca.
Sojusz taktyczny
Wietnam ma długą historię oporu przeciwko próbom zdominowania przez Chiny. O wiele dłuższą niż np. animozja polsko-rosyjska. Mimo tego, gdy wietnamscy komuniści (warte zaznaczenia – będący przy tym żarliwymi nacjonalistami) rozpoczęli powstanie przeciwko Francuzom zawarli taktyczny sojusz z komunistami chińskimi. Ci drudzy również łączyli dee marksizmu-leninizmu z chińskimi tradycjami nacjonalistycznymi i imperialnymi. Mimo nieufności podjęto współpracę. Jej efektywność skokowo wzrosła, gdy w 1949 wojska przewodniczącego Mao wygrały wojnę domową. Przez północną granicę przerzucano broń i instruktorów.
W 1954 roku Francuzi dali za wygraną. Nie byli dłużej w stanie zwalczać antykolonialnego ruchu oporu. Powstały jednak dwa Wietnamy zamiast jednego. Północny pod zarządem partyzantów. Oraz Południowy będący protektoratem USA. Szybko wybuchła II wojna indochińska. Wojna o zjednoczenie kraju lub jak wolą inni obrona Wietnamu Południowego przed komunistami. Od 1965 do 1972 główną siłą powstrzymującą komunizm byli Amerykanie. W szczytowym momencie utrzymywali w Południowym Wietnamie pół miliona żołnierzy. Zrzucili też na oba Wietnamy, Laos i Kambodżę kilka milionów ton bomb. Milion kilometrów komunistycznych bojowników poległo za Sprawę. Nie złamało to jednak determinacji komunistów-nacjonalistów z Hanoi.
Od przyjaźni do dystansu
Za czasów kolejnej wojny chińska pomoc przybrała godny tego kraju rozmach. Wtedy to przez Wietnam Północny przewinęło się prawie pół miliona chińskich żołnierzy. Pomagali oni w obronie przed nalotami i naprawie zniszczeń. Do tego doszły masy cywilnych robotników, którzy zastąpili miejscowych skierowanych z fabryk do walki. Oczywiście nie chodziło tylko o ideologiczne braterstwo. Pekin próbował przelicytować państwa Układu Warszawskiego w pomaganiu Hanoi. Hanoi zaś skwapliwie korzystało z tej rywalizacji.
Z czasem, gdy realne stawało się ostateczne zwycięstwo wojsk czerwonych Wietnamczyków, Chiny zaczęły się niepokoić. Stało się jasne, że wieczna wojna nękająca Amerykanów może się niebawem skończyć. W Pekinie zrozumieli też, że małemu sąsiadowi z południa nie pasuje rola młodszego brata. Nacjonalizmy okazały się silniejsze niż pokrewieństwo ideologiczne. Stosunki między dwoma państwami zaczęły się ochładzać. Gdy w 1970 wybuchła wojna domowa w Kambodży Pekin dozbroił Czerwonych Khmerów. Była to zbrojna sekta podobna do ISIS dowodzona przez demonicznego Brata nr 1 znanego też pod pseudonimem Pol Pot. Dywanowe naloty amerykańskie nie tylko nie uratowały kambodżanskich wojsk rządowych. Na odwrót – napędzały nowych rekrutów w szeregi rebeliantów. W tym samym czasie Mao doszedł do wniosku, że trzeba się dogadać z Amerykanami. Przeciwko, jak się pewnie domyślacie, Sowietom. Tu także interes narodowy był ważniejszy niż ideologia. Chińczycy woleli porozumienie z odległą imperialistyczną Ameryką niż z Papierowym Niedźwiedziem Polarnym jak nazywali ZSRR.
Nowa runda
W kwietniu 1975 roku wojska Wietnamu Północnego zdobyły Sajgon. Amerykanie nie udzielili sojusznikowi jakiejkolwiek pomocy. Nie licząc widowiskowej i rozpaczliwej ewakuacji tysięcy przerażonych przedstawicieli białego reżimu. Szkolona i wyposażona przez nich armia, która latami biła się całkiem nieźle, rozpadła się ( przypomina Wam to Afganistan w 2021?) w kilka tygodni. W rękach zwycięzców znalazły się ogromne ilości oręża i sprzętu produkcji amerykańskiej. Czerwony Wietnam stał się lokalnym mocarstwem militarnym. Zaczęto go nazywać Prusami Azji. Siły podporządkowane Hanoi opanowały też stolicę Królestwa Laosu. Ten kraj stał się wietnamskim protektoratem. Tylko waleczni Hmongowie kontynuowali opór. Ci indochińscy Żołnierze Wyklęci nie mogli jednak obalić nowych władz.
Z kolei Kambodżę w tym samym czasie opanowali, niczym dżuma, Czerwoni Khmerzy. Natychmiast po zwycięstwie zrzucili maskę surowych, ale sprawiedliwych partyzantów. Wprowadzili w życie swój tajony dotychczas plan. W ich kraju miał zostać wprowadzony prawdziwy komunizm bez zabaw w socjalizm. Dla uczynienia tego zmienili kraj w obóz koncentracyjny. Nie jest to metafora. W ciągu czterech lat doprowadzili do śmierci 1/4 populacji. Jednocześnie byli maniakalnymi szowinistami. Co do mniejszość etnicznych mieli prosty pomysł – zabić wszystkich. Jedną z ofiar ludobójstwa padła mniejszość wietnamska. Od kwietnia 1977 rozpoczęły się najazdy na pogranicze. Watahy czerwonokhmerskie wdzierały się wgłąb wietnamskiego terytorium zabijając kogo popadnie. W największej rzezi w kwietniu 1978 zginęło 3157 mieszkańców wsi Ba Chuc. Rzecz jasna rząd w Hanoi zaczął dokonywać rajdów odwetowych. Poparł też powstanie przeciwko krwawym tyranom. Na jego czele stanęli byli czerwonokmerscy komendanci polowi. Być może nie kochali Wietnamu, ale wiedzieli dwie rzeczy. Po pierwsze to, że w każdej chwili Pol Pot może kazać ich poddać wyszukanej kaźni. Po drugie za kilka lat nie będzie już khmerskiego narodu. Tyran unicestwi wszystkich. Wietnamscy komuniści zaczęli więc kolejną wojnę. Nie mieli jednak wyboru. Postąpiłby tak każdy inny rząd na świecie.
Ku dużej wojnie
Kompromitujące porażki chińskich protegowanych bardzo drażniły nowe kierownictwo. Oczywiście wiedziano tam kim jest Pol Pot i uważano go z pewnością za diabła w ludzkiej skórze. Nie mniej był to jednak diabeł-klient. Choć Chiny Ludowe pod wodzą towarzysza Denga Xiaopinga odchodziły od maoizmu popierały jednak ultramaoistyczny reżim Pol Pota. Kolejnym polem sporu stała się sprawa licznej chińskiej mniejszości zamieszkującej Wietnam. Relacje zmieniły się z chłodnych w lodowate. Wietnamski tygrys mając przeciw sobie chińskiego smoka i amerykańskiego orła coraz bardziej przyjaźnił się z rosyjskim niedźwiedziem. W 1978 wstąpił do RWPG i zawarł oficjalny sojusz militarny z Sowietami.
To już bardzo mocno zdenerwowało chińskie kierownictwo, któremu przewodził teraz towarzysz Deng Xiaoping. Tak jak w 1950 nie życzyli sobie Amerykanów w Północnej Korei tak teraz nie chcieli Rosjan w Indochinach. Sowieckie bazy w Indochinach, Mongolia – sowiecki satelita, prosowieckie Indie… Trzeba było działać. Teraz to z Waszyngtonem konsultował Pekin sprawę pouczającego ataku na Wietnam. Deng dostał od prezydenta Cartera zielone światło.
Blitzkrieg
Pierwszy ruch kolejnej rundy należał do Hanoi. W końcu grudnia 1978 150-tysięczna armia wietnamska ruszyła na ostateczną wyprawę przeciwko reżimowi Pol Pota. Blitzkrieg trwał dwa tygodnie. Bandy Pol Pota nie miały szans w starciu z regularną armią. Schroniły się w dżungli dla przegrupowania sił. Wietnamczycy opanowali najważniejsze tereny rolnicze i największe miasta. Lub też raczej to co z nich zostało po czterech latach rządów obłąkanych terrorystów. Zainstalowano w zrujnowanej, zarosłej dżunglą stolicy Kambodży prowietnamski rząd. Operacja ta będąca błyskotliwym sukcesem wietnamskich komunistów była jednocześnie kolejnym policzkiem dla Pekinu. Teraz miała przyjść pora na chińską odpowiedź. Mecz miał się rozegrać w tych samych górach w których, z chińską pomocą, w 1954 wietnamscy partyzanci rozgromili najlepsze oddziały francuskie…
C. D. N. ( jakoś w połowie czerwca)
Na foto:
1) mapa 😉
2) Amerykańscy żołnierze podczas jednej z antypartyzanckich operacji w Południowym Wietnamie
3) Dniepr

