972 dzień


Około 300 000 zabitych żołnierzy i trudna do ustalenia ilość cywilnych ofiar (zapewne do stu tysięcy bezpośrednich ofiar), tysiące zniszczonych czołgów, setki zestrzelonych śmigłowców i samolotów, zrównane z ziemią elektrownie, roje dronów, walki na noże, łapanki na rekrutów, masowe deportacje,  miliony uchodźców, obcięte głowy nabite na tyczki i włócznie. Wszystko to tuż za miedzą. 972 dni jatki.

22 miesiące temu wydawało mi się, że wiem o co walczą Ukraińcy. O Wolność, Ziemię, Honor i Godność. Dziś się zastanawiam… Za co walczy ukraiński żołnierz w okopach, na ziemi zmokłej od krwi? Za łaskę wpuszczenia do europejskiego przedpokoju?  Za to, że ujęci ich  męstwem Amerykanie wyślą im jeszcze trochę transporterów z czasów wojny wietnamskiej?  Za tych chłopców, którzy w lwowskich dyskotekach tańczą bacziatę, popijają sojowe latte w warszawskich knajpkach, czy może za tych, którzy kupują kawalerkę w Pradze? Za tych swoich rodaków, którzy musza co najmniej dwa razy w roku lecieć na wakacje przynajmniej do subtropiku i do hotelu co najmniej z trzema gwiazdkami?  Czy w ogóle da się toczyć wojnę z zniszczonymi elektrowniami? Rekrutami szkolonymi kilka tygodni pochwyconymi podczas obław? Ile może toczyć wojnę totalną „kraj jedynaków”?

Nie ma żadnego „Planu Zwycięstwa”, jest za to  zjazd przygotowujący konferencję rozbiorową.  Ukraiński  prezydent miał w swoim politycznym życiu momenty wielkości i małości.  Niczym Lech Wałęsa czy Nestor Machno   czasem był genialnym amatorem, a czasem po prostu amatorem. Teraz przed nim moment próby być może trudniejszy niż ten z przedwiośnia 2022 roku. Zgodzić się na de iure zamrożenie konfliktu, de facto oddanie ziem tak krwawo i heroicznie bronionych.  Wziąć za to pełną odpowiedzialność przed Bogiem, Historią, Narodem i Wojskiem.  Tak jak zrobiło latem 1944 roku wojskowe kierownictwo Finlandii.  Osobiście nie widzę żadnej innej alternatywy. Nie widzę, bo wojna skończyła się tak naprawdę jesienią 2023 roku klęską Wielkiej Kontrofensywy. Później „to wspaniałe Sir, ale to nie jest wojna”. Nie wojna, tylko maszynka do mięsa. Szkoda ludzi.

P.S.

Zupełnie zgadzam się z Parafianowiczem, który uważa, że dobrze, że nie ma nas na tej pre-rozbiorowej konferencji. Nic byśmy nie uzyskali (kontrakty na odbudowę IMHO wezmą  Niemce od których Ukraińcy są zależni finansnowo i muszą tańczyć do ich muzyki) za to zapisalibyśmy się haniebnie w historii.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *