Trzy wiosny
Idę majową ulicą
Nawet nie wiem jaką
To gdzieś na Podgórzu
W każdym razie za Wisłą
Świt po całej nocy miłości
W nozdrzach zapach
bzów, pocałunków
mokrego asfaltu
****
Majowe popołudnie
Słońce już nisko
schodzi za wzgórza
Trzymam mocno lejce życia
Wiem co za rok
Wiem co za dziesięć
Mijam Przełęcz
Kapliczkę Konfederatów
Trzymam pewnie kierownice
Tak jak mogę i młot
Mogę i karabin
Na równinie
Już za Rymanowem
zatrzymuję się
By popatrzeć w gwiazdy
****
Ciężki to czas, ale
tu na wzgórzu
jest dobrze, cicho
Bezczas w sercu
Krainy Stu Wzgórz
Na wzgórzu
nad modrą wstęgą Rzeki
Za niecały już rok
Za parę miesięcy
Niebo rozbłyśnie
Zawarczą werble
Taka improwizacyjka pomiędzy robieniem prezentacji „USA w XIX wieku” a „Hej Strzelcy wraz!”.
P.S.
O taka zima może być 🙂 ( do Gromnicznej i w ostatnim tygodniu lutego)

