Kończy się lato…


Tak i dobiega Trzydziesty i dziewiąty rok życia. Czyli prawie już  czterdziestka. CZTERDZIESTKA. Kiedyś, gdy byłem piękny i młody, gdy piłem wódkę szklankami i kochały mnie piękne dziewczyny, myślałem , że to niemożliwe mieć lat czterdzieści. Wydawało mi się, ze w tym wieku ludzie już nie żyją. Ewentualnie kpią sobie już grób.  A jednak żyje i niebawem skończę trzydzieści i dziewięć lat.  Czyli jeszcze rok…

Skok Zmęczonego Tygrysa

 Powoli ograniczam swoją  zabawę w internetową publicystykę. Będącą,  być może, rodzajem pewnej degradacji dla byłego dziennikarza. Jak zawsze, gdy rok kończy się na pięć (1995,2005,2015,2025)  czuję , że kończy się  kolejna dekada.  Sam nie wiem co dalej z moim barwnym życiem zawodowym jak i prywatnym. Prywatne  na największym z wirażem, a moje życie prywatne składało się głównie z jazdy po serpentynach.  Jest wiraż, ale znoszę go ze spokojem. Graniczącym ze stoickim. Nie no nie chcę być stoikiem. Przy wszystkich swoich zaletach stoicyzm kastruje i wyciąga kolory z życia.

Zawodowo też pokonuje karkołomny odcinek serpentyn. Nie jestem już nauczycielem. Trzecia przygoda z tym zawodem skończyła się z przyczyn demograficznych. W TenKraju lepiej zakładać zakład pogrzebowy niż zostawać belfrem. I cóż więc mam robić? Do fabryki motyk i wideł nie wrócę, ani też (raczej tu niczego nie wykluczam) do fabryki. Poczułem, że mam prawie czterdzieści lat. Zacząłem myśleć o swoim zdrowiu, a dwadzieścia i jeden lat o ww. zbytnio nie dbałem. Uświadomiłem sobie jednak ( nie bez udziału sił mało uchwytnych przez naukę)  , iż wcale nie jestem tak stary jak myślałem. W związku z czym, kontynuując  ową  myśl stwierdziłem, że może jeszcze z 10-15 lat można byłoby …  Jeszcze „nie być jeszcze starym”, jeszcze myśleć trochę ożyciu doczesnym i jego urokach. A skoro więc i  zacząłem myśleć o zdrowiu to chyba nie chcę już czterobrygadówek i bycia malarzem proszkowym. Swój wkład w polski przemysł wniosłem, było to ciekawe doświadczenie.   W sumie miło wspominam ową industrialną przygodę,  ale chyba dość.  

Skoro nie fabryka ani magazyn na Podkarpaciu to co? Wyjechać za granicę? Gdzie? Na tenty nie wrócę. Po Brexicie za dużo, mówiąc kolokwialnie, pier… z biurokracją. Może do Holandii? Może, ale to ostateczność. Myślałem o Skandynawii, o jakiejś robocie-przygodzie. Myślę też by, swoje CV awanturnika uzupełnić o „służba w Wojsku Polskim”. Byłby to i bardzo dobry pomysł. Raz marzyłem o tym jako chłopiec. Żałuję, że po maturze poszedłem na studia jak zniewieściały intelektualista zamiast do czołgów czy saperów. Mógłbym naprawić ten błąd. Lubię też imponować kobietom, a wiadomo jak działa mundur. Do tego wszystkiego obiecałem samej  Matce Boskiej Częstochowskiej, na Szosie Żytomierskiej, 25 lutego roku 2022 , że jak przeżyję wycieczkę to do 40-tki wstąpię co najmniej do WOT-u . Boję się jednak. I nie tyle tego , że „będzie wojna”. Nie chce być rozszarpany na kawałki ani spalony żywcem wiadomo.  Jednak  ja nie z tych co chcą do „mundurówki – budżetówki bo stabilnie”. Żołnierz nie jest od tego żeby mieć stabilny dochód.  Lecz od tego żeby, gdy przyjadą  barbarzyńcy podpalić domy i gwałcić kobiety,  ciskać  w nich granaty i dźgać bagnetem. Boje się przede wszystkim , że na Komisji wykryją mi jakiś kręgosłup czy inną arytmię. Obawiam się , czy dam radę na unitrace. Nie jestem samym sobą z 2015 roku, ani nawet 2019. Zaryzykować jednak można , a może i trzeba. Szkoła? Może jeszcze kiedyś.

Kto Cię obroni Polsko?

Publicystykę  moją, amatorską, obywatelską ograniczam. Nie żebym nie był ciekawy tego co się dzieje. Nie żebym stał się hiperindywidualistą, nihilistom, obojętnym. Jestem po prostu zmęczony, a to zasadnicza różnica. Pochodnia przygasła targana wichrami. Czy będzie Polska? Czy nie zginie Rzeczpospolita? Ja jej nie zbawię. Międzymorza nie uczynię. Trendów , które zaprowadziły nasz Naród na skraj kulturowej a nawet i biologicznej auto-anihilacji nie odwrócę. Nie uratuje Ukrainy, ani Bałtycji. Nie będę filozofem , który odrodzi Zachód. Jakąś małą cegiełkę być może dołożyłem. Chyba nawet i tak. Straciłem jednak wiarę w Moc Słowa. W dobie rolek, głębokich fejków, baniek informacyjnych i polaryzacji internetowych plemion chyba nie ma to już większego sensu. Lepiej pójść w góry, gdzie jest bliżej Boga. Pobyć sam na sam z Puszczą. Milczeć, iść i patrzeć. Co też i jutro uczynię. Cel – Kamień zwany też Bieszczadem. Niewysoki (Olimp to nie jest – 857 m.) , ale dziki masyw na granicy Polski i Słowacji. Porośnięta gęstymi lasami, pełna  ukrytych pamiątek po burzliwych dziejach regionu Kraina Rysia i Puchacza.

Do przeczytania w październiku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *