Jesienne konstelacje
Jesiennymi nocami na niebie
Jesienne konstelacje
W nich Los zapisany
Październikowa pełnia jasna, cicha
Umilkły jelenie i żurawie
Czerwienią się już góry
Żółkną łęgi w dolinach
Jesiennymi nocami na niebie
Jesienne konstelacje
W nich Los zapisany
Na krzaku róży dzikiej
Ptaszek przysiadł
Ryś cicho stąpa
Po bukowych liściach
Jesiennymi nocami na niebie
Jesienne konstelacje
W nich Los zapisany
Szronem się srebrzą poranki
Bielą śniegiem połoniny
Mróz zmienia winogrona
W słodkie, tokajskie rodzynki



Ostania burza lata
Burza, nawałnica
Ostatnia tego lata
A może pierwsza
Tej jesieni
****
Pioruny i deszcze!
Niechże się zazieleni
Ostatnią zielenią
przed szronem jesieni
******
Piorunu i deszcze!
Zapłonął świt wrześniowy
Sen zerwały grzmoty
Zimne oblały dreszcze
Że mnie jeszcze to spotkało
Najpierw lont długi
Odpalony przy kawie w bibliotece
A może to było w kościele
Jak u Pterarki
Później tańce były
Zakwitła tarnina
chłodnymi wichrami głaskana
Były i Gwiazdy Spadające
W mgłę w dolinie
i wiaterek figlarny, wiosenny
ciepły
Z południa wiejący
W końcu
zakwitły i sady wiśniowe
Wiosna!
Później czarny spirytus
i płyta Mazowsza zacięta
na gramofonie
Wiersze solidne, rymowane
Lato!
Dziwne zaprawdę
są zrządzenia Losu



Nie takie stare Rysie
Wieczór dobrze się zaczął
Ale skończył źle
Zły wieczór, zła noc
Nawet koty omijają szerokim łukiem
Złą energię czują
Lecz sny dobre nocą
Lato, plaża, rower
I dzień nie najgorszy
Może nie jesteśmy jeszcze
takie stare Rysie
A Róża Dzika
wiosną znów zakwitnie



Na kartach pamiętnika
Z łosiem breloczek
Z Sztokholmu pamiątka
Woda w basenie frysztackim
była taka miło chłodna
I smakował czarny chleb
z bakłażanami
Bakłażany tego roku
Udały się znakomicie
Pamięta to wszystko
I pęk bzów białych i filetowych
Z mazowieckiego lasu
Wspomnienie Piaseczna
i dziwnej wiosny
roku dwudziestego
Pamiętam też dobrze
Ten pierwszy grudzień
Wiele lat temu
Śnieżycę gwałtowną
nad lwowską starówką
Był śnieg we włosach
Były i deszcz drobny
Na molu w Ostendzie
I jesienne liście
w Lesie Porajskim
Smoki portugalskie
Legendy bieszczadzkie
Pamiętam jeszcze
Bardzo dobrze
zapach rozmrożonego czarnoziemu
W te dni gdy szła Orda
Na Kanugard
Wiewiórki z Lipskiego
Kocicę na szafie
Co przeszła
Pięćset kocich mil
Drogę na Brzozów
Drogę na Vranov
Drogę na Zagórz
W Beskidach
Śnieżnica w topniejącym śniegu
Jeszcze biała
Choć halny pracuje mocno
Noc rozgwieżdżona bardzo
I pełnia wichrowa jasna wielce
A na Kamieniu
Już buki pierwsze listki wypuściły
Wesoło strumienie wezbrane spadają
W dół , na obie strony Wododziału
Zakwitły tarniną wzgórza
Łopiennik cały zaś w kolorach
Rudy, pomarańczowy,
Amarant, złoto i brąz
Stado Łań przecięło ścieżkę
Do cerkwi Łopieńskiej


