Wieczór inny niż wszystkie


Z początku czułęm się jak don Fabrizio Corbera książe Salina podczas finałowego balu w filmie Lampart. Lecz później popłynąłem w bezczasie. Bezczas! Cóż to za cudowna sprawa być choć przez chwilę w bezczasie. Nie myśleć o POWINNOŚCIACH, dronach, interpelacjach, reaktorach, wieszalnicach,  i ogólnej martyrologii. Po prostu żyć, żyć i robić to w dodatku na parkiecie tanecznym. Tańczyć całą noc nie licząc godzin i lat. Bez narodowości, paszportu, bez Historii ani swojej ani tej ogólnej. Bez przeszłości i bez przyszłości zanurzony w Tu i zanurzony w  Teraz. Ten bezczas zdarzył mi się w lutym 2025 roku i był pierwszym od lipca 2021 roku. Dość długa przerwa. Później zdarzył się tylko raz. Może zdarzy i drugi. Och jakby to człowiek chciał żeby zdarzał się z raz w miesiącu. Więcej nie trzeba, choć raz w miesiącu mieć wieczór żeby nie być Lordem Jimem ani innym Wiktorem z Zimnej Wojny, ani Inkarnacją Hłaski, ani Archetypowy Talentem Zmarnowanym ani Kordianem ani też  inną Sigmą tylko sobą. Dokładnie i właśnie sobą zanurzonym w Tu i zanurzonym w Teraz.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *