W żółtych liści płomieniach…
… dopala się moja dekada. Kim to człowiek ni był? Na Półwyspie Kornwalijskim byłem tenterem. To nie zawód, to Zakon Rycerski, styl życia, Wielka Przygoda. W Rzeszowie byłe brukarzem i monterem ogrodzeń. Tam też obroniłem pracę magisterską pt. Ukraińska tożsamość w niepodległej Ukrainie. W Warszawie archiwistą w IPN-e a w Grodzisku Mazowieckim magazynierem pocztowym. W magazynie pocztowo-antycovidowy. Mieszkałem zaś w Piasecznie. Trudniłem się też jakiś czas pisaniem reportaży (sic!) z Ukrainy, Rumunii, Węgier i Słowacji. Byłem szoferem ukraińskich szos jeżdżący z różnymi misjami o różnym stopniu trudności i ryzyka. Najtrudniejsza, pięciodniowa do Kijowa. W tym też mieście wcześniej nieco wziąłem ślub w miejscowym USC dzielnicy Peczerskiej. W Krośnie zaś hodowałem koty rasy Małpa Wiejska, pracowałem jako pomocnik cieśli i ogrodnik, nauczyciel w technikum, techniczny w Pogranicznym Domu Kultury, marszand nawet incydentalnie pomocnik drwala. Najdłużej jako robotnik w Fabryce Narzędzi Rolniczych i Fabryce Blaszanych Regałów. W tej ostatniej poznałem fach malarza proszkowego. Burzliwa biografia, niebanalna czy szczęśliwa?
Teraz dopala się dekada. Nie wyszło mi Międzymorze. Życie też tak średnio. Czy jednak jest tak źle? Może i dla Polski i dla mnie nie jest jeszcze Punkt Bez Powrotu? Odlatuję niebawem jak ptak wędrowny. Tylko w stronę odwrotną. Do krajów zimnych nie do ciepłych. Potem wrócę jak za dawnych lat. Będzie wiosna, będzie nowa dekada. Nowy etap. Nie jest , aż tak źle! W końcu ostatnio płonęła rafineria w Riazaniu a nie w Jedliczach! Jeszcze nie jest tak źle myślę.