Nad Mozą
Pogoda tutaj wczesno wiosenna (swoją drogą na Gromniczną mróz szykuj chłopie wóz) to i na rower można wsiąść. Pojechałem do sąsiedniej wioski. Nad rzekę Mozę. Rozlewa się ona tu szeroko. Ładnie, krajobraz trochę jak na mazowieckim Urzeczu. Pola, wioski, łęgi. Sporo przeróżnego ptactwa. Pewnie też i wędkarze mają tu swoje miejsca. Nad rzeką i w starorzeczach.
Na ścianie rzymskokatolickiego kościoła (sic! Belgia blisko) tablice pamiątkowe. Ku czci ofiar represji niemieckich oraz walk toczonych tutaj przez walijską piechotę, kanadyskich spadochroniarzy z 6-tej powietrznodesantowej i holenderskich AK-owców. Których po wypędzeniu Niemców (i to warto zauważyć) nie wywożono w kanadyjską tajgę. Nie wieszano, nie zamykano w obozach filtracyjnych, nie zmuszano do powrotu do konspiracji. Tylko nagradzano i fetowano. Spora różnica.
Wróciłem. Robię obiad. Potem książka i na nockę. Jeszcze tutaj coś pozwiedzam, ale to już nie dziś.