Rytuał
Tu w Holandii wracam myślami do mojej pierwszej emigracji. Właśnie siedzę na ławeczce pod dębem, gdy te słowa piszę te słowa, a wracają obrazy sprzed dwunastu lat.
O teraz – lipiec, ale zimno. Dmie wicher od Oceanu i leje jak z cebra. Jest sztorm. Jestem w Louston. Chyba ta miejscowość się tak nazywała. Nie pamiętam dokładnie , gdzie leżala. W każdym razie to południowy Devon. W krainie granitowych wzgórz, małych wiosek rolniczych i rybackich i żywopłotów. Angielska prowincja jak z obrazka.
Przyjechaliśmy do tego Louston i ściągamy namiot. Typ classic, takie jakie możecie zobaczyć w filmach o bojach Brytyjczyków z Niemcami. Ten miał trzy słupy nośne zwane the pools. 40 feetów , nie licząc dwóch endów. Jest … twardo. Żaglowe płótno dachu namiotu, choć impregnowane, namokło straszliwie w dwudniowej ulewie. Wszystko mokre, zimne ciężkie. Jest niby 15 na plusie, ale mi zimniej w tej robocie niż wtedy , gdy odśnieżałem dach na Domu Kultury w Krośnie przy – 15. Do tego Tim cały czas pogania. On tu w Louston dowodzi. Twardy gość. Sześćdziesiąt i cztery lata, ale krzepki jak tur. Brodaty i długowłosy Liverpoolczyk. Wyglądający jak Robinson Cruzoe. Zawsze w krótkich spodenkach i w naszyjniku z srebrnym smokiem. W tej pracy od szesnastego roku życia. Innego życia nie zna i jest ona sensem jego życia. Jako , że jestem tu dopiero cztery tygodnie nazywa mnie pussy boy. Co po naszemu znaczy tyle co pizdeusz, lamus, zniewieściały. Tego dnia Tim ma zły humor więc co chwile mówi mi gołhom Poland pussy boy, faster, faster, dizis łork not party!!!
I już mam ochotę rzucić wszystko. Powiedzieć Piotrek ja mam dość, dziś wieczorem zamawiany Raynera do Rzeszowa. Lecz nie mogę się poddać. Przecież mam się zareczyc, nie mogę się zaręczyć jako gołodupiec. Jest ruda, ma szerokie biodra, duże oczy i średni, mleczny biust. Maluje i słucha fajnych płyt. Muszę coś udowodnić. Sobie, jej i jej matce. Która, najdelikatniej mówiąc, za mną nie przepada. Tak więc nie poddałem się, a Tim…
Gdy odjeżdżałem uścisnął mi mocno rękę i rzekł Ajfing Ju ar not pussy boy. Ju ar men. Fenkju for łork togeder Victory. I to było jedno z najgłębszych przeżyć moich w życiu. Takiego przeżycia wszystkim młodym chłopakom szczerze życzę. Bo w życiu nie chodzi o to żeby było zawsze łatwo i przyjemnie. A szczególnie, gdy się przestaje być chłopcem to nie powinno być zawsze łatwo. Trudno znaczy ciekawiej.