Ostatni przed 11.07


Budanow to taki trochę Jurko Bohun. No piękny kozaczek. No dobry ataman. I szermierz świetny (choć nie taki jak Wołodyjowski – Usyk szabli 🙂 ) i dżygit na koniu i na morzu sobie radzi. Ale też dzikus ze stepu. Ot co. Jeśli to co zdarzyło się na Wołyniu w 1943 „nie ma znaczenia” to nie ma też znaczenia to co zdarzyło się w Mariupolu i Buczy w 2022. Ot dwie postradzieckiej republiki wzięły się za łby. Wewnętrzne porachunki między Rusami. Może oni po prostu… lubią wojnę? Jedni i drudzy mają i męstwo i okrucieństwo niejako we krwii?

A na Kijów lecą rakiety. Giną żołnierze i cywile. Na froncie i na zapleczu. Dla ludzi takich jak Budanow to może nie jest , aż tak istotne tak naprawdę? Może właśnie chodzi o stan „wiecznej wojny” i wcale takim Budanowom nie zależy na tym żeby Ukraina była „normalnym” krajem? Lubią wojenna adrenalinę, wojenne pieniądze, powodzenie u kobiet jakie daje mołojecka sława? Po co im pokój? Żeby przestali być Nadludźmi? Atamanami , wareskimi jarlami? Czym będą „po wojnie”? Politykami biednego kraju z ogromnymi problemami społecznymi? Może tak trzeba na takich patrzeć? Jak na zwyczajnych warlordów?

Na pewno nie da się dłużej przymykać oczu na pewne sprawy. I cieszy bardzo rezolucja Parlamentu Europejskiego na temat „historycznej wojny” polsko – ukraińskiej. Nie – to nie Piłsudski był nazistą tylko SS Galizien. Nie to nie Nawrocki chce wyrwać Ukrainie „Małopolskę Wschodnią”. To raczej Zełeński (o ironio etniczny Żyd i wnuk pułkownika Armii Czerwonej) podkręcił już rozwijająca się spiralę resentymentów polsko – ukraińskich. Śmierć „Stiaha” w Lasach Monastyrskich we wrześniu 1947 i „Oresta” w więzieniu na Mokotowie w 1950 zakończyła krwawą fazę naszych porachunków. Obawiam się jednak , że krew może się znów polać…

Na razie trzeba przeczekać. Poczekać na koniec wojny. Wtedy Ukraina przestanie być „militarna potęgą” i jakie by nie było kierownictwo na Bankowej straci sporo z pewności siebie. Może poczekać na prezydenta Załużnego. To nie , że czekać na „naszego człowieka w Kijowie”. Bo on żadnym „naszym człowiekiem” nie był i nie będzie. Nie będzie też „dekretu o debanderyzacji”. Wiadomo jednak, że to człowiek z innej gliny ulepiony niż ta z której zrobiony jest obecny hetman Ukrainy Zełenski. Wiadomo też , że gdy dowodził obroną Ukrainy od strony wojskowej traktował Polskę jak sojusznika, a nie kraj – frajer. BTW urodził się w Nowogrodzie nomen omen Wołyńskim.

P. S.

Tak sobie ostatnio pomyślałem – może OUN powinna się raczej nazywać Organizacja Halicko-Wołyńskich Nacjonalistów? Czemu zachodnią Ukraina ,do tego bez Zakarpacia i Bukowiny , ma narzucać całej reszcie kraju co jest , a co nie jest „prawdziwie ukraińskie”?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *