Notatki przedwrześniowe
Na stronie Kanału Zero dwa ciekawe teksty podsumowujące rok prezydentury Karola „Młota” Nawrockiego. Jeden autorstwa znanego rekonstruktora PPS-u, cyklisty i posiadacza sławnych wąsików towarzysza Dymka. Drugi chadeka z Klubu Jagiellońskiego – pana Pilawy. Dwa teksty, dwóch typów, wnioski podobne. Dobra passa „Młota” się skończyła. Ja też uważam podobnie. Niestety sama stylówa, samo bycie równym ziomkiem i zarazem bokserem-pakerem to w sam raz na bycie bossem chłopaków z wioski. Na bycie prezydentem trochę za mało. Mimo wszystko jednak lepiej (tak uważam) , iż to Karol siedzi w Belwederze, a Rafau (którego prywatnie lubię) w Ratuszu. BTW jakbym mógł zmienić naszą Ustawę Zasadniczą to zrobiłbym system pół-prezydencji. Batory to Belwederu, Zamoyski do Kancelarii na Alejach Ujazdowskich 🙂
A tak przy okazji Święta Wojska. Czy Polska jest gotowa na wojnę z 2030? Czy na tą z 2022? Czy buduje się te schrony czy nie? A z WOT-ciaków (terytorials …sorry brzmi jak blokers xD) są tworzone mobilne grupy antydronowe? Czy nikt o tym nie pomyślał jeszcze? Pewnie nie pomyślał, a jak pomyślał to stwierdził „a to Ruskie przecież mają teraz szahedy odrzutowe”. No mają , ale jak będą wiedzieć, że takiego Krosna nie broni żaden pick-up z sprzężonymi WKM-ami to wyślą te z napędem tłokowym. Bo odpowiednio tańsze, a podpalić rafinerie w Jedliczu i zbiorniki paliwa na lotnisku to jeden ch… czy dron w nie uderzający będzie leciał 300 km/h czy 750 km/h. Jak nikt nie będzie bronił to samo kusi. I to wszystko nie znaczy, że czołg czy samolot nie jest już ważne. W 1945 roku Armia Czerwona miała milion kawalerzystów. Kuniem i szabla jednak nie zdobyli Berlina tylko tankiem, Szturmownikiem i Katiuszami. Amerykanie w tym samym czasie mieli na Pacyfiku pancerniki i niszczyciele. Lecz najważniejsze były lotniskowce.Najważniejsza jest jednak Masa. Masa robi robotę. Jak Polacy w większości pomysł na dzień W mają taki żeby „spierdolić z TenKraju” to i pięć GROMów nie pomoże. To takie refleksje przy okazji Święta.
Trochę mniej na luzie. Fundamentalnie nie zgadzam się z parafianiczowskim aksjomatem , iż „Ukraina na pewno przetrwa”. Wietnam Południowy w 1972 roku odparł z pomocą sojuszników (na lądzie Amerykanie już wtedy prawie nie walczyli) wielomiesięczna ofensywę regularnych sił Wietnamu Północnego. To był naprawdę potężny napór. Upadł 2,5 roku później po dwuletnim okresie „prawie pokoju”. Reżim asadowski w Syrii w 2019 „prawie” dobił rebelię. W 2024 rozpadł się jak domek z kart. Czas „po wojnie” , albo raczej „po deeskalacji” będzie dla naszego sąsiada może i trudniejszy niż czas wojenny. To, że dziś Ukraińcy regularnie podpalają rafinerie, fabryki i centra logistyczne na bardzo dalekim zapleczu frontu nie zmienia faktu. Obojętnie czy będzie równie mroźna jak poprzednia czy łagodna lekko nie będzie. To jest walka na noże, na wyniszczenie i stanie w miejscu frontu nie oznacza remisu. Wracając do Indochin. Tam też dreptano w miejscu latami. Bitwy o Qang Tri stoczono i w 1968 i w 1972. Finalnie ktoś jednak ostatecznie wojnę wygrał…
