Listopadowe dni
We Wszystkich Świętych pojechałem do Bukowej. Może to ostatni raz widzę dom – ta myśl dręczyła mnie całą drogę z Rzeszowa. Szczerze mówiąc zapierdalałem po tych zakrętach jak pojebany. Za dużo ostatnio nerwów. Coraz więcej tych wszystkich podpaleń, wybuchów, strzałów na granicy. Mają wprowadzić stan wyjątkowy. Zastanawiam się kiedy dostanę wezwanie. W domu atmosfera może i nie tyle smutku… „Podniosła” chyba to tak się mówi? Mama płacze, babcia się za mnie modli. Siostra dała mi medalik z Matką Boską jako taki amulet jakby. Żeby mnie strzegła. Marta jest w KSM-ie jest bardzo wierząca. Ja mniej, ale chyba zrobię się bardziej. A mężczyźni chyba są ze mnie dumni. Ojciec wyściskał mnie choć nie robił tego od lat. Dziadek mówił , że jego ojciec był w AK i patrzy z góry na mnie i jest dumny. Dziwnie się z tym czuję. Jak w jakimś filmie historycznym. Pierwszego było jeżdżenie po cmentarzach. Też się z tym dziwnie czuję. Z tymi grobami .Niby jestem w jednostce strażackiej (co mnie na początku strasznie irytowało) , ale na Ukrainie strażakom i ratownikom podsyłali rakiety. Wiem, że Ruscy mają drony z podwieszonymi mniejszymi. Specjalnie dla nas. Wiem, że jestem strażakiem-żołnierzem. W nocy nie mogłem zasnąć przez te myśli. Drugiego listopada pobiegłem na sam szczyt Skalistej. Pogoda była piękna tylko zimno cholerne. Kocham to miejsce. Na szczycie zapaliłem jednego szluga. Potem w dół całkiem na przełaj. Nie wybiegałem do końca nerwów. Słuchałem muzyki, bawiłem się z Filemonem i z Burym. Może poczułem się trochę lepiej. Trzeciego popiwkowałem wieczorem z kolegami ze Straży. Dużo gadaliśmy o tym co może się stać. Jak to sobie w ogóle wyobrażamy. Poczułem się lepiej. Trzeciego też przyszły chmury i zaczął poruszyć pierwszy śnieg. Wróciłem do Rzeszowa w lepszym nastroju. Pierwsze pojechałem do mojej dziewczyny. Trzy dni bez niej były trudne do wytrzymania.
Kolejny tydzień minął w jakby sennej atmosferze. Piątego ogłoszono stan wyjątkowy i ograniczono możliwość wyjazdu za granicę. Na polibudzue myślalem o bardzo wielu rzeczach tylko nie o geodezji. Z Ulą układa mi się dziwnie. Takiego seksu jak teraz to jeszcze nie mieliśmy. Chciało jej się non stop. Do tego wahania nastroju. Wybuchy prawdziwej histerii. Często płakała. Mówiła żebym jej zrobił teraz dziecko to mnie na wojnę nie wezmą. Żebym sobie rękę złamał. Żebym jak dostanę broń strzelił sobie w stopę. Pójdę do więzienia , ale będę żył, że jak zginę to ona się otruje. Kłóciliśmy się, a potem pieprzymy. Zaczeła też częściej niż wcześniej palić marihuanę. Niech pali, jak ma zwariować to lepiej niech się tym blantem uspokoi – pomyślałem. Ja wróciłem do palenia. Wieczorami brałem auto, elektryka i monstery i jeżdżę bez celu. A to wokoło Rzeszowa, a to do Dynowa i z powrotem, a to pod Dębicę czy Ropczyce. W nocy koszmarne sny. W piątek siódmego byłem z chłopakami na pogrzeb dwudziestu ośmiu żołnierzy, którzy zginęli w Estonii i na Łotwie w ostatnich tygodniach. Nazywają to „incydentami” , ale to przecież już chyba wojna? Na pogrzebie wojsko, politycy, biskupi i tysiące ludzi. Naprawdę tysiące. Poczuliśmy Moc.
W sobotę Uli już zupełnie odpierdoliło. Puściła „Rozkwitały pąki białych róż”. Nigdy nie słuchała niczego podobnego. Po czym ryczała i znów te jej błagania. No nie mogę nic zrobić. Złożyłem przysięgę. Może byłem idiotą? Może to Taco był tym głównym idiota i pociągnął mnie za sobą? W niedzielę był w Rzeszowie Stasiu. Byliśmy na piwie. Opowiadał o tej całej Narwie. O tym, że był , aż za Pskowem w Rosji. Co tam robił w Rosji to dokładnie nie mógł powiedzieć. Wojska Specjalne – tajne. Ale mundur ma zajebisty i medale. Krzyż Wojskowy, Krzyż Walecznych jakieś estońskie i brytyjskie ordery. O tak, mój kuzyn też „winny”. Zawsze mi imponował jako facet. Męski, wysportowany, umiał się bić , zawsze na niego leciały dziewczyny. To i wstąpiłem do tego woja. WOT to nie komandosi , ale zawsze armia. We wtorek 11 defilowałem 😎 Ula mówila, że byłem najprzystojniejszy. No wiadomo , że ja xD Atmosfera była podniosła i znów tłumy ludzi. Przed WCR kolejki. Podobno teraz cała procedura trwa pięć minut. Tylko nie ma jak tej masy ludzkiej przeszkolić. Nawet kłótnie polityków ucichły jakoś. Powołano Radę Obrony Państwa. „Za pokojem” tracą poparcie. Chyba jednak tylko Antek zostanie przy tym swoim „Rosja chce z nami handlować nie wojować”. Antek chyba zostanie tym idiotą na dłużej. Mnóstwo ludzi jednak wyjeżdża z Polski. Choć teraz to trudniej. Podobno od czerwca milion ludzi tak zrobiło. Nie chcę tego oceniać, ja swój wybór już podjąłem.
Po 11 skoczyłem jeszcze raz do Bukowej, skoczyłem z Ulą w Pieniny. Pusto, cicho, romantycznie. Bardzo romantycznie. Wiedziałem , że lada dzień dostanę wezwanie. I faktycznie w poniedziałek dostałem. Teraz jak już się żegnaliśmy to oboje płakaliśmy. We wtorek siedemnastego stan wyjątkowy zmieniono na wojenny. W środę trafilem z Taco do namiotów w lesie. Nie trzymali nas w koszarach z wiadomych względów. Stan gotowości i nuda. Niby ćwiczyliśmy, ale to chyba bardziej chodziło o to żeby nie powariowało wojsko. Ja najbardziej lubiłem dźgać bagnetem kukłę ubraną w rosyjski mundur. Spadło trochę śniegu i było kurewsko zimno. W czwartek pierwszy raz od dwóch lat poszedłem do spowiedzi do kapelana. Pytał czy z „tą dziewczyną to na poważnie?”. Obiecałem , że jak wrócę do cywilnego życia to się jej oświadczę. I zrobiłem to szczerze.
22 listopada o trzeciej w końcu to się stało. Wszędzie wycie syren. Zaczęło się. Odprawa była krótka. Dowódca mówił , że trwa dobrze przygotowany atak rakietowo-dronowy na Polskę i Kraje Bałtyckie. Takiej ilości Rosjanie nie wysłali nigdy na Ukrainę. Lecą drony, balistyki i pociski manewrujące. W tym najnowsze Orkan i Buran. Wszystko co lata i może to zestrzeliwywać jest w powietrzu. Pracuje obroną przeciwlotnicza i Jasionka się obroniła. Ale na naszym obszarze odpowiedzialności płoną magazyny w Rudnej, płonie Gamrat, oberwała elektrownia w Solinie, stacja transformatorowa w Iskrzyni, zbiorniki paliwa lotniczego w Krośnie, wieża RTV na Suchej Górze i najgorzej rafineria w Jedliczu całą w ogniu. I tam właśnie jedziemy. Dostaniemy osłonę WRE i przeciwlotnicza , ale wszystko jest możliwe. Potem pojechaliśmy. Łuny było widać z daleka. Faktycznie cały wielki zakład był w ogniu. Byłem w OSP i gasiłem pożary , ale to … Czerwone i żółte języki ognia strzelały na dziesiątki metrów. Widać też było złowrogie odblaski tam gdzie lotnisko w Krośnie. Już w Potoku czuć było żar i śnieg się topił. Pamiętam po drodze nie mówiłem ani słowa, choć siedziałem obok swojego najlepszego kolegi Zwykle gadamy dużo. Taco to straszny gaduła. Wtedy wszyscy milczeli. W Jedliczu panika, ludzie nie słuchali nawet rozkazów policji wydawanych przez megafony. Dopiero strzały w powietrze przywracały na chwilę porządek. Dobrze mi znane miasteczko wydawało się zupełnie inne. Jak z koszmarnego snu. Szyby powybijane, żar w powietrzu i jasno jak w dzień choć było przed świtem. Gdy już dojechaliśmy tam gdzie mieliśmy ucałowałem medalik podarowany przez siostrę , popatrzyłem na zdjęcie mojej dziewczyny. Pomyślałem – a więc wojna! I wyskoczyłem z samochodu…