Picture of Home
Powoli zbieram się do odlotu. Co prawda Ludzi mam wokoło dobrych. Z Łysym, Jeleną oraz Muratem i innymi kotami (Łysy i Jelena to ludzie xD ) mieszka się dobrze w tym moim blaszanym baraku. W pracy cóż… Nie jest lekka. Daję jednak radę. Może nie jestem fitboy, ale mocnym robotnikiem tak. Nie jest źle, ale trzeba wracać bo to nie moja Ziemia i mnie już męczy nostalgia niczym Skawińskiego z noweli Sienkiewicza. Tęsknię za polskim niebem, polską jesienią, za Karpatami, za tym Krajem u zbiegu dróg. Nostalgia ma potężną moc.


Wrażenia
Właściwie to plan na 2026 rok był inny. No tak miałem teraz kończyć roczną służbę w 21 BSP. I pewnie tym wojakiem został , gdybym się nie wydał w „głupie polemiki” z panem psychologiem. Cóż … Wiem teraz co trzeba mówić w takich miejscach. „Byłem ministrantem i harcerzem. Wódki mało zawsze piłem. Trawy ani razu nie kurzyłem, a papierosów malutko, biegam, pływam, wierzę w słuszność naszej Sprawy i , że nie oddamy ani guzika”. Może i dobrze, że tak się stało jak się stało. Potrzebowałem wyjechać dużo dalej niż na poligon w Nowej Dębie czy na ćwiczenia na Kominiarski Wierch. Chyba też, w razie W, byłby ze mnie lepszy korespondent (w pewnym sensie mam w tym już praktykę) niż tam…Dajmy na to strzelec RKM-u czy kierowca armijnego Jelcza. Po za tym jeśli będzie wojna lądowa to nie będzie żadnych manewrów na Smoleńsk. Żadnych szturmów Królewca, ani nawet kontrofensywy znad Narwii. Będzie siedzenie w dziurze w ziemi pod Augustowem czy Gołdapią. Pilnowanie przedpola i krycie się przed dronami. Mnie to przeraża bardziej niż właśnie te szturmy i manewry. Roboty polujące na ludzi jak w jakimś filmie SF z lat 1980-tych. Jeśli jednak będzie trzeba to pójdę tam, gdzie trzeba będzie pójść.
Tak więc pojechałem do tych Niderlandów w najdelikatniej mówiąc hmmm…W nie najlepszym stanie psychicznym. Najdelikatniej. Wyjazd oceniam pozytywnie. Coś przywiozę . Nie jest to 2015, tenty i Anglia. Lecz źle nie będzie. Doświadczyłem nowej przygody. Bo w Anglii pojechałem „za kolegami’ , a tu nie znałem nikogo. Robota ciężka. Rekord na IPZ mój to ponad 40 000 kroków na jednej zmianie. Nie wiem ile to kilometrów, ale chyba nie mało. To też przygoda. Choć mam już jej powoli dość. Ciekawym doświadczeniem było przejście z pracy w szkole średniej do pracy w miejscu, gdzie większość osób mówiących po polsku ma między 19 a 25 lat. I nie tylko pracowanie, ale i wspólne życie. Zobaczyłem polską młodzież taką jaką ona jest. Także i starsi z tutejszych Polek i Polaków wzbudzili moją sympatię i mieli sporo ciekawych historii do opowiedzenia. Czasem smutnych i trudnych, czasem wesołych, a czasem pouczających. Nie mniej ciekawe było spotkanie z całym spektrum ukraińskiej diaspory w Niderlandach. Od Księcia Piechoty (tak, to ze „Stalowych burz”) po Kryształowego Andrija (podpowiem nie chodzi o kwarc ani brylanty 😎). Trochę sobie powykręcałem mój ukraiński. Chyba jest teraz czymś pomiędzy literackim, galicyjskim, surżykiem i mową Cyganów z Zakarpacia. Bardzo dużo też poznałem Wołochów. Rumunia ciekawiła mnie od wielu lat. Byłem tam dwa razy. Teraz miałem okazję przyjrzeć się bliżej Rumunom. Są weseli, głośni czasem też i irytujący. Bardzo bałkańscy i południowi. Wołoszki bywają zaś bardzo urodziwe. Na przykład Zorii Dimineții Carpatine czy Sirena din Constanța 🙂 Poznałem w końcu ludzi z czterech stron świata. Z Iberii i z Kaukazu, Azji Centralnej, Krajów Bałtyckich, Wschodnich Bałkanów, dawnej Jugosławii. Z Afryki, Indochin, Karaibów, Filipin, Turcji, w końcu „Babcię Czyngiz Chana”. To jest Mongolkę czy Ujgurkę, która jeszcze za czasów przewodniczącego Deng Xiaopinga jakoś (to musiała być fascynująca historia ) wyjechała z Chin Ludowych do Europy.
Najmniej poznałem…Holendrów. Jednego starszego pana z którym odbyłem ciekawa rozmowę o przyszłości Europy. Starszą panią , która…Mówiła po polsku. Nauczyła się naszego języka pracując w latach 1990-ych w Lesznie jako przedstawicielka holenderskiej firmy. Oraz Alexa – sympatycznego typa z kontroli jakości.
Niderlandy polubiłem, ale jak śpiewał poeta: Country roads take me home! To the place I belong!


Tam za rzekami
Co będę robił po powrocie? W Tatry mnie ciągnie. Na Krywań wysoki! Choćby i na Storobociański, albo na Dziumbir. W lasy karpackie, w połoniny i busze. Macierzanek i innych letnich już nie będzie. Lecz będzie kalina, dzika róża, będą grzyby. Na Ukrainę się pewnie wybiorę. Do Lwowa, może i na Pikują, a może dużo dalej. Wszystko zależy czy wyjazd będzie turystyczny czy nie tylko turystyczny, a to zależy od rosyjskich bombardowań i ukraińskiej obrony przeciwlotniczej. Do Krakowa i Warszawy też chcę. I znaleźć w końcu cywilizowaną pracę na stałe xD I wyprostować sporo w życiu osobistym. W końcu zadbać o siebie na serio. W końcu trzeba.
Najpierw jednak skoczę sobie nad Morze Północne. Należy się chyba?


A stronka?
No właśnie … Chyba już powoli przestaje mnie interesować tzw. rozkminianie (swoją drogą nie wiem czy wiecie , się to słowo pochodzi z grypsery 😎) tego wszystkie co się dzieje. Czasem jeszcze odpalę sobie DRL czy inny Układ Otwarty. Czasem poczytam co też napisał Winnicki czy Susajew, ale generalnie chyba mi się przestało chcieć mówić klawiatura to co myślę.
Tak więc ostatnie refleksje przed dłuższą przerwą. Wojna może przyjść. Zrobiono sporo dobrych rzeczy, żeby się do niej przygotować. 19 pograniczna Brygada WOT jest dobra, dron dalekiego zasięgu Gladius jest dobry, F-35 Husarz jest dobry. Nawet i „Tygrysek” wydaje się całkiem dobrym ministrem. Problem leży, gdzie indziej. Podstawowe pytanie brzmi jak zachowałoby się społeczeństwo w razie W. Czy odpowiedzią na rakiety i drony byłoby „Bagnet na broń! Krwi nie odmówi nikt!” czy raczej „przyjęto wniosek kupców korzennych o warunkowej kapitulacji” ? Obawiam się , że może być jak w Gruzji w 2008. Gruzini przed wojna nakupili mnóstwo nowoczesnego sprzętu i broni , a przegrali. U nas może być podobnie. Tylko nas załatwia nie tankami i suchojami , a dronami i Iskanderami.
Ogólnie to mam poczucie, że się Polska zapętliła w problemach. Demografia? Co zrobić? Bezwarunkowy Dochód Podstawowy, dla każdej samicy , która urodzi i do tego każdego zapładniacza? Powołanie Nadzwyczajnej Komisji do walki z samogwałtem, pornografią, singlozą i dekadencją? Darmowe żłobki i przedszkola? Za problemami z demografią problemy z migracją i asymillacją. Śmieszne , że piszę to człowiek pracujący w Hollandii , ale tak to już się zrobił poważny i wieloaspektowy problem w Polsce. A zmiany klimatu? No są i są efekty – susze, powodzie błyskawiczne jak ta z września 24′, fale piekielnych upałów. Dalej ustrój średnio działa, życie polityczne to show i to głupi, bez TEJ elektrownii siądzie nam wzrost PKB i bez bombardowań. Mam wrażenie…że osiągnęliśmy swój najwyższy pułap. Tak jesteśmy krajem sterylnym, nowoczesnym, względnie dostatnim, bezpiecznym. Nie jesteśmy już krajem sarmacko-chłopskim i katolickim. Nie jesteśmy już krajem chłopa jadącego furmanką po dziurawej drodze i popijającego z gwinta tanie wino. Tylko jakim krajem teraz jesteśmy? Kim jesteśmy? Po co jesteśmy? Polskę trzeba wymyślić na nowo. Tak jak wymyślono ją na nowo wtedy, gdy upadała Rzeczpospolita Obojga Narodów. Jeśli tego nie zrobimy to nawet możemy zniknąć już nie tylko z map , ale i kart dziejów. Tak jak zniknęły Wielkie Morawy, Burgundia czy Bułgaria Kamska. To „wymyślenie siebie na nowo” trzeba zrobić, ale jak? Takim geniuszem to już ja nie jestem 😎



Zamykając pewien rozdział życia jak i zabawy w prowadzenie strony. Poniżej szerszy i bardziej kameralne wybory tekstów i nie tylko tekstów jakie ukazały się pomiędzy 2015 a 2026 rokiem:
https://chutornik.pl/category/chutornik-w/
https://chutornik.pl/category/chutornik-w/chutornik-w-2/40-na-40/
https://chutornik.pl/category/chutornik-w/felietony-i-opowiadanka-iii-2015-xii-2025/
Oczywiście zapraszam też na Instagram: Chutornik_dzialfoto Natomiast na stronce obok zdjęć będzie mniej o polityce, a więcej o życiu https://chutornik.pl/category/wybrane-chutornik-pl/opowiadanka/


