Czerwiec. Niedziela. Wczesne popołudnie.
Najpierw przez trawę. Dwie ściany po obu stronach ścieżki. Po mostek. Potem po szyję. Coraz wyższe. Są o wiele wyższe niż rok temu. Chyba ciepła wiosna to sprawiła. Szkoda tylko, że nie widać w nich kwiatów zbytnio. Tylko gdzie niegdzie, a to maki, a to irysy. Przy samej drodze je widac. W trawach nie. Potem trawy siegają już wyżej głowy. Za Budą jest już zejście z rzecznego terasu. To Polanka Grajków. Tym razem nie ma jednak rzadnej parki oddajacej się amorom w samochodzie. Cisza i spokój. Pojawiają się tataraki – widomy znak wilgotnej ziemi. To już strefa zalewowa rzeki. Wchodzimy w Bajkowy Las. Ścieżka jest „wydeptana” przez trójkołowce, qady i traktory. Wygodnie. Mijamy Wielki Jesion, Czeremchową Bramę i Dwa Klony, Pałkową Dżunglę oraz Zwaloną Wierzbę. Jesteśmy na Kolanie. Woda jednak za głeboka, żeby przejść, a pływanie z plecakiem nie jest najlepszym pomysłem. To z drugiej strony iść trzeba, gdy nie da się z tej. Okazuje się, że ścieżka nadal dobrze wydeptana.Nawet Kij-Niszczyciel Pokrzyw nie był potrzebny. Schodzimy do wody po schodkach wyrytych przez wędkarzy. Kilka kroków po wodzie. I jesteśmy na Wyspie. Rozbudowała się przez lata. Ma wysepki-córki. Sama sięga już wysokości 150 centymetrów. Pływamy, woda przyjemnie zimna, ale chwilę później aż za zimna. I stan dość wysoki. Widocznie w górach polało. A więc kładziemy się w płytkiej, bocznej odnodze rzeki. Opieramy grzbiet o wał okragłych kamyczków i chłodzimy piwo. Nastepnie otwieramy je za pomocą klingi finki i wypijamy słuchając szumów. Innaczej szumią trawy, a innaczej rzeka. Jeszcze innaczej czeremcha, która opada gałęziami nad boczną odnogę. Jakoś to jednak wszystko miło współgra. Ważki tańczą, ptaki śpiewają, myszołów groźnie patrzy z nieba. Po wylegiwaniu w chlodziarce spacer na Kleniowy Poroh i zanużenie po pas w zimnym prądzie. Dalej nie ma co iść. Skały tworzą tam grzędy pełne szczelin. Wiele lat temu złamałem w takiej szczelinie nogę. Lepiej znów poleżeć. Tym razem na plaży. Zapalamy papierosa. Osuszamy się w słońcu i wracamy. Po drodze dwóch wędkarzy przygotowuje się do biwaku. Mają samochód 4X4 i namiot. Piwo, grila, wędki, kosę i maczetę. Jeden wygląda jak psychatrance-wiking, drugi jak wiking prawdziwy.
-Biero ryby?
– A jak im się zachce
-A dalej klenie tutaj głównie?
-Klenie, płotki. Różnie. Jak im się zachce. Ważne, że piwko jest.
-Hhehheeh
-Hehehe Połamania kijów!
-Do widzenia!