Przegląd polityczny na wczesne lato
Wałkując temat dekomunizacji
Kolejny raz piszę o dekomunizacji. Skłonił mnie do tego bardzo popularny poseł, ulubieniec młodych prawicowców, pan Andruszkiewicz. W telewizyjnej dyskusji temat zszedł na zmiany nazw ulic. W Warszawie ostatnio zmieniono dwie. Dotychczas czciły generała LWP, który po za tym był uczonym i założycielem WAT-u, oraz warszawskiego społecznika, który miał legitymację PZPR. Po zmianie nastapiły protesty mieszkańców Warszawy, na tyle silne, że „czerwone” nazwy tych ulic wróciły. Zdaniem Posła Andruszkiewicza nie powinny wrócić. Ponieważ jak to okreslił „powinniśmy całkowicie odciąć się od PRL-u i budować całkiem nowe państwo”. Niby racja, ale to taka „racja z haczykiem”. „Odciąć całkowicie” oznacza także, odcięcie się od np. odbudowy Zamku Królewskiego, zdobycia Mt Everestu zima jako pierwsi, sukcesów „Orłów Górskiego”, budowy rafinerii w Płocku, budowy tamy na Solinie czy zespołu szkół w Turaszówce etc. etc. etc.. Tego nie było, idąc tokiem rozumowania”dekomunizatorów”, bo to „bolszewickie”. A Polacy, idąc tym tokiem rozumowania, powinni, aż do 1989 r. toczyć partyzanckie walki z władzą okupacyjną. Jeśli się chciało wybudować rafinerię w PRL-u to trzeba było wstapić do PZPR, lub przynajmniej z komunistami pić wódkę. Można było przyjąć w PRL-u postawę nieprzejednaną. Dobrze, że byli tacy ludzie. Dobrze jednak, że byli i tacy, którzy szli na kompromisy. Bo obok honoru potrzebne są też rafinerie. Każdą osobę należy ocenić indywidualnie, a nie wrzucać to worków z napisem „wstapił do PZPR” i „nie wstapił”. Wielu było przecież też i takich, którzy oficjalnie kontestowali reżim, a po cichu donosili SB-ekom. Wielu było też i takich, którzy do PZPR nie wstapili i nic po za tym dla Polski nie zrobili. Samo „nie wstąpienie” nie oznacza automatycznie bohaterstwa. Polska Ludowa nie była ZSRR i zwykły człowiek mógł sobie (po 1956 r.) spokojnie robić karierę średniego szczebla bez czerwonej legitymacji. „Dekomunizowanie” staje się ostatnio coraz bardziej paranoiczne i zaczyna przypominać działaność osławionego Wołodymyra Wiatrowycza – szefa Ukraińskiego IPN. Wiatrowycz jest antykomunistą w formie, a w treści bolszewikiem, bo ma bolszewicką mentalność. Burzyć, czyścić, budować Nową Ukrainę. Na wypalonej ziemi ukraiński raj. Tyle, że burzenie nie buduje. Można zburzyć rzeszowską „Wielką Cipę” i na jej miejsce wybudować 30 metrowego „Partyzanta z Wilkiem”. Można nawet spędzać pod „Partyzanta z Wilkiem” młodzież szkolną na „Akademie ku Czci”. Tylko wtedy należy być pewnym, że młodzież szybko będzie miała wielką polewkę z antykomunistycznych partyzantów. I zwyciężą walkę o Duszę Narodu „Europejczycy”. Czy naprawdę tego chcemy?

Na fotce obok – generał Anders. Błyskotliwą karierę wojskową zaczynał jako carskich oficer. W służbie Mikołaja II odnosił ranny, dostawał od Jego Cesarskiej Mości ordery. Później był oficerem Wojska Polskiego. Idąc za rozumowaniem posła Andruszkiewicza nie powinien zostać przyjęty w szeregii polskie. A bolszewików pod Warszawą zatrzymały by katolicko i antybolszewicko nastawione masy ludowe uzbrojone w kosy i widły. Na fotce głównej – „komunistyczna” szkoła w Krośnie-Turaszówce. Powrót Naczelnego ze Szkoły. Słupy elektryczne na zdjęciu też są „bolszewickie” bo postawiono je wszak „za komuny”. Fotka z czerwca 2004 r.
Tematy trzeciorzędne
Głośno ostatnio o seksualnych przygodach posła Pięty. Powiem tak. Jako polityk zachował się jak frajer. Polityk prawicowy, nie powinien pozwolić sobie na seks „na boku”. A jeśli już sobie pozwala to tak, zeby nie dać się złapać. Sama kochanka posła jest niewatpliwie nową „Anastazją P.”. Wiadomo już, że polowała wczesniej na samego Andrzeja D. Nie udało się więc spróbowała, gdzie indziej. Pytanie tylko czy robiła to z własnej inicjatywy czy została nasłana przez kogoś. Jesli chodzi o aspekt ludzki to nie oceniam. Każdy człowiek jest osobną planetą. Takie kwestie pan poseł powinien rozwiązać korzystając z pomocy sumienia i spowiednika czy innego doradcy. Jak sądzę pan Pięta szczerze wierzy w monogamię i tzw. „rodzinne wartości”. Zdarzyło się. Zresztą kochaneczka niczego sobie (moim zdaniem) vide: https://www.maxmodels.pl/modelka-czarnapantera.html I świętym zdarza się grzeszyć, nie mówiąc już o pośle na Sejm 😉 To czy poslowi Pięcie staje czy nie staje czy też staje po zażyciu Brawurranów oraz jak mu sie teraz ułożą relacje rodzinne jest jednak tematem trzeciorzednim. W jakiej pozycji spólkował z „Czarną Panterą” to też niezbyt ważne. Lepiej pójść na rower i popedałować niż się zajmowac takimi głupotami.
Ze spraw poważnych
Narasta napięcie na linii Izrael-Iran. Czy w końcu dojdzie do jawnej i bezpośredniej konfrontacji? Chyba nie…ale popatrzmy na analogie historyczne. W czerwcu 1913 toczyła się II wojna bałkańska. Dla ówczesnego Europejczyka była to taka ówczesna wojna syryjska. Niewielu zdawało sobie sprawę, że rok później wydarzenia na Bałkanach zapoczątkują wojnę, która przeora Europę. Prawdopodobnie jednak nie dojdzie do Wielkiej Wojny, która przeora Bliski Wschód. Dalej Izrael i Iran oraz Iran i Arabia Saudyjska będą toczyć wojny tajne i wojny zastępcze. Może jednak dojść do kolejnej inwazji Izraela na Strefę Gazy (przeciwko Hamasowi) i na Liban (przeciwko Hezbollahowi). Szczególnie ciężka może być rozprawa z Hezbollahem. Warto pamiętać, że ostatnia wielka konfrontacja ( lato 2006 r.) między tymi dwoma siłami skończyła się taktycznym i strategicznym remisem. Do tego „ze wskazaniem” na Hezbollah. Izrael nie rozbił wtedy „Partii Boga”. Pokiereszował ją tylko trochę, zniszczył parę fortów, tuneli i bunkrów. Straty wśród wojska i cywilów izraelski były zaś bardzo poważne. Prawie 200 zabitych i co najmniej 3000 rannych. Oraz popalone „niezniszczalne” czołgi, strącone samoloty i helikoptery, a nawet poważnie uszkodzony okręt.Trafino go pociskiem ziemia-woda. Hezbollah potrafil przez miesiąc regularnie ostrzeliwywać wioski i miasta północnego Izraela za pomocą postsowieckich „gradów”. Zmuszając do ucieczki 350 tysięcy mieszkańców Galillei. Tylko sprawność żydowskiej Obrony Cywilnej sprawiła, że liczba ofiar nie poszła w tysiące. Bojownicy bili w Galillę rakietami przez miesiąc. Wytrzymując jednocześnie nieustanne naloty i skutecznie hamujac ofensywę 30-tysięcznego korpusu, który wkroczył do Libanu. Jak na starcie jednej z najnowocześniejszych armii świata z paramilitarnymi „bojówkami” to świetny wynik. I lekki blamaż dla Izraela. Nie można mieć watpliwości – Hezbollah jest przygtowany do kolejnej konfrontacji. Wojna syryjska, w której od lat biorą udział jego oddziały w roli elitarnych oddziałów szturmowych wspierających Asada tylkow wzmocniła jego potencjał. Dlatego być może Żydzi wymachują mieczem króla Dawida, ale na próbę defintywnego zniszczenia „bojówek terrorystów” się nie zdecydują. Bojówki te, choć bez watpienia terrorystyczne, potrafią zabijać nie tylko cywilów.

Na fotce. Lato 2006 – „czyszczenie” bunkrów Hezbollahu. Interwencja w Libanie szła Żydom bardzo opornie.
Co do Arabii Saudyjskiej są już chyba od dawna zbyt bogaci na wojnę. Mają świetny sprzęt. Superbronie mają, ale nie mają woli walki. A przynajmniej tak wydaje się patrząc na saudyjską interwencję w Jemenie. Partyzanci z szyickiego klanu Hutich (uzbrajani przez teheran) od lat skutecznie walczą. Mając przeciwko sobie wojska rządowe, koalicję państw arabskich, USA. Na własną rękę walczy z nimi Al-Kaida i Państwo Islamskie. Ta wojna pokazuje, że Iran potrafi walczyć na wielu frontach. W Syrii, w Jemenie, a także w Afganistanie. Już w zeszłym roku czytałem informacje, że razem z Rosja uzbrajają obecnie talibów by szaprać USA. Techeranowi w ogóle nie przeszkadza, że głównym opiekunem Talibanu jest Pakistan. W samej nieszczęsnej Syrii nie widać końca wojny choć w Iraku od czasu zdobycia Mosulu jest duzo bezpieczniej: https://chutornik.pl/2017/11/rok-od-szturmu-mosulu/
Poniżej – komandosi amerykańscy i bojownicy Sojuszu Północnego podczas walk z talibami jesienią 2001 r. Do dziś nie udało się rozbić współczesnego Vietkongu.

C.D.N.
Ale już chyba pisany będzie z bazy tenterów w Nowym Rzepniku 😉 https://chutornik.pl/2017/07/nowy-rzepnik-vii-2017_14/