Przerwać aortę Vietkongu cz. 4
Rzeka zamienia się w strumyki
Tuż przed granicą z Wietnamem Południowym ciężarówki były rozładowywane. Wielka rzeka zaopatrzenia dla Vietcongu zmieniała sie w setki małych rzeczek. Te potoki docierały już do oddziałów NVA i VC walczących z wojskami „sajgońskimi” i ich sprzymierzeńcami. Tam trwała nieustanna zabawa w chowanego. Broń, amunicję i sprzet ukrywano w dżungli i w wioskach. VC wybudowały też rozległe systemy tuneli. Amerykanie starali się je niszczyć na różne sposoby. VC odbudowywał to co zostało zniszczone. Jako, że sporo broni transportowano drogą morską i ukrywano w delcie Mekongu wielkie znaczenie miała „Flotylla Brunatnych Wód” czyli małe łodzie amerykańskiej Straży Przybrzeżnej patrolujące niezliczone odnogi delty. Amerykańska Marynarka i STraż Przybreżna patrolowała też wybrzeża Wietnamu. Blokada jednak nie byla szczelna. Jedynym relanym sposobem na skuteczne przerwanie „Morskiego Szlaku Ho Chi Minha” było zniszczenie wszystkich rybackich kutrów i łodzi. Co nie było możliwe z przyczyn politycznych i psychologicznych. Amerykanie w WIetnamie nie byli Sowietami w Afganistanie. Zarówno drogą morską jak i przez góry zaopatrzenie dla VC płynęło nieprzerwanie.

Wybrać odpowiednią strategię
Broń Vietcong dostawał z północy, albo zdobywał/kupował na wrogu. Jedzenie, schronienie i informacje wywiadowcze dostawał jednak dzięki poparciu cześci społeczeństwa WIetnamu Południowego. Mao mawiał, że chłopi są dla partyzantów tym czym woda dla ryb. Miał rację. Z poczatku, gdy siły amerykańskie w Wietnamie składały się głównie z pilotów, komandosów i doradców starano się „walczyć o serca i umysły”. Wzorowano się na strategi brytyjskiej zastosowanej podczas walk z komunistami na Malajach. Tj, zdobyć zaufanie miejscowych, tworzyć samoobrony, odizolować chłopów od partyznatów przez tworzenie tzw. wiosek strategicznych. Do takich wiosek przesiedlano mieszkańców wsi z terenów na których operował VC. Ci którzy popierali komunistów nie mogli im efektownie pomagac. Ci którzy współpracowali z Vietcongiem ze strachu, mogli poczuć się bezpiecznie.

Po 1965 zwycięzyła jednak strategia wykrwawienia komunistów na śmierć. Amerykanie dysponowali poteżną siłę ognia. Na wzgórzach zakładano tzw. bazy ogniowe. Tworzyły prawdziwą sieć pokrywającą cały kraj. Patrol czy konwój, który wpadł w zasadzkę mógł bardzo szybko dostać wsparcie ogniowe. Zakładać takie bazy można było nawet na terenie bez dróg. Haubice, ludzi, pociski, prowiant itd. dostarczano za pomocą helikopterów. Oddziały interwencyjne posiadały ogromne ilości śmigłowców. Szczególnie groźną siłą była Kawaleria Powietrzna – pierwsza areomobilna, śmigłowcowa dywizja. Amerykanie przeprowadzali nieustanne operacje „znajdź i zniszcz” czyli obławy z użyciem helikopterów. Często stosowano taktykę „młota i kowadła”. Siły NVA i VC wypierane przez „młot” natykały sie na „kowadło” tj. kordon wspierany przez haubice i moździerze. Każdy oddział NVA/VC wykryty przez komandosów lub lotnictwo bardzo szybko mógł się stać celem samolotów szturmowych i bombowców. Rozległe obszary zamieniono w „strefy wolnego ognia”. Wysiedlano z nich cywilów. Można było wtedy w tych strefy bezlitosnie bombardować, ostrzeliwywać i minować. Wysiedlenia miały być tymczasowe, robiono je z troską o życie chłopów i ich rodzin. Powodowało to jednak zatrważające skutki uboczne. Masy ludzi napływały do miast i wegetowały w obozach uchodźców. Generowało to przestępczość, a nade wszystko prostytucję. Młode dziewczyny oddawały się za dosłownie garstkę dolarów amerykańskim poborowym. Młode chłopaki, nabuzowane testosteronem, korzystały z wdzięków azjatyckich dziewcząt. Trudno im się dziwić. Wszystko to było by może i „fajne”, gdyby nie rzeżączka i syfilis. Po za tym niejeden oficer ARW widząc te praktyki zaczynał dostarczać informacje dla wywiadu Vietcongu…

Mimo wszystko jednak strategia pokonania VC poprzez siłę ognia i przewagę techniczną wydawała się słuszna. Bomby nieustannie spadały na Szlak jak i strategiczne punkty Wietnamu Północnego. Większe bitwy zawsze kończyły się tym, że oddziały komunistyczne były zalewane ogniem i stalą i musiały się cofnąć. Za Wietnamem Południowym stały USA. Zbrojnie wspierane przez Koreę Południową, Australię, Nową Zelandię, Filipiny i Tajlandię. Amerykański kontyngent szybko zwiekszał swoją liczebnośc – sto, dwieście, trzysta i czterysta tysięcy. Mimo strat i antywojennych protestów w USA do wojska zgłaszało się sporo ochotników, a morale poborowych było nienajgorsze. Komuniści zdawali się przegrywać. W końcu ich straty były przerażające. Logiczny wniosek był jasny – Hanoi musiało się poddać i zaprzestać wsparcia dla Vietcongu. Tak mówiła logika. Przyszedł rok 1968.

I o tym będzie w następnym odcinku.