Czytając Sienkiewicza cz.1


Henryk Sienkiewicz napisał w latach 80-tych XIX w. cykl powieści, które można uznać za drugi po „Panu Tadeuszu” narodowy epos Polaków. Co prawda pisany prozą , ale proza to niezwykła. Co prawda publikowany w odcinkach, w prasie, jak zwykłe „czytadło”, ale  porywająca serca. Nazwiska bohaterów „Trylogii” przyjmowali jako pseudonimy konspiratorzy, bojownicy i partyzanci. Nastoletni żołnierze idąc w  bój wyobrażali sobie, że są postaciami z jej kart.  Na niej wychowywały się kolejne pokolenia. Cytaty z niej weszły do codziennego polskiego  języka. Dziś więc będzie wpis właśnie o niej, a właściwie o mojej interpretacji tego wspaniałego dzieła. 

Ogniem i Mieczem

Wielu (np. Bolesław Prus) uznało tą pierwszą część cyklu za utwór anyukraiński, spłycający historię. W ZSRR  była książką „kontrewolucyjną„. O ile hetman  Mazepa był uznawany za „wroga ludu„, który zdradził „postępowego” cara Piotra Wielkiego to hetman Chmielnicki w oficjalnej propagandzie był uznawany za „rewolucjonistę” i jakby protoplastę ZSRR. Czy faktycznie jest to książka antyukraińska? I tak i nie. I o tym opowiem.

Wybór Heleny

A co myślę ja? Dla mnie pierwszy  klucz do zrozumienia tej  powieści leży w Rozłogach. Skromną rezydencję w Rozłogach zamieszkuje ród Kurcewiczów. Rodzina to niezbyt bogata, ale za to wywodząca się od samych Rurykowiczów. A więc Kurcewicze to jakby symbol ruskich (dziś powiedzieli byśmy ukraińsko-białoruskich) elit tamtych czasów. Być może trwają jeszcze przy prawosławiu, być może  są unitami,  na pewno jednak rozmawiają ze sobą „mową ruską„. O względy pięknej Heleny Kurcewiczówny walczy dwóch mężczyzn. Jeden to kozacki pułkownik Jurko Bohun. Odważny, namiętny, bogaty łupami, wysportowany. Prawidziwy  samiec  alfa. Samiec alfa, ale bez szkół i ogłady. Przy tym nieprzewidywalny, gdy ogarnie go gniew. Łobuz co prawda  kocha najbardziej, ale kobieta potrzebuje też stabilizacji. Drugi chętny do ręki Heleny to  porucznik husarski Jan Skrzetuski. Lach z Wielkopolski.  Człowiek to zupełnie inny niż „łobuz”. Wielkopolanin jest ułożony, prawy, stabilny emocjonalnie. Prawdziwy „Rzymianin” i  Europejczyk (i nudziarz zupełnie inny od historycznego pierwowzoru). Helena wybrała nudziarza  Skrzetuskiego tak jak elity ludu ruskiego, tuż  przed powstaniem Chmielnickiego, wybierały  coraz częściej  latynizację i polonizację. Był to ich wolny wybór, ale prowadził do coraz większego oddalania się większości „ruskich” mieszkańców Rzeczpospolitej  od lokalnych  „panów„. To była jedna z głównych przyczyn wybuchu wojny domowej. Czy wybór Heleny był słuszny? Cóż, gdyby wybrała Bohuna jej matka i bracia nie zginęli by od jego szabli. Tak naprawdę wojnę domową mogli zatrzymać tylko  tacy ludzie jak metropolita Mohyła czy hetman Konaszewicz-Sahajdaczny. Prawosławni, „rusińscy” a jednocześnie europejscy i „polsko-litewscy„. Takich jak oni było jednak za mało. I nie cieszyli się rozumieniem. W 1648 r. takich zabrakło w ogóle. Do dziś Polacy, Ukraińcy, Białorusini, Litwini i Łotysze płacą za to nie zrozumienie.

      Czy pisarz myślał tak jak ja? Trudno rzec. Jurko-Sokół jest z jednej strony czarnym charakterem, z drugiej chyba każdemu czytelnikowi (a tym bardziej czytelniczcce) żal dzielnego kozaka. Z kolei Skzetuski, jak już pisałem, jest przedstawiony jako straszny nudziarz. Czy zrobienie z niego „bohatera bez skazy i zmazy” to zabieg mający go uwznioślić i pozyskać dla niego sympatię czytelników? Może na odwrót to takie ukryte „heheszki” pisarza z „bogoojczyźnianości”? A może… wybór Heleny to historiozoficzna metafora nieuchronności polonizacji, okcydentalizacji i latynizacji Rzeczpospolitej Obojga Narodów? Barwna Rzeczpospolita Bohunów musiała  ustąpić przed nudną, europejską nowoczesnością – państwem  Skrzetuskich? Jeśli tak to pisarz się mylił. Rzeczpospolita mogła przetrwać tylko, gdyby stworzyła swoją własną cywilzację. I była ku temu blisko. Odrębną od moskiewskiej, osmańskiej, ale i katolicko-protestanckiej europejskiej. I nie jest to mój pomysł. Wziałem go od „szamana Putina” Aleksandra Dugina, z którym w tym aspekcie się całkowicie zgadzam. Cywilizacja polsko-rusko-litewska (a właściwie też węgiersko-wołoska, ale to dłuższa historia) byłaby pokrewna europejskiej, ale z nią nie tożsama. Tak jak cywilizacja amerykańska i moskiewsko-rosyjska są pokrewne cywilizacji europejskiej, ale jednoczesnie są odrębnym bytem. Jakież to było by wspaniałe – własna cywilizcja! Tylko niestety Helena wolała Skrzetuskiego…

Po masakrze w Rozłogach. Na obrazku głównym kompanija Kmicica. Wpis ilustrował znany malarz  Juliusz Kossak.Po masakrze w Rozłogach. Na obrazku głównym kompanija Kmicica. Wpis ilustrował znany malarz  Juliusz Kossak. 

Czy jastrząb miał rację?

Skrzetuski jest jednym z najlepszych oficerów kniazia Jeremiego Wiśniowieckiego. W powieści „Jarema” jest tym, który ma rację co do kursu jaki powinna przyjąć Rzeczpospolita wobec rebeliantów.  Czy słusznie? Powstanie Chmielnickiego było od początku zupełnie inne niż poprzednie kozackie wystąpienia. Jesienią 1648 r. ogromna kozacko-tatarska armia stanęła pod Zamościem. Wszystkie poprzednie rebelie  kończyły się mniejszą lub większą porażką na terenie  ówczesnej „Ukrainy„.  Czyli daleko na wschód od Lwowa, Zamościa czy nawet Łucka. Jedynie w 1625  „wojska rządowe” nie rozbiły kozaków. Lecz i wtedy nie było też  kozackiego zwycięstwa. Tym razem pożar był o wiele silniejszy. Wódz powstania chyba nie spodziewał się, aż takich sukcesów. Paradoksalnie mimo kolejnych wygranych bitew był jakby podwójnym zakładnikiem. Zakładnikiem sojuszniczych Tatarów, którym musiał „płacić” jasyrem. I zakładnikiem uzbrojonych mas nad którym miał tylko cześciową władzę. Mas radykalizowanych przez odwetowe akcje wojsk polsko-litewskich. Mas rozsmakowanych w grabieży. Mas winiącycyh „Lachów” za to, że wódz rebeli musi płacić krymskim sojusznikom straszną zapłatą tj. niewolnikami. W końcu mas radykalizowanych przez „trybunów wojny” takich jak płk. Maksym Krzywonos. Tu taka dygresyjka  Krzywonos prawdopodobnie nosił naziwsko… Cameron i pochodził z Szkocji.   Stanął więc „Chmiel” pod Zamościem i nie wiedział co dalej. Tymczasem w elicie politycznej Rzeczpospolitej powstały jakby dwie partie. „Partia wojny” na czele z „Jaremą”. Drugą frakcją była „partia pokoju„. Na jej  czele stanęli wojewoda kijowski i brasławski Adamem Kisielem i kanclerz wielki koronny Jerzym Ossolińskim. Godne uwagi jest to, że Kisiel był ostatnim wojewodą kijowskim i ostatnim prawosławnym senatorem. Zarówno Ossoliński jak i Kisiel w młodości brali udział w wojnach. Nie byli to jacyś „pacyfiści„. Po prostu uważali, że powstania nie da się już stłumić siłą i trzeba negocjować.

Jarema wyrusza z Łubniów. Wiosna 1648 r.

„Partia gołębi” podczas negocjacji zimą 1648/1649 r. nic nie ugrała bo Chmielnicki był zbyt silny by przyjąć oferowane mu pokojowe warunki. Po za tym masy kozacko-chłopskie kipiały nienawiścią do katolickich „Lachów„. Wojna z klasowego buntu przeciw szlachcie zmieniła się w powszechne powstanie religijno-etniczne. Do sił  Chmielnickiego dołaczyło też wielu prawosławnych mieszczan i nawet szlachciców. Wojna zmieniała się w totalną konfrontację. Opisuje  to poselstwo pisarz jako klęskę i ma w tym słuszność. Tylko czy kniaź Wiśniowiecki miał w takim razie rację? Lubię porównywać powstanie Chmielnickiego do wojny secesyjnej. Abraham Lincoln miał na tyle sił do dyspozycji by móc zagonić walecznych Południowców z powrotem do Unii . Natomiast Polska i Litwa  nie miała potencjału na tyle dużego by zdławić rebelię Rusi. Co z tego, że Jarema obronił Zbaraż, co z tego, że wsławił się pod Beresteczkiem skoro powstanie nadal trwało? Chmielnicki stracił w tej bitwie 40 tysięcy ludzi i nic… Nie kapitulował. Czy pale, szubienice, spalone miasta i wsie pacyfikowały powstanie czy tylko dolewały gorzałki i smoły do pożaru? Oczywiście, że to drugie, a kniaź z Łubni był znienawidzony przez buntowników podwójnie. I jako zajadły wróg i jako renegat. Przeszedł bowiem z prawosławia na katolicyzm i to od razu w obrządku łacińskim. Dla prawosławnych Rusinów był kimś takim jak dla „żelaznego elektoratu PiS” nasi „europejczycy z PO„. Tyle, że Tusk ani Shetyna nie nabijają nikogo na pale 😉 Krwawy kniaź mógł wygrywać bitwy, mógł pacyfikować jakieś tereny na pewien czas, ale wygrać wojny nie mógł.Przypominało to gaszenie wielkiego pożaru lasów ze zbyt małą liczbą strażaków.  Nie mógł tej rebeli złamać także żaden inny regimentarz, hetman a nawet sam król.  Sienkiewicz nie ma więc tu  racji. 

 

„Wojny trwały jeszcze długo”

„(..) Wojny domowe przeżyły go i ciągnęły się jeszcze długo. Przyszła potem zaraza i Szwedzi. Tatarzy stale prawie gościli na Ukrainie, zagarniając tłumy ludu w niewolę. Opustoszała Rzeczpospolita, opustoszała Ukraina. Wilcy wyli na zgliszczach dawnych miast i kwitnące niegdyś kraje były jakby wielki grobowiec. Nienawiść wrosła w serca i zatruła krew pobratymczą. (…)” Tak pisarz kończy pierwszą część „Trylogii„. Tak dokładnie było. Wojny nie mógł zakończyć wojewoda Kisiel, nie mógł jej wygrać Jarema, ale też nie mógł jej ani zakończyć, ani wygrać Chmielnicki. Skłoniło go to do poszukania innego niż Chanat Krymski sojusznika. Znalazł go, na swoje i Ukrainy nieszczęście, w Moskwie.  Wojne tą wygrała Moskwa z pomocą radykałów. Podobnie było tuż po I wojnie światowej. Bolszewicy nigdy nie opanowali by Ukrainy, gdyby nie miejscowi radykałowie anarchistyczno-kozaccy, socjalistyczni doktrynerzy i nacjonalistyczni Haliczanie. Ukraina dostała się pod władzę sowiecką. Jej efekty widać do dziś. (vide: https://chutornik.pl/2017/10/kozacy-rewolucja/ oraz https://chutornik.pl/2018/10/federacja-opcja-minmum/ )

O własnie tak się kończy „dogadywanie” z Moskwą 🙂 

Prawdziwy Skrzetuski i prawdziwy Bohun

A co się stało z Bohunem i Skrzetuskim? Cóż prawdziwy Skrzetuski nazywał się Mikołaj. Był doskonałym oficerem jazdy , tyle, że służył w pancernych a nie w  husarii. Faktycznie przedarł się z oblężonego Zbaraża do obozu wojsk Jana Kazimierza  przynosząc informacje i prośbę o odsiecz. Nieprawdziwy jest  za to obraz konkurenta Bohuna jako wzoru pobożności, stablilizacji, uczciwości etc. W rzeczywistości miał parę kryminalnych wyskoków na sumieniu. Co zresztą w tamtych czasach było dość częste wśród oficerów. Zmarł prawdopodonie w swoim łóżku w 1673 r. Natomiast prawdziwy Bohun był o kilka-kilkanaście lat starszy niż ten książkowy. Nie był Jurijem tylko Iwanem Teodorowiczem.  Prawdopodobnie urodził się jako szlachcic. Był jednym z głównych przywódców powstania, przy tym dość otwartym na porozumienie z Rzeczpospolitą. I zajadłym wrogiem dogadywania się z carem moskiewskim. Wódz przedni. Tak jak w ksiażce tak i w rzeczywistości to on wyprowadził armię kozacką z kotła po klęsce beresteckiej. Zginął  w 1664 r. rozstrzelany przez Polaków z powodu podejrzeń o zdradę na rzecz Moskwy, zresztą najpewniej niesłusznych. 

C.D.N.

Kijów 15.XI.2018 r.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *