Na szczycie, albo życzenia na Nowy Rok
Pod nimi były dwa kilometry granitu i marmuru. Wygrali. Za nimi było wiele dni trudnej wspinaczki. Wysiłek ultramaratończyka skrzyżowanego z górnikiem przodowym z czasów sprzed młota pneumatycznego. Z tą różnicą, że o tej porze, gdy górnik czy ultramaratończyk umyty w ciepłej wodzie, najedzony, leżał w wygodnym łóżku oni starali się rozbić na skalnej półce mały namiocik. Tak przez dziesięć nocy z rzędu. Nie licząc oczywiście wielodniowej podróży do podnóży tej góry. Czasem miejsca było tak mało, że ich schronienie dosłownie wisiało w powietrzu. Rozbijali namiot wśród szalejącego wichru, przy strasznym mrozie. Każdy błąd groził katastrofą. Porwaniem namiotu i sprzętu w ciemną otchłań. Gdy już weszli do namiociku trzeba było dalej walczyć. Palnik gazowy łapczywie pochałniał tlen. Topili śnieg, a z powodu małej ilości tlenu trwało to bardzo długo. Wicher szarpał płachtą namiotu. Potem, gdy już mieli wodę robili herbatę, jedli racje. Rozmawiali o kolejnym etapie swojego marszu w pionie. Przez granit, marmur, śnieg i lód. Rozmowy trwały jednak niezbyt długo. Szybko zapadali w głęboki sen podobny do utraty świadomości. Każdego ranka budzili się, robili herbate. Jedli śniadanie i sprawdzali sprzęt, zwijali obóz. Znów mozolnie ruszali w górę. Wciąż wyżej i wyżej. Leciały na nich kamienie, kawałki lodu. Odpadali od tej ogromnej ściany i fruwali na linie jak jakieś pająki. Jednak… doszli. Żywi i zwycięzcy. Pokonali ten surowy szczyt w Ten-Szanie. Siedzieli teraz ponad sześć tysięcy i czterysta metrów nad poziomem morza. Patrzyli na morze gór wokół nich. Lśniły w jaksrawym, wysokogórskim słońcu jak diamenty. Weszli tutaj nową, wyjątkowo trudną drogą. Zrobili parę fotek, pojedynczo, we dwóch. Z Biało-Czerwoną i bez. Odpalili radiotelefon i powiadomili ludzi w bazie, że są na szczycie. Teraz muszą zejść i głeboko wierzą, że zejdą. Cali i zdrowi.
Człowiek może… może nie wszystko, ale… bardzo, bardzo wiele. Nawet, gdy jest dwa kilmetry granitu, marmuru i lodu w pionie. Sam w to średnio wierzę, ale wierzyć trzeba skoro ludzie robią takie rzeczy! I tego Wam i Sobie życzę w 2019 roku. Wejść na własne szczyty. Pokonać własne ściany.
Na fotce nr 1 – góry Tein-Szan, foto z Wiki. Na fotce – 2 – Tien-Szan po mojemu 😉
Wpis inspirowany tym filmem: https://www.youtube.com/watch?v=EIaY8KgmcaM

A co będzie pisane w nowym, 2019 roku? Ta moja amatorska publicystyka trochę mnie nudzi. Jak ktoś ciekawy co myślę na tematy „okołopolityczne” tematy to polecam:
https://chutornik.pl/category/thebeast/57-wybranych/
Teraz więcej będzie tekstów z działu, który dodałem do strony wczoraj:
https://chutornik.pl/category/thebeast/opowiadania-i-miniatury/
Uwaga – te stare opowiadanka nie były poprawiane. Zrobię to kiedyś tam.
Co nie oznacza, że nie bedą się pojawiały na stronie wpisy na temat geopolityki, historii czy społeczeństwa. Niestety jesteśmy zwierzetami stadnymi i musimy żyć ze sobą 😉
P.S.
Słusznie apeluje się o to by w Sylwka nie walić petardami od zmierzchu do świtu. Rezygnacja z pokazu fajerwerków to jednak (moim zdaniem) to przesada. Po za tym uważam, że każdy chłopiec w wieku 5-105 lat powinien, dla zdrowia psychicznego, raz w roku odpalić jakiegoś „Achtunga!” czy innego „Wulkana”. I zjeść potem zimne nóżki popijając (po 18-tce) setką wódki. 😀
Kijów w Nowy Rok