Noc w stepach
„Miło bracia miło
Miło bracia żyć!
Z naszym atamanem
Nie ma co się martwić nic!”
Kozacy śpiewali przy ogniskach starą pieśń stepową. Przy jednym z nich zasiadło dwóch atamanów. Potężnej postury Wasyl i drobny Iwan.
–No i na chuj nam to było. Na chuj wojowaliśmy z Kubańcami, Dońcami, Petlurą. Na chuj szliśmy na Krym. Pomagaliśmy najgorszym wrogom. Za cara ludzie nie umierali z głodu jak teraz. Lepszy Denikin niż Lenin.
Iwan postawił kołnierz kożucha. Noc była jeszcze zimna. Od wschodu wiał mroźny wiatr. Z kolei Wasylowi było nadal ciepło. Gruba skórzana kurtka, pasy z amunicją skrzyżowane na piersi i wielka papacha na głowie przydawały mu uroku stepowego wilka.
–Teraz trzeba bić bolszewików – drugi z komendantów wzruszył ramionami.
–Nie mamy już nic. Amunicji na jedną bitwę. Wasyl, nie mamy już prawie nic. Ani granatów, ani nabojów, ani pocisków do działa. Tropią nas. Nie widzisz tego?
–Wyrwaliśmy się z podwójnego pierścienia okrążenia. Zawsze się przedrzemy. Zawsze.
–No właśnie…
–Zdobędziemy broń szarżując. O! Szaszka zdobyta na Wilczych Łbach! A ta parabelka? Węgierska!
Wasyl mówiąc to bawił się zdobytym na CK Armii pistoletem. Widać było w jego dzikich oczach wiarę w sens dalszej walki. Wiarę w zwycięstwo.
–Wasylku! Ile można zdobywać na wrogu? Przegraliśmy tę wojnę…
–Nie przegraliśmy.
–Przegraliśmy, coraz więcej areoplanów nad głową. Niedługo tylko nocą będzie można się poruszać. Pociągi pancerne…
–Można wysadzać!
-Czym? Nie mamy już czym. Miałeś dwadzieścia taczanek, zostały ci dwie Wasyl. Dwie! I jeszcze amunicji na jeden bój.
Iwan jeszcze głębiej wbił głowę w kołnierz kożucha. Gdzieś w stepie zawyły wilki. Bojownicy śpiewali dalej. Znad ognisk niosło się szeroko.
Ataman wie dobrze i wybiera mądrze
Szwadronami w konie Zapomnieli o mnie wnet
Mają przydział doli Tej kozackiej woli
Mnie pylista ziemia, Rozpalony gorzki step
Miło bracia Miło
Miło bracia żyć
Z naszym atamanem
Nie ma co się martwić nic
Wasyl pogładził się po wąsach, w usta włożył papierosa, którego odpalił od żarzącego się kawałka drewna.
–Nie ma, nie ma. Iwan idee są żywe!
-Ideami dzieci nie nakarmisz. Ludzie z głodu umierają. Czyszczą wieś za wsią. Chutor po chutorze. A jak znajdą nabój mężczyźni z chaty pod mur. A pod chatę ogień.
–Tambow walczy. Za chwilę pół Rosji się zbuntuje. Kronsztad zdławiony, ale płomień rewolucji wybuchnie w innych miejscach.
–W Tambowie całe powiaty zamykają w obozach. Zdychają z głodu tam. A najmniejszy lasek pociskami z gazem. Gaz straszna broń. Ja raz dostałem chmurą zieloną.
–Ja też, na Wołyniu w 1916
–Ile już lat wojujesz Wasyl?
–A Iwanku będzie w lipcu szósty rok.
–I nie chce ci się już przestać?
–Nie. Walczę od osiemnastego za Baćkę Machnę, za Anarchię, za wolną Ukrainę, Ukrainę wolnego proletariatu, za wolny Świat. Wierzę w to. Bolszewiki to reakcja nie rewolucja. Rewolucja zwycięży i ich. Te skurwysyny to czerwony carat. Upadnie tak jak biały.
–Wasyl, mówisz jak politruk. Jakbyś na wiecu gadał hahaha. Przegnaliśmy grafów, pamieszczyków, burżujów i fabrykantów. Jedni panowie poszli w chuj, albo zjadły ich ryby w Dnieprze. Mamy drugich. Dziesięć razy gorszych. Za cara nikt z głodu nie zdychał jak teraz. Hahha.
Iwan zaśmiał się ponuro, popatrzył w ogień i ni to do kolegi ni to do siebie dodał powoli, spokojnie, wyraźnie.
-Wasylku przegraliśmy tę wojnę…
Znad ognisk niósł się dalej, ku gwiazdom, ponury i piękny śpiew anarchistycznych partyzantów.
Ech ta pierwsza kula Ech ta pierwsza kula
Ech ta pierwsza kula Koń się o nią potknął sam
Ech ta druga kula Ech ta druga kula
Ech ta druga kula co ją w sercu nosić mam
Miło bracia Miło
Miło bracia żyć
Z naszym atamanem
Nie ma co się martwić nic
Żonka się posmuci Za koleżką rzuci
Za innego pójdzie Pamięć o mnie przyćmi dal
Tej wolności szkoda gdy już się po niej rzeka szkli
Szkoda ostrej szabli Bułanego konia żal
Na fotce głównej – partyzanci Rewolucyjnej Powstańczej Armii Ukrainy.