Sirocco
Dudnił, smagał i grzał kolejny dzień. Jedni twierdzili, że to osławiony sirocco niosący pył znad arabskich i berberyjskich pustyń. Inni uważali, że to zwykły wiosenny suchowiej wiejący z południowej strony Karpat i od czarnomorskich stepów. Grzało w każdym bądź razie, smagało i dudniło. Dobrze, że przerwa była w cieniu.
Ja- Gorąco jak przy sianokosach. Wypił bym zimne piwo. Takie pszeniczne najlepiej. Pomogłoby.
D-Zupkę chmielową chłodzoną.
Ja-Tak, tak. Kurde, ale papierosów to nie wziąłem za dużo… Musze kupić sobie tytoń i maszynkę.
J-Kup sobie taką elektryczną.
Ja-A wiem, co wsadzasz bletki.
J-Nie, taka , że sama wszystko robi. Po żniwach taką se kupię. A ty po tytoń jedź do Błażowej. Tam sprzedają tanio.
Ja-A to jakaś kontrabanda z Ukrainy?
J-Nie, akcyzowany tytoń. Od polskiego rolnika. Normalnie w sklepie.
Ja-Dobrze wiedzieć. Dzięki.
W radiu ustawionym przez majstra-dekarza, który dłubał coś przy dachu, leciał właśnie „Wiatr zmian” Skorpionsów. Ładna ta wiosna. Tylko sucha strasznie. Niedobrze dla rolnictwa – pomyślałem. Przerwa zaczynała się kończyć. A wicher coraz mocniej kołysał zielonymi czubkami brzóz. Założyłem mokrą chustę z tygrysem, tą tenterską. Poszedłem zakurzyć. Do fajrantu zostało jeszcze kilka godzin.
