Chwile – z krańca do krańca cz.2

Bar przy dworcu w Przemyślu. Wrota Unii. Jedno z najstarszych, najpiękniej położonych, najbardziej zabytkowych miast w Polsce. I jedno z najszybciej się wyludniających.

Niskie Podkarpacie. Okolice Jarosławia z okien pociągu.

I smutno i wesoło. Generała Boruty-Spiechowicza. Rzeszów. 
Marszrutka z Naddniestrza, Wzorcowy Monopolista. A jednak jest sentyment też jakiś jest. Dworzec w Krośnie.

I Krosno. Malinowa. Spacer przed odlotem. Widok na Bajkowy Las i Góry Dzika.

Jasionka. Miły lot. Przegadany. Rozmowa zaczęła się od tradycyjnych rozmów o robotach, narzekań na polskie zarobki, motoryzacji. Skończyła na Smoleńsku, wojnie w Syrii, snajperach z Majdanu i relacjach Chiny-USA.

I już w Bristolu.
Bristol. W Kijowie nocą było ponad 27 stopni. Tu ściana deszczu, sztormowy wicher i o 17 stopni chłodniej. Bristol – miasto portowych tawern, rave-party i studenckich klubów. Na redzie u ujścia rzeki Avon stoją jachty, statki towarowe, łamacze wichrów, żaglowe fregaty. Mewy krzyczą nad nimi, pachnie solą, jodem, rybą i stejkami. Kiedyś portowe miasto żyło z handlu niewolnikami . Docierali tu z Afryki, stąd trafiali do Ameryki. Dziś, Podobnie jak Rzeszów Bristol jest miastem przemysłu lotniczego. Zresztą też przez samoloty własnie było kiedyś zburzone. By nie było wątpliwości – piloci tych samolotów mówili po niemiecku. Wracając do czarnych niewolników… rok temu na lotnisko podwoził mnie Uber-man. Z wyglądu Somalijczyk. Wesoły, zadowolony, wygadany. Ja byłem zaś zmęczony i niewyspany. Świat się zmienił w pewnych aspektach nie do poznania.
Dziś już w Nowym Rzepniku. Wróciłem z Como. Długi dzień, angielska pogoda. Powoli kładę się spać. Za oknem beczą owce i śpiewają ptaki. Europa przebyta z krańca do krańca. No dobra tu na zachodzie wiadomo, gdzie się kończy. 2 godziny jazdy autem osobowym z Nowego Rzepnika i jesteście nad Atlantykiem. Na północy też wiadomo – Morze Barentsa. Na południu – Morze Śródziemne. Gorzej na wschodzie. Tak, Wschód jest inny niż Zachód. Tu bardziej wszystko płynne, niedefiniowalne. Może koniec Europy to Ural i Kaukaz? Ale… jeśli Kaukaz to jego podnóża czy wododział? Co jednak zrobić z Gruzinami i Ormianami? Duża część z nich uważa się za Europejczyków. I historycznie, i kulturowo mają podstawy by tak twierdzić. A może takie miejsca jak Kaukaz i Bałkany to osobne mikrokontynenty? Europa kończy się na Uralu… A czy Rosja to Europa? Sami Moskale nie są zgodni. Jedni nazywają się Europejczykami, inni Euroazjatami jeszcze inni mówią o „Rosji-Wyspie”. Nie wiadomo więc gdzie na wschodzie kończy się ta Europa. Przyjmuję więc, że kończy się na zachodnich granicach Rosji (a jej granice są też płynne vide Krym). Kijów więc jest najdalej na wschód wysuniętą stolicą w Europie. Takiej pewnej. Na fotce – dworzec PKP w Rzeszowie. Foto z kwietnia.
