Słowo na niedzielę – trzy bitwy


Jakoś mi ta data, 11 lipiec 1943, siedzi ostatnio w głowie. Tematy wschodnie, ale nie aż tak daleko wschodnie. Kresowe, kozackie, sarmackie. Dziś off, a więc można zasiąść za klawiaturą. Przed wami drugi felietonik na tą niedzielę.

„Tam Sicz nasza Moskala bije!”

Niedawno minęła rocznica bitwy pod Konotopem. Podobnie jak rocznica Unii Lubelskiej była to rocznica okrągła, 360. Nie słyszeliście pewnie o tej bitwie. A szkoda bo to przykład zwycięstwa idealnego. Dowodził nimi były buntownik, najzdolniejszy współpracownik Chmielnickiego, hetman kozacki Iwan Wyhowski. Rok wcześniej podpisał z Rzeczpospolitą Unię. Rzeczpospolita Obojga Narodów stawała się Rzeczpospolitą Trojga Narodów. W godle obok Orła Białego i Litewskiej Pogoni umieszczono Archanioła Michała. Świętego Michała patrona Kijowa, Rusi i Kozaków Zaporoskich. Drugim wodzem sił koalicyjnych był chan krymski Mehmed IV Girej. 8 lipca 1659 roku siły kozacko-tatarskie rozgromiły doborową armię Carstwa Rosyjskiego dowodzoną przez kniazia Trubeckiego wspieraną przez prorosyjskich Zaporożców. Wyhowskiego wsparł też niewielki, ale elitarny, kontyngent jazdy pod wodzą Krzysztofa Łaski. Gdyby przenieść tą sytuację do czasów nam współczesnych. Wyobraźmy sobie, że armia ukraińska wspierana przez niewielki, ale świetnie wyszkoloną grupę operacyjną Wojska Polskiego rozgramia siły rosyjskie i rebelianckie w Donbasie. Oddziałami dowodzi osobiście prezydent Ukrainy. Brzmi fajnie no nie? Można żałować, że „nie dowodził nasz”. Dowodził, Wyhowski był w momencie bitwy wojskowym i politykiem na służbie Rzeczpospolitej.

Niestety o ile taktycznie pogrom wojsk rosyjskich był bardzo udany to finalnie z Unii w Hadziaczu nic nie wyszło, a wojna Rzeczpospolitą z Moskwą skończyła się dopiero w 1667. Utratą Kijowa i Lewobrzeża czyli terenów na wschód od Dniepru. Rozejm Andruszowski był pozornie remisem. W 1655 roku Moskale okupowali grabili Lublin i palili Wilno. Cofnęli się więc daleko na wschód. Z drugiej strony rok 1667 był przełomem. Od tej pory to Carstwo Rosyjskie górowało nad Rzeczpospolitą. Do tej pory było na odwrót. Można powiedzieć, że owo zawieszenie broni było takim „remisem ze wskazaniem na silniejszego”.

1920 – zwycięstwo i klęska.

Wiele lat temu leżałem w hamaku, w cieniu jabłonki. Otwarłem pierwsze strony „Nadberezyńców” i zanurzyłem się w zaginionym świecie Kresów Dalszych. Jest to napisana przez Floriana Czarnyszewicza, na poły autobiograficzna, powieść o losach szlachty zagrodowej znad Berezyny. Książka wspaniała, prawdziwy epos. Akcja powieści rozgrywa się między początkiem wieku XX a czasami wojny z bolszewikami. Dla nich, dla Lachów znad Berezyny, Bohu, Dniepru, traktat w Rydze kończący wojnę polsko-bolszewicką był klęską. I to klęską w sensie apokaliptycznym. W latach 1937-1938 rozstrzelano około połowy mężczyzn polskiego pochodzenia zamieszkujących ZSRR. Oni , mentalni obywatele dawnej Rzeczpospolitej, tę wojnę przegrali. Przegrał ją też ataman Petlura i generał Bułak-Bałachowicz. A Polacy z terenów II RP? I wygrali bo obronili niepodległość i uratowali się od bolszewizmu przynajmniej na jakiś czas. Uniknęliśmy tego co przeżywali w latach 30-tych XX wieku Ukraińcy, Kazachowie czy Górale z Północnego Kaukazu. Jednak, patrząc strategicznie, koncepcja federacyjna (https://chutornik.pl/2018/10/federacja-opcja-minmum/ ) była jedyną szansą na uniknięcie klęski z września 1939 roku i wszystkiego co później. Masakry w Piaśnicy, rzezi Woli, masowych egzekucji w Lasach Warzyckich, wołyńskich czerwonych nocy, Katynia, Auszwitz, Kołymy itd. itd. I tak o zwycięstwie z roku 1920 myślę. I victoria i klęska jednocześnie. Remis ze wskazaniem.

A i jeszcze taka ciekawostka. Autor „Nadberezyńców” był pra-stryjem Stevena Tylera lidera rockowej grupy Aerosmith 🙂

Mit niewykorzystanego zwycięstwa

O ile o Konotopie mało kto dziś pamięta, to o Grunwaldzie wie każdy. Ok, każdy kto kończył szkołę w XX wieku, bo dzisiejszych odpowiedzi młodzieży pewny nie jestem. W szkole uczono mnie, że „Polska nie wykorzystała zwycięstwa”. Jak to nie? W 1466 roku przejęliśmy zakonne terytoria. Jedne anektowaliśmy inne zostały lennem. Nie ważnie, że nie od razu, ważne, że skutecznie. Jagiełło nie zdobył w 1410 Malborka, ale czy miał techniczne możliwości? Krzyżacki system obronny to przecież dziesiątki zamków. Szturmy takich fortec to była sprawa skomplikowana i krwawa. Brać głodem? Wojska polsko-litewskie były armią konną. Długie epidemie to dezercje i epidemie we własnych szeregach. Najważniejsze, że 15.07.1410 roku doszło do strategicznego przesilenia. Teraz Kraków i Wilno było górą, a Malbork w defensywie. Niektórzy historycy twierdzą, że polski król z litewskiego rodu celowo sabotował oblężenie stolicy zakonnej. Zbyt szybkie zwycięstwo zbytnio by wzmocniło pozycję Korony w stosunku do Wielkiego Księstwa. Jeśli tak było… to dobrze. Dało to podwaliny pod kolejne Unie. „Równi z równymi, wolni z wolnymi”. I to jest dla mnie sens polskości. Dlatego też, z całym szacunkiem dla Dmowskiego i szeregu innych postaci związanych z Narodową Demokracją, uważam, ze ich wizja to takie wymyślanie polskości na nowo. Tak samo jak Francuzi podczas rewolucji z końca wieku XVIII chcieli wymyślić Francję na nowo. Lub najprościej Wielka Polska to Polska z Pogonią i Archaniołem Michałem w godle. Innej Wielkiej Polski nie ma.

Nowy Rzepnik. Hrabstwo Devon. 14.07.2019 r.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *