Słowo na niedzielę – Cztery Lwy cz.1
Miało być (gdy tylko Red. Tech. naprawi stronę) o Brytolach i Wielkiej Brytanii. Stronka zaczęła działać szybciej niż myślałem – https://chutornik.pl/2019/08/come-back/ Lecz trochę mi się nie chce teraz pisać o tym o czym obiecałem. Za dużo jej (Wielkiej Brytanii) i ich ( Brytoli ) wokół mam na co dzień. Będzie o Czterech Lwach, lub raczej o zwycięstwie i klęsce, odwadze i strachu, honorze i pragmatyzmie.
Lew Pierwszy
Piosenka pierwsza: https://www.youtube.com/watch?v=goDAOKMqflM
Był już koniec zimy, ale jeszcze trzymał solidny mróz, a warstwa śniegu grubą kołdrą okrywała podkarpackie pola i lasy. Na tyle gruba, że zdołałem ukryć się w zaspie. Przysypałem się śniegiem tak, że tylko oczy wystawały. Uważnie obserwowałem ulicę. Gdy zobaczyłem, że moi koledzy przeszli obok mojej „pozycji” wyskoczyłem gwałtownie z kryjówki i każdy dostał śnieżną kulą prosto w czapkę.
–Czeczeński snajper nigdy nie chybia – zarechotałem widząc efekt swego śnieżnego ostrzału.
Był luty 2000 roku, a ja w tym czasie fascynowałem się Kaukazem i toczącą się tam wojną. Może dlatego, że na tyle dobrze orientowałem się w historii by widzieć podobieństwa między ludami Kaukazu, a szczególnie Czeczenami i Polakami. Może też dlatego, że w szkolnych bójkach w tym czasie przeważnie przegrywałem. Rekompensowałem sobie to fantazjami o ulicznych walkach i górskich zasadzkach. Potem moja sympatia dla Czeczenów i innych kaukaskich narodów słabła. Zacząłem widzieć ich wady. Do dziś mam jednak ogromny szacunek dla Asłana Maschadowa. Asłan znaczy Lew. i ten eks-pułkownik Armii Radzieckiej faktycznie lwem był. To on, już jako generał w armii czeczeńskich separatystów, był mózgiem wojskowych operacji powstańców podczas „I czeczeńskiej”. To on zaplanował i prowadził obronę Groznego. Odwrotem w góry. Partyzancką wojnę zakończoną przejściem z powrotem do działań regularnych. Potem został prezydentem Czeczenii-Iczkerii. Prezydentem demokratycznym jak najbardziej i bardzo tragicznym. Nie nieudolnym, ale postawionym w sytuacji skrajnie nieprzyjaznej. Wbrew swojej woli. Nie był Dudajewem, walczył z Rosjanami bo Czeczenia ogłosiła niepodległość. Gdyby nie ogłosiła być może przeszedł by na emeryturę jako rosyjski pułkownik artylerii. Przyszło mu rządzić w kraju, w którym 40% zabudowy wiejskiej i 60% miejskiej przestało istnieć. W kraju, gdzie panoszą się radykalni dżihadyści, gangsterzy z prywatnymi armiami, w końcu bandy górskich zbójników. W którym nie wiadomo, kto jest agentem wroga, a kto tylko lubi chaos. A nad tym krajem wisiał wróg ludnościowo ponad sto razy większy, terytorialnie tysiąc. Wróg, który szykował się do kolejnej wojny, a ewentualne siłowe przywrócenie porządku przez Maschadowa potraktował by natychmiast jako pretekst do interwencji. Był między młotem i kowadłem. Także później, gdy wybrał inną drogę niż jego druhowie z poprzedniej wojny – Szamil Basajew i Ahmad Kadyrow. Wybrał drogę moralnie najuczciwszą. I zginął jak żył. Jak kaukaski rycerz – dżygit. Słuszne imię wybrali rodzice dla swego syna. Czy jednak trzymając się do końca ścieżki honorowego oficera nie popełnił błędu? Czy nie warto poświęcić honoru dla zwycięstwa? Bo w pewnym sensie wojny czeczeńskie miały tylko dwóch zwycięzców. Nie była to ani Rosja do końca, ani Czeczenia. Zwycięzcami tych wojen jest Władymir Putin, którego wyniosły do tronu. I Razman Kadyrow, syn Ahmada, udzielny chan w Groznym. A więc w jakiś sposób i Rosjanie i Czeczenii ją wygrali. Federacja Rosyjska zachowała integralność, ale Rosjan, ani ich praw właściwie w Czeczenii nie ma. Tylko czy takie zwycięstwo, gdy w szkołach uczą dzieci czeczeńskie, że Maschadow był terrorystą i bandytą z gór, jest prawdziwym zwycięstwem?
Lew Drugi
Piosenka druga: https://www.youtube.com/watch?v=n6u-DZWsglE
Alija Izetbegović to raczej, używając nomenklatury słynnego teoretyka, Lis niż Lew. Był niezwykle sprytny podczas kilku wojen, które toczył jednocześnie. Pierwszą była wielka wojna Słoweńców (przez kilka dni), Chorwatów i Boszniaków (przez kilka lat) z Serbami i po części Czarnogórcami. Alija potrafił zmontować przedziwną koalicję. Jesienią roku 1995 pozycje serbskie szturmowane były przez wojowników dżihadu z muzułmańskich krajów, bombardowane przez samoloty amerykańskie, brytyjskie i francuskie. Już od wiosny tego roku Boszniacy i Chorwaci atakowali nieustannie. Ramię w ramię. Ofensywa po ofensywie. Spychali wojska serbskich republik rebelianckich. Choć jeszcze niedawno strzelali do siebie, gwałcili sobie nawzajem kobiety i palili wsie. Wojna chorwacko-boszniacka to ta druga, którą musiał prowadzić. A trzecia wojna Aliji to była wojna oblężonego Sarajewa z „Pastuchami z Gór”. Nie wiem jak prezydent Bośni i Hercegowiny patrzył na to, że jednym z komendantów obrony miasta był Serb. Urodzony w Belgardzie, eks-oficer komunistycznej JNA, Jovan Divjak. Izetbegović był bowiem, a jakże, nacjonalistą Boszniackim. Nie mniej był pragmatykiem. Ważne było zwycięstwo. Nie wiem jak gorliwy muzułmanin, właściwie dżihadysta w garniturze patrzył na wybory Miss Sarajewa. Ważne było, że te dziewczyny w kusych strojach pomagały w zwycięstwie. I to równie mocno jak dostawy broni. A broń brał od kogo się dało. Od Amerykanów, Niemców, Francuzów, Brytyjczyków, Irańczyków, Saudów, międzynarodowych gangów i dżihadystycznej międzynarodówki. Wygrał wojnę, choć zaczynał ją z armią powstałą z paramilitarnych ugrupowań, wiejskich samoobron i uzbrojonych w co się da mieszkańców miast. Kończył mając pod swoją komendą 200 tysięcy „ratników”. Dobrze uzbrojonych i wyposażonych. Dla porównania polskie Wojska Lądowe to dziś ok. 50 tysięcy „bagnetów”. Odniósł zwycięstwo dowodząc z oblężonego miasta, na które w szczytowym momencie ostrzału spadało ok. 2500 rakiet, granatów i pocisków dziennie. A on był w tym mieście celem nr 1. Być może to on nakazał ostrzelać Sarajewski bazar by sprowokować czekaną od lat interwencję NATO. Być może istniał naprawdę tajny układ Izetbegović-Clinton. Układ potworny – jeśli Srebrenica padnie i Serbowie urządzą tam rzeź to Amerykanie zaczną powietrzną ofensywę. Tego pewnie nigdy się nie dowiemy. Wiemy, że ocalił swój mały naród od klęski. Od losu narodu uchodźców. Choć kosztem straszliwych ofiar i straszliwego wysiłku. Choć powojenna Bośnia i Hercegowina jest tworem dziwnym, podobnym jak Kosowo. Mimo wszystko dokonał wielkich rzeczy. Na swój sposób był Lwem. Czasem Lew musi być bardziej Lisem.

Pierwsza wojenna zima w Sarajewie. Cywile szykują opał. Na głównej – walki o Grozne. Styczeń 1995 r. Źródło – Wikipedia.
Więcej o najnowszej (i tej starszej) historii Kaukazu i Bałkanów możecie przeczytać tutaj: https://chutornik.pl/category/gawedy-i-dumy/kaukaz/ oraz tutaj: https://chutornik.pl/category/gawedy-i-dumy/na-poludnie-od-cergowej/ .
C.D.N.
P.S.
75 lat temu od kuli snajpera poległ Krzysztof Kamil Baczyński. W tym samym czasie trwała rzeź Woli. Czy było warto? Być może, a nie wiem na pewno, tak: https://chutornik.pl/2017/09/gdyby-isc-znow-na-moskwe-wersja-1/ , https://chutornik.pl/2015/08/a-jak-by-mogo-byc-czy-mogo-nie-byc-i/
Też tak myślę, może następny felieton napisać właśnie o tym? Nigdy mało tego tematu w sierpniu.
Nowy Rzepnik. Hrabstwo Devon. 04.08. 2019 r.