Cicho przyszli, cicho poszli
Obudził go brat.
–Wstawaj, wstawaj. Partyzanci poszli.
-Ale kiedy? Kiedy?
–Nie wiem, wujek mówi, że jak poszliśmy spać.
-Mogli się pożegnać.
–A to przecież partyzanci. Oni cicho przychodzą i cicho odchodzą.
-A gdzie poszli?
–Ale ty głupi jesteś. Partyzanci to partyzanci. Nie mówią, gdzie i po co.
-Sam jesteś głupi.
–Bo ci przywalę!
-Przywal!
I zaczęła się bitka. Antek uderzył Mateusza prosto w nos. Ile miał siły w ośmioletniej ręce. Mati zalał się krwią, zapłakał, ale nie kapitulował. Zaczął kontratakować.
–Walcz! Walcz! Nie bądź miętki! Jesteś partyzantem! Dopingował go brat.
Kotłowanie na dywanie trwało jeszcze chwilę, tak długo, aż chłopcy mieli dość.
–Zgoda? Antek wyciągnął rękę.
-Zgoda! Ale pokażesz mi ten spalony pociąg?
–Tam miny.
-Z daleka.
–Może, a na pewno pokaże ci coś ciekawszego.
-A co?
–Nóż szturmowy.
-Partyzancki? Matiemu zaświeciły się oczy.
–Tak, i z nim list…
-Jaki list?
–Od Krzysia.
-Krzysia? Krzysia naszego?
–Tak, żyje i miewa się dobrze. Też jest partyzantem. List dali wujkowi, ale i dla nas napisał. Dostał Krzyż Walecznych.
-Krzyż Walecznych!!! Mati się zachwycił. Zabłyszczały oczy. A gdzie poszli partyzanci? Zapytał, gdy ochłonął z wrażenia.
–Jak to gdzie? W las! Mgła, sypie śnieg. Dobra pogoda dla wilków i dla partyzantów!
Za oknem sypał śnieg. Był 22 styczeń 2031. „Partyzanci” należeli do Plutonu Ryś – 7. Jednego z 8 grup komandosów zrzuconych dwa dni wcześniej w rejonie Łomży i Ostrołęki. Szli, a raczej jechali na nartach na rajd, na głębokie tyły rosyjskie. Zagon miał na celu szarpać ruch kolejowy, a nade wszystko poprawiać morale lokalnych partyzantów.
Ot taką katastroficzną imaginację mam ostatnio. Choć czy katastroficzne? Świat stanął na głowie. Może katastrofa wywróci go z powrotem na nogi?