Słowo na niedzielę – o zdradzie i o prawdzie
Na zimno…
Wszystkim uczciwym ludziom na świecie zrobiło się ostatnio przykro, gdy usłyszeli lub przeczytali o amerykańskiej zdradzie. Zdrada w polityce jest inna niż w relacjach między zwykłymi ludźmi. Ta druga jest przeważnie gorąca. Ludzie zdradzają się, gdy hormony wywołują wściekłe gorąco w ciele, lub gdy stosik pieniędzy tak rozpala głowę, że ta spala więzy rodzinne i stare przyjaźnie. Zdrada polityczna jest zwykle inna. Chłodna, wyrachowana, wynikająca często z surowych praw wojny i dyplomacji. Nieunikniona przeważnie.
I właśnie zdrada sojuszników SDF-u ( Syryjskich Sił Demokratycznych – https://chutornik.pl/2019/02/rozawa-walczaca-ciekawy-reportaz/ ) wydawała się od dawna nieunikniona. Zapowiadano ją, po cichu, z swego rodzaju wstydem. Turcja to wszak kluczowe dla Amerykanów państwo w ich światowych rozgrywkach. Kurdowie z Syrii to zaś sojusznicy mniejszego znaczenia. Dokładnie tak samo było z Polakami podczas II wojny światowej. Byli potrzebni, ale Armia Czerwona była potrzebna bardziej. Przyzwyczajcie swoje umysły do tej prawdy. Sojuszników się zdradza. My też przecież zdradzaliśmy. Na przykład w 1921 roku w Rydze. Mieliśmy inne wyjście? Niestety nie.
Oczywiście można się zastanawiać czy Trump nie mógł zrobić więcej by powstrzymać turecką inwazję. Przecież ta ofensywa to nie tylko straszna propagandowa porażka Waszyngtonu, ale i realny polityczno-militarny sukces Asada i Putina. To do nich o protektorat zwróciła się nieszczęsna, bohaterska Rożawa. Nie wiemy tego. Prawdopodobnie Erdogan postraszył ich dość mocno. Chiny, Rosja, Iran jest wiele państw z którymi Turcja może współpracować lepiej niż z USA. Z pewnością była to zdrada przemyślana, zdrada bez emocji.

Kurdystan górzysty. Góry Zagros w Iranie. Fotka z Wiki.
Prawda Kurdów, Prawda Turków
Teraz popatrzmy na Turcję. Turcy nie mogli nie starać się nie zniszczyć Rożawy. Gdyby nie starali się wysłać tam swoich czołgów i śmigłowców (wkraczali tam zresztą już nie raz o czym parę razy pisałem na „Chutorniku”) to… zdradzili by samych siebie. Trzonem SDF jest bowiem YPG. A YPG to militarno-polityczne dziecko PPK. Przekładając na język zrozumiały: kurdyjskie milicje walczące bohatersko z Państwem Islamskim wywodzą się z działającej w Turcji Partii Pracujących Kurdystanu. Też z eks-terrorystów się wywodzą. Bo owa partia prowadziła długą partyzancko-terrorystyczną wojnę z rządem w Ankarze. Brutalną, podstępną, bezlitosną. Turcy mają swoją prawdę – nie mogą doprowadzić do oderwania tureckiej części Kurdystanu. Rożawa w Syrii może zaś być rozsadnikiem takiego procesu. Kurdów z Iraku nie ruszają bo po pierwsze nie mogą, po drugie tamci im nie zagrażają. Turcy mają swoją prawdę, a Kurdowie swoją. Obie strony mają rację. Tyle, państwo tych pierwszych to było zawsze regionalne mocarstwo (a przez pewien czas światowe). Kurdowie nie mają zaś państwa w ogóle. Dlatego „Wysoka Porta” ma przewagę. Turecka prawda nie zwycięża dlatego, że jest prawdziwsza. Zwycięża bo ma lepszą broń i więcej bagnetów. Ma więcej dronów i samoloty, których Kurdowie nie mają w ogóle. Na płaskim jak stół terenie dzielni powstańcy zostaną rozjechani… Tam gdzie nie zdążą nadejść ich nowi protektorzy – rząd syryjski i Rosjanie. Turcy w Autonomicznej Administracji Północnej i Wschodniej Syrii (oficjalna nazwa Rożawy) nie nie będą mieli trudno pod względem militarnym choć oczywiście miejska partyzantka będzie dokuczliwa. Co innego, gdyby odżyło kurdyjskie powstanie w samej Turcji. Tam góry, góry najlepszy dom partyzantów i tego właśnie sułtan-prezydent się boi. Trzeba go rozumieć. Na jego miejscu też bym kazał spacyfikować to zagrożenie.
Nowy Polski Wrzesień?
Wiele osób w Polsce pomyślało – nas pewnie też zdradzą, już nie raz to robili. Może tak być. Owszem. Mogą nas przehandlować. Za co? Choćby za sojusz z Moskwą przeciw Pekinowi. I tak kiedyś może być. Trzeba jednak pamiętać, że Rożawa to federacja powstańczych republik, a Polska to państwo będące członkiem NATO od dwudziestu lat. Nie o to Amerykanie stracili podczas zimnowojennych wojen ok. 120 000 poległych by łatwo oddać strefę wpływów, którą wtedy wywalczyli. Jak będzie – tego nie wiemy.
Na głównym obrazku – żołnierze południowowietnamscy podczas bitwy pod An Loc w 1972 r. ( https://chutornik.pl/2018/07/przerwac-aorte-wietkongu-cz-8/ ). Trzy lata później zostali porzuceni przez sojusznika… Źródło fotki – wikipedia.
Piaseczno. 16.10.2019 r.