Słowo na niedzielę – coś w rodzaju reportażu
Jakoś mało ostatnio piszę na stronie. Piszę co innego. Konkretny reportaż. Zbiór reportaży. O tyntach. Krążył ten pomysł w mojej głowie od dawna. Doszedłem w końcu do wniosku, że nie jest głupi. Warto go zrealizować. Piszę jako tako skoro „poważne gazety” publikowały moje artykuły (lub pisane w spółce) i to do tego głównie reportaże. Tenty to zaś temat-samograj. Jest tu i przygoda i anegdota i socjologia. Tylko jak to ugryźć? Musi być tak nie za długo, ani nie za krótko. Napisać dużo, ale nie napisać wszystkiego.
Więc na razie powoli piszę. Później zacznie się wielkie wycinanie, poprawianie, redagowanie. W pisaniu najważniejsza jest umiejętność wycinania. To jak pielęgnacja roślin. Trzeba przycinać. Mi często żal bo lubię zdziczałe ogrody i krzaki miejskie. Stąd m.in chaos na tej stronie nad którym ciężko zapanować. Druga ważna umiejętność to poprawianie. Ortografia i stylistyka wiadomo. Trzeba odpicować. Poza tym moje pięty sokratesowe (albo achillesowe – w szkole nie byłem prymasem) czyli interpunkcja i literówki. To jak zwalczanie chwastów. Zawsze jakiś wyrośnie, ale walczyć trzeba. Później redakcja. Musi być jakaś myśl przewodnia, jakaś oś. Coś co spoi i złączy wszystkie zawarte w tych wspomnieniach historie. Co z tym zrobię? Się okaże. Piszę dla siebie i dla moich towarzyszy. Jako hobby. Może ktoś to wyda. Zobaczymy.
P.S.
Na fejsbukowej filii ruch dość spory. Jeśli jeszcze nie byliście to sprawdźcie sami: https://www.facebook.com/Chutornik-z-dorzecza-Wis%C5%82oka-733039423393752/
Piaseczno. 13.11.2019 r.


