Stary wstęp – czyli co poeta miał na myśli jesienią 2018r.
Ostatnio prof
Pisać lubiłem zawsze. By jednak pisać najpierw należy oglądać, czytać i słuchać. Pisanie jest to, jak sądzę, nic innego jak tylko przelewanie na papier (papirus, ścianę jaskini, stronę internetową) swojej wyobraźni. Do jej rozwoju potrzebne są te trzy czynniki. Tak więc pierwsze patrzyłem. Na las nad Wisłokiem. Na wieżę Fary w Krośnie. Na iskrzący się śnieg na Wierzchgórze. I słuchałem. O Banderze co siedzi w lesie na Kamieniu. O Krzyżakach, Tatarach, utopcach, duchach żołnierzy z „Doliny Śmierci„, spotkaniu Pana Jezusa ze zbójem itd. itd. Jakoś katiusze mi utkwiły. Koniec lata 1944, noc i z „okienka” schronu wykopanego w ogrodzie widać na nocnym niebie salwy. Złote warkocze ognia rozcinają granat letniej nocy. I słychać gwizd – „psił, psił, psił !!!!„. Dudni bas haubic, świszczą moździerze. A potem chwila ciszy i tą ciszę rozrywa ryk silników czołgowych. Słychać gromkie „Urrrrra!!!! Za Rodinu!! Za Stalinaaa!!!” Wyobraźnia się rozbudowywała. Często z Redaktorem Technicznym odtwarzaliśmy dawne bitwy, albo udawaliśmy odkrywców, marynarzy, piratów, alpinistów. Taka wyobraźnia przedpiśmienna.
W podstawówce rysowałem komiksy o przygodach polskich podróżników, robiłem zielniki i prowadziłem „dziennik pogody„. Czytałem coraz więcej. „Pożogę„, „Tajemniczą wyprawę Tomka„, „Białego Kła„, „I Bóg o nas zapomniał„, „Łuny w Bieszczadach„. Szczególnie lubiłem publiczną bibliotekę w Turaszówce. Przeważnie wracałem ze szkoły do domu razem z sąsiadem Marcinkiem. Miło było zrobić sobie przerwę w marszu w ciepłej sali pachnącej farbą drukarską. Szczególnie jesienią i zimą. Gdy za oknem szalała wichura z deszczem, albo policzki gryzł mróz. W gimnazjum (należałem do pierwszego rocznika jego „ofiar„) z kolei wysyłałem prace na konkursy historyczne i czasem nawet wygrywałem. Jedną to nawet na maszynie napisałem więc mogę chyba powiedzieć, że jestem „prawdziwym pisarzem” 😉 Rzecz jasna większą satysfakcję dawały mi wygrane bójki i uśmiech gimnazjalnej bogini. Takie to były czasy. Nie wiem czy chłopcy nadal się „pojedynkują”. Chyba to już tylko wspomnienie zamierzchłych, „barbarzyńskich” czasów. Potem poszedłem do „Elektryka„. I zacząłem pisać wiersze. Najczęściej były to erotyki inspirowane koleżanką z klasy i muzyką zespołu „Maanam” odtwarzanej z kasety magnetofonowej. Bo wtedy jeszcze kasety do magentofonu były w użytku dość powszechnym. Erotyki których zresztą rzeczona szkolna miłość nigdy nie zobaczyła. Może i dobrze. Jak to bywa z miłosnymi wierszami nastolatków przeważnie były okrutnie grafomańskie. Lepiej udawały się wiersze na tematy historyczne. Jednej jesieni udał mi się szczególnie jeden wiersz – o Warłamie Szałamowie. Dość ponura była ta moja wyobraźnia.
Czy te lata spędzone nad Wisłokiem i Jasiołką miały wpływ na tą stronę? Oczywiście. Bez nich w ogóle by nie powstała. Jak już pisałem, gdy byłem w podstawówce miałem taki kalendarz biurowy. Taką „Silvę Rerum„. Na nudnych lekcjach zapisywałem tam pogodę, rysowałem, albo robiłem przeróżne notatki. Ta strona to właśnie taki kalendarz. Mówią, że mężczyźni są wiecznymi chłopcami. Pewnego dnia, jakoś na przedwiośniu ów kalendarz wypadł mi z plecaka. Nieszczęśliwie się złożyło, że akurat wprost do Wisłoka. Bardzo mi było smutno z tego powodu. Ta stronka to taki nowy kalendarz tyle, że wirtualny. Znów mam swój kalendarzyk. Choć cały czas mam takie natręctwo, taką wizję, że będzie jakaś burza na słońcu czy atak hakerski na gigantyczną skalę i cały internet „szlag jasny trafi, pieruny siarczyste łogniste„. Pewnie tak nie będzie, a ta myśl to tęsknota za papierem.
Szkolne ławy opuściłem wiosną 2005 roku. Piękną jesienią zacząłem moją krakowską przygodę. Co tam robiłem? Wincentego Witosa zapytano kiedyś co robił w wiedeńskim parlamencie. Odpowiedział – „Nic żem tam nie robił, ale com się nauczył tom się nauczył”. Mój paroletni pobyt pod Wawelem był nieco podobny do pobytu przywódcy Ludowców w stolicy Austro-Węgier. Na pewno spotkałem tam wiele ciekawych ludzi. Z częścią z nich mam kontakt do dziś. Mniejszy i większy. Inni rozpłynęli się w historii życia. Nauczyłem się w Krakowie „mowy ruskiej”. Przeżyłem wiele inspirujących przygód. Czasem tak dziwnych, że aż nie mogę uwierzyć, w ich prawdziwość. Były wielkie zakochania i wielkie zawody miłosne. Gdybym miał cofnąć czas pewnie niektóre rzeczy zrobił bym inaczej. Pozostały wspomnienia. Ulice… Basztowa, Grudziądzka, Radzikowskiego, Halicka, Krupnicza, Ingardena, Piłsudskiego, Sobieskiego, Karmelicka, Ksiecia Józefa, Polnych Kwiatów, Sarego, Garbarska, Wielopole, Felicjanek, Bonerowska. Akademiki a jakże też. Żaczek, Nawojka, Filutek.
Wszystko zmieniło się między jesienią 2011 a wiosną 2012 roku. Jesień była bardzo słoneczna. Intensywna zarówno pod względem kolorystycznym jak i pełna porywów namiętności. Potrzebowałem jakoś wyrazić moje uczucia. I tak powstały pierwsze od lat wiersze. Nie były może najlepsze, przypominały twórczość zadurzonych nastolatków. Od czegość jednak trzeba zacząć – https://chutornik.pl/2015/05/bedac-w-tym-nurcie-dietlowskie-ix-xii/
Potem przyszła Swego rodzaju iluminacja polityczna. Była połowa stycznia i nadeszła opóźniona zima. A w raz z mrozem masowe protesty przeciwko tzw. ACTA. Rzecz jasna jak większość protestujących niewiele wiedziałem o tym akcie, ale dopiero wtedy załapałem, że żyłem przez kilka lat w bańce propagandowej. Pamiętam dzień wielkiej demonstracji. Był wieczór i tłumy płynące pod Wawelem sprawiały majestatyczne wrażenie. Stanąłem na stoku wawelskiego wzgórza i patrzyłem na przechodzące dołem masy ludzi. Wiał zimny wiatr i zaczynał sypać śnieg. Zaczynała się zima. Z tym wiatrem znikła moja paroletnia obojętność na sprawy obywatelskie. Przestała mi się podobać III RP. Zacząłem się zastanawiać czy aby na pewno katastrofa 10.04.2010 r. była zwykłym wypadkiem. Zaczęły mi przychodzić do głowy różne pomysły. Może portal? Blog? A może pirackie radio? Na razie były to tylko fantazje.
Później jakoś zawiesiłem te pomysły. Pisałem czasem wiersze. Prowadziłem też „działalność publicystyczną” w tzw. sojszjalmediach. W pewnym momencie zaczęło mi to trochę ciążyć. Zasypywałem fejsbuka postami. Wdawałem się w polemiki. Czasem trwające wiele dni z rzędu. Szczytem tej internetowej partyzantki był okres rewolucji na Ukrainie zimą 2013/2014. Z początku podchodziłem do niej sceptycznie. Uważałem, że jest taką samą ruchawką jak poprzednia. Po krwawych starciach z końca stycznia 2014 r. ogarnął mnie zapał powstańczo-prometejski podżegany przez korespondentów „Gazety Polskiej„. Sam miałem wielki zapał by samemu jechać do Kijowa. W sumie nie do końca wiedziałem po co. Może żeby zobaczyć jak to wygląda naprawdę? Może żeby brać udział w powstaniu przeciwko „skrzyżowaniu Tuska z Łukaszenką„? Ostatecznie zanim się wybrałem nad Dniepr rewolucja się skończyła. Nie pojechałem… Bałem się jednak i to nie tyle pałek Berkuta, co reakcji mojej niedoszłej (na szczęście) teściowej. Wyżywałem się więc na fejsbuku pisząc posty, wdając się w polemiki. Głosząc „rewolucyjną” propagandę. Teraz sam się z tego śmieje. Moja internetowe „kozactwo” sprawiło jednak, że kilkoro moich przyjaciół zwróciło mi słuszną uwagę, że „spamuje soszjal-media„. I wtedy znów zaświtała myśl o blogu. „Będę mógł sobie pisać, a kto będzie chciał dowiedzieć się co myślę na aktualne tematy wejdzie na niego i poczyta” – pomyślałem . Klarować zaczęła się zimą 2014/2015 roku. Miałem wtedy praktyki konieczne dla ukończenia kursu pedagogicznego. Jako, że posiadałem spory zapas funtów z miłą chęcią sobie przedłużyłem znacznie pobyt w szkole. Była to bowiem ta sama szkoła, którą ukończyłem w 2005 roku. Z Brodaczem, swoim wychowawcą z czasów licealnych prowadziłem na długich przerwach dysputy o historii i polityce. Tej zimy zaczęły klarować się moje poglądy. W formie dojrzałej a nie dziecinnej. Przypomniałem sobie szereg zapomnianych słów takich jak „chadecja” czy „prawa pracownicze„. Rewidowałem wiele swoich przekonań o państwie, polityce, gospodarce itp. Wiosną 2015 r. wystartowałem z pierwszym Chutornikiem.
Blog się rozwijał. W międzyczasie Katia – Dzika Róża nauczyła mnie podstaw redakcji i pokazała wiele innych dziennikarskich sztuczek. Razem napisaliśmy parę fajnych artykułów w bardzo solidnych czasopismach tygodniku „Tyżdeń” i dwumiesięczniku „New Eastern Europe„. Pisywałem też na portalu „Animator Kultury” ( tu podziękowania dla Piotrka z Babicy i Naczelnego portalu). Moich tekstów możecie szukać tutaj: https://chutornik.pl/category/aneks-linki/moje-teksty-w-prasie/
Blog rozrastał się do monstrualnych rozmiarów. Liczba postów przekroczyła 500 i 1000. Powodowało to oczywiście szereg skutków ubocznych. Wpisy bywały niechlujne, źle zredagowane. Pełne literówek, błędów stylistycznych, a czasem ordynarnych ortografów. Nie przejmowałem się zasadą „czasem mniej znaczy więcej”. Potrzebowałem pisać. Blog był moją psychoterapią. Moim lepszym alter ego. W końcu jednak masa krytyczna została przekroczona. I tak powstała ta strona. Pomysł na nią pojawił się już jesienią 2017 roku – https://chutornik.pl/2017/10/a-moze-stronka/ Później już na przedzimiu pracowicie posegregowałem linki do wpisów w kategorie tematyczne – https://chutornik.pl/2017/11/na-grudzien-i-na-2018/ W lutym Redaktor Techniczny przetransportował wszystkie posty na stronę, którą czytacie. A ja już poszeregowałem w kategorie tematyczne: https://chutornik.pl/2018/02/tak-tworzy-sie-stronke/
W kwietniu napisałem ostatniego jak dotąd posta na starym blogu: http://chutornik.blogspot.com/2018/03/wesoych-swiat.html
Potem znów się rozkręciłem i czasem miałem wrażenie, że nie mam pomysłu „co dalej?” i „jak dalej?” – https://chutornik.pl/2018/04/trzy-lata-mija/ Czasem chciałem rzucić w cholerę tę stronę – https://chutornik.pl/2018/05/cos-tam/ A czasem po prostu nie miałem czasu – https://chutornik.pl/2018/07/pisze-sie-pisze/Lub, na przykład, miałem dość pisania o polityce – https://chutornik.pl/2018/09/zreszta/ A jednak zawsze wracam do tego pisania –https://chutornik.pl/2018/11/piesn-uszla-calo/
Myślę co z nią dalej robić. Dodać jakieś nowe kategorie tematyczne? Być może w przyszłości. Na razie powoli poprawiam i przeredagowuje. Zrobiłem też trochę zrzutów ekranu na wypadek, gdyby Putin odłączył internet 😉 Popracować też muszę nad pozycjonowaniem strony bo wiem, że nie jest ją prosto znaleźć w „guglu„. I oczywiście nad promocją. Pamiętam jak dostałem pierwsze w życiu pieniądze za teksy. Fajne uczucie i mogło by pojawiać się częściej w moim życiu.
Resztę znajdziecie już na stronie. Parę informacji i porad:
- Kwestia praw autorskich. Zdjęcia najczęściej są moje. Często jednak korzystam z zasobów Wikipedii (domena publiczna i licencja creativecommons). Nie zawsze o tym wspominam, choć staram się uzupełniać te informacje. Każdy, kto chce może szybko sprawdzić skąd wziąłem fotkę czy obrazek.
- Wiem, że artysta-fotografik ze mnie nie jest 😉 Zdjęcia mają jednak charakter ilustracyjny. Stronka to też trochę moje lepsze alter ego, zwierciadło duszy. Więc wrzucam fotki, które mają dla mnie wartość sentymentalną mimo, że nie zawsze są udane pod względem reguł rzemiosła (eufemistycznie rzecz ujmując).
- Mimo, że jestem „mgieerem” z historii i mam sporą wiedzę proszę nie traktować postów z działu „Gawędy i Dumy” jako artykuły naukowe. Nazwał bym to raczej publicystyką historyczną i historiozoficzną oraz popularyzatorstwem. Dlatego własnie dałem temu działowi tytuł „Gawędy i Dumy„.
- Moje poglądy na wiele spraw i wydarzeń ewoluują. Czasem może być tak, że moja opinia o jakiejś postaci czy wydarzeniu w poście z 2015 r. będzie inna niż w 2018 r.
- Obecnie (październik 2018 r.) czuję, że w końcu straciłem ten pęd do nieustannego tworzenia. I dobrze… Postów będzie w końcu mniej. Za to zajmę się teraz redagowaniem, poprawianiem i szlifowaniem tego co już napisałem. Jednakże nie mam zamiaru zmieniać ich ogólnego sensu. Jeśli na jakąś sprawę miałem w 2015 roku pogląd taki a dziś uważam inaczej to nie będę zmieniał post factum swoich opinii. Aczkolwiek mogę dodać „postcriptum po redakcji„
- Strona jest wielotematyczna. Ma charakter „sylvy” jakie tworzyli dawni szlachcice w barokowej Rzeczpospolitej. Podoba mi się ta formuła.
- Jesienią 2018 r. zadałem sobie trud by wybrać najbardziej reprezentatywne wpisy, które powstały pomiędzy III 2015 a X 2018 r. Znajdziecie je tutaj: https://chutornik.pl/category/thebeast/
- Poza kategoriami, które można znaleźć w menu jest jeszcze 728 wpisów. Można je odszukać w dziale „Archiwum„.
- Wpisy na stronie tworzy Redaktor Naczelny. Jego poglądy i opinie nie zawsze są tożsame z opiniami Redaktora Technicznego.
- W pierwszej fali desantu (tj. redagowania i poprawiania) zająłem się wpisami z podkategorii – https://chutornik.pl/category/thebeast/57-wybranych/ . Inne będą poprawiane i redagowane w miarę czasu i chęci.
- Oczywiście dla jednych mogę wydać „lewicowy” – https://chutornik.pl/2017/03/alternatywa-dla-rzek/
- Inni mogą uznać mnie za „faszystę” – https://chutornik.pl/2018/03/reedukacja-zuzy/
- A naprawdę jestem „symetrystą„. Generalnie wyznaję zasadę, że na to Bóg dał człowiekowi rozum, żeby go używał.
- Postaram się by najlepsze wpisy były dostępne w formacie PDF.
- Pytania, uwagi i sugestie proszę kierować na adres: [email protected]
