Słowo na niedzielę – pod starym dębem
Na starym dębie w Lesie Chojnowskim wisi powstańcza kapliczka. Jedna z setek upamiętnień wojny 1863-1864 rozsianych od Żmudzi po Galicję. My wszyscy z nich. Przegrane powstanie dało impuls potrzebny do zrozumienia, że nie wystarczą żarliwe manifesty i kosy przekuwane „na sztorc„. Trzeba polskich szkół, trzeba polskiego kapitału, trzeba dużo pracy wśród ludu. Mimo to niemal spontaniczny bunt, „zamieszki przeniesione do lasów”, imponuje właśnie organizacją. Polacy i Litwini stworzyli sprawnie działające podziemne państwo. Z pieczęciami, kancelariami, wywiadem, policją, sądami i administracją do poziomu powiatu włącznie. Zaczynali „idąc w bój bez broni” – dwa lata walczyli z największą chyba armią Europy ówczesnej. Via Galicja płynęła dla partyzanckiej armii nowoczesna broń. Szli też ochotnicy. Polacy z innych zaborów i emigracji. Lecz nie tylko Francuzi, Włosi, Szwajcarzy, Węgrzy i inni. W szeregi partyzanckie dezerterowali też carscy żołnierze i oficerowie. W Paryżu, Londynie, Wiedniu lobbowano za zbrojną interwencją. Z walką naszą sympatyzował Bakunin, Marks i bł. Pius IX. Tyle osiągnęliśmy nie mając nic.
I nie raz tak bywało! Łokietek zjednoczył rozbite państwo choć były okresy kiedy ukrywał się po jaskiniach jak zbój. Dało się. Później patrzmy, ot – jesień 1655. Jedną cześć Rzeczpospolitej kontroluje armia szwedzka. Najlepsza w ówczesnym świecie. Drugą ogromna i całkiem nowoczesna armia moskiewska oraz rebelianci Chmielnickiego. Wydaje się, że to koniec. I nie był to koniec. Podobnie końcem nie była jesień 1794 roku. W 1806 roku Polska zmartwychwstała. Bez Litwy, jako państewko zależne od Francji, a potem Rosji, ale zawsze z polskim wojskiem i administracją. A rok 1918? Zbliża się 11 listopad. Jak wyglądała Polska w 1918? Przez kraj ciągnęły miliony żołnierzy. W różnych mundurach. Ze wschodu na zachód, z zachodu na wschód. Z północy na południe, z południa na północ. Głodni, uzbrojeni, chętni „dziewczynek i łupu„. Ciągnęli przez kraj splądrowany, wygłodzony, z tysiącami spalonych wsi i miasteczek. Wracały do domu też miliony (trzej cesarze zmobilizowali ok. 3-3,5 mln poddanych- Polaków) żołnierzy narodowości polskiej. Między 385 a 530 tysięcy nigdy jednak nie zapukało do rodzinnych drzwi. Żołnierskie masy niosły ze sobą bakcyle hiszpanki, tyfusu, gruźlicy, czerwonki i innych zaraz. Zbliżała się mroźna zima. Węgiel był rarytasem, rąbano dla ratunku przed zimnem parkowe drzewa. Na wschodzie szalał już pożar rosyjskiej rewolucji, w Galicji Wschodniej trwała wojna z Ukraińcami. I w tych warunkach trzeba było zszywać trzy różne kraje, tworzyć nową ogromną armię. Walczyć na wszystkich kierunkach. Nad Odrą i Wartą z Niemcami. Nad Sanem i Dniestrem z Ukraińcami. Nad Olzą z Czechami. Między Wisłą a Dźwiną i Dnieprem z Armią Czerwoną. I takie „państwo z niczego” stworzyliśmy, zjednoczyliśmy, obroniliśmy. W kwietniu 1920 roku na Dniepr wpłynęły okręty z polską banderą, a nad rzeką przelatywały samoloty z biało-czerwoną szachownicą. Nad rzeką stały sojusznicze polsko-ukraińskie wojska. Szkoda, że Henryk Sienkiewicz nie dożył tych dni!

Okręty Flotylli Pińskiej – fotka zrobiona po 1920 r.
Dziś mamy swoje państwo, jesteśmy w Unii Europejskiej i w NATO. Mimo to cisną się na usta pytania. Do tego i do poprzednich rządów. Do siebie samego i do Was wszystkich. Gdzie wyroki skazujące dla aferzystów od szwindlów? Tych wielkich szczupaków z mętnej wody polskiej transformacji? Było już tyle komisji śledczych. Kiedy zaczną budować atomowe elektrownie? Czemu wciąż, gdzieś na świecie coraz to nowi pismacy pisują o „polskich obozach” ? My się umiemy się świetnie organizować, gdy jest trudno. Gdy jest spokojnie to biesiadujemy, budujemy swoje zamki, patrzymy końca swojego płotu. Gdybyśmy zawsze mieli taką ofiarność, męstwo, samoorganizację jak w chwilach trudnych to całą energię elektryczną w III RP napędzała jedna elektrownia. Na zimną fuzję. A polski statek kosmiczny Orzeł 7 leciał by właśnie na Marsa.
Miasteczko w Kongresówce. 7. XI. 2019 r. (Ta data też nieprzypadkowa).