Tybet Walczący


Szable Buddy

Walka Tybetańczyków o niepodległość (lub choć autonomię) kojarzy się zwykle z demonstracjami, strajkami głodowymi i orędziami Dalajlamy. Jest to wizja wykreowana przez samych Tybetańczyków na użytek propagandowy. Tak naprawdę między połową lat 50-tych a początkiem 70 -tych XX wieku toczyła się w tej dzikiej krainie długa partyzancka wojna z Chinami. Partyzanci kawaleryjskimi rajdami i zasadzkami nękali garnizony i konwoje armii Mao Zedonga. Po akcji „rozpływali się” w górach. Zaczynali walkę używając szabli, łuków refleksyjnych i strzelb myśliwskich. Z czasem zdobywali coraz więcej broni na wrogu. Kupowali też broń w Indiach. Pierwszymi, którzy powstali byli waleczni Khampowie z wschodniego Tybetu. Potem do walki dołączali inni. W końcu w ogniu stanęła stolica.

Wojna, której nie było

O powstaniu szybko dowiedzieli się Amerykanie. Byli rządni zemsty za straty jakie ponieśli w Korei po uderzeniu „chińskich ochotników” zimą 1950/1951 roku. Po za tym chcieli uderzyć pośrednio w Sowietów – wówczas przyjaciół Mao. Zaczęło się szkolenie bojowników w obozach treningowych położonych m.in w górzystym stanie Kolorado. Zrzucano potem tych cichociemnych na spadochronach. Zostawali dowódcami i instruktorami w partyzanckich oddziała. Zrzucano też broń, amunicję i inny wojskowy sprzęt. Samoloty wykonujące te misje nie miały żadnych oznaczeń. Parafrazując Putina – „taki samolot każdy mógł kupić w sklepie z samolotami”. Sporą część pilotów stanowili polscy weterani – bezrobotni, doświadczeni bojowo i nienawidzący komunizmu. Zadbano też o zaplecze. Bazą wypadową do tych rajdów było Królestwo Lo znane też jako Mustang. Jest to wysokogórska kraina podległy królowi Nepalu. Król zgodził się użyczyć go CIA i tybetańskim powstańcom na bazę wypadową. Z niej ruszały zagony tybetańskiej jazdy, do niej wracały na odpoczynek. Kryjówka ta istniała dwie dekady.

Była to bardzo opłacalna dla Waszyngtonu inwestycja. Powstańcy dostarczali Amerykanom cennych wiadomości. Na przykład przy zarąbanym szablą chińskim generale znaleźli „niebieską teczkę” z bezcennymi informacjami na temat narastającego konfliktu Moskwa-Pekin i kryzysie w samej chińskiej partii komunistycznej. Rebelianci dostarczyli też wielu danych o chińskich próbach jądrowych.

Co na to wszystko Dalajlama? Po zmasakrowaniu w 1959 roku powstania w Lhasie – stolicy Tybetu uciekł do Indii. Tam do dziś urzęduje tybetański rząd na obczyźnie. Oficjalnie nie wspierał partyzantów, nieoficjalnie już tak, choć zbyt wiele o operacjach CIA nie wiedział. Był to jeden z największych sekretów wywiadu cywilnego USA.

Koniec walki zbrojnej

Pod koniec lat 60-tych konflikt między Kremlem a Mao doszedł do poziomu walk granicznych. Waszyngton postanowił do wykorzystać. Tak zwana „dypolmacja ping-pongowa” doprowadziła do porozumienia między chińskim dyktatorem a prezydentem Nixonem. Skończyła się pomoc dla dzielnych wojowników z „Dachu Świata„. W 1968 roku dokonano ostatniego zrzutu. Zresztą i z tą pomocą powstanie musiało upaść. Chińczycy ściągali do Tybetu coraz więcej wojska. Coraz lepiej szkolili go do walki w górach. Budowali coraz więcej baz, lotnisk i dróg. W niektórych regionach nie było komu walczyć – wyginęła połowa populacji. Były takie doliny, gdzie właściwie nie było młodych mężczyzn. Inną metodą był masowy wyrąb lasów. Niższe partie tybetańskich gór i wyżyn porastają pierwotne knieje. W samej krainie walecznych Khampów wycięto w 2 dekady 130 000 km2 puszczy. Pozbawiano partyzantów schronienia, jednocześnie zyskując ogromną ilość materiału budowlanego. Tybet został spustoszony. Wojna była przegrana.

Zaczęła się walka propagandowa. Dalajlama, człowiek wielkiej inteligencji, stwierdził, że teraz jedyną szansą jest propagowanie wizji „pokojowo nastawionych Tybetańczyków, wyznawców pokojowego buddyzmu, którzy chcą tylko autonomii”. Niestety dla nich Chiny są zbyt silne. Doprowadzenie linii kolejowej do Lhasy przyśpieszyło proces zaludniania tej krainy Chińczykami. Co jakiś czas wybuchają masowe protesty rdzennych mieszkańców (ostatnio w 2008 roku), ale ten dzielny naród podzielił los Apaczów i Siuksów. Chyba, że… dojdzie do wojny USA – Chiny. Wtedy znów nad Tybetem mogą pojawić się amerykańskie samoloty…

Źródło fotek we wpisie – Wikipedia.

Źródła:

https://tybet.hfhr.org.pl/?p=1823 – wspomnienia partyzanta, w dodatku obdarzonego niemałym talentem literackim (brawa też dla tłumaczy).

https://www.tvn24.pl/magazyn-tvn24/wojna-z-komunizmem-na-dachu-swiata-tajna-misja-cia-w-sercu-himalajow,222,3819

https://www.hfhr.org.pl/tybet/?p=2662

http://www.rodaknet.com/rp_art_4355_czytelnia_polacy_nad_tybetem.htm – o polskich pilotach CIA

https://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/dla-jednych-cichy-bohater-dla-innych-zdrajca-tybetu/tk2mec

https://zawielkimmurem.net/2018/02/03/cyrk-cieni-cia-w-tybecie/

https://wpolityce.pl/polityka/151602-walczacy-dalajlama-moze-wybuchnac-kolejne-tysiac-powstan-i-tysiac-razy-chinczycy-moga-je-zmiazdzyc-ale-nigdy-nie-zabija-ducha-wolnosci

https://foxmulder2.blogspot.com/2019/05/shamballah-ciasteczka-na-niesmiertelnosc.html – i coś od FoxMuldera alias Kozieła 😉

P.S.

Dach Świata to też częste pole bitew indyjsko-pakistańskich. O jednej z górskich konfrontacji między tymi państwami może poczytać tutaj: https://chutornik.pl/2017/03/indyjski-wojownik-w-karakoru/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *