Tak wygląda zima…


Śniegu ni widu. No niestety to chyba najłagodniejsza zima od tej mokrej, wietrznej i bezśnieżnej zimy z przełomu 2006 i 2007 roku. Skoro zimy nie ma to opowiem Wam o mojej idealnie wyważonej zimie z alternatywnego świata.

Pierwsze przymrozki przychodzą w październiku. Dzieci się cieszą srebrzystym image, dorośli trochę złoszczą skrobiąc szyby aut. Potem jednak wracają ciche i ciepłe dni. Na niebie nie słychać już kluczy żurawi i dzikich gęsi. Lasy i pola zamilkły. Ziemia odpoczywa w ciepłym, jesiennym słońcu. Opadają ostatnie liście. Nocą srebrny księżyc przegląda się w oknach, które niebawem pokryją się srebrnymi kwiatami. W połowie listopada pogoda załamuje się. Z nieba spadają warkocze deszczu. Zimnego, listopadowego. Zrywają się wichry z północnego zachodu. Dwudziestego nad ranem spada pierwszy śnieg. Z początku jest to mokra breja, ale po południu sypie już konkretnie. Sypie do rana dnia następnego. Ta listopadowa zima trwa ledwie cztery dni.

Na fotce powyżej – Bajkowy Las podczas roztopów.

Znów świat jest bury, szary, zielony i żółty. Tylko w Karpatach i Sudetach utrzymuje się biała kołderka. Grudzień jest słoneczny. Poranki mroźne i mgliste. W dzień jednak mocno na plusie. Do plus ośmiu nawet. Pogranicze dwóch frontów słonecznej, wschodniej pogody.

Na fotkach powyżej – wycieczka na Giewont i olszyny nad Wisłokiem.

I znów około 20 dnia miesiąca pogoda znów się załamuje.Północy wicher przynosi wielkie ulewy, deszcz ze śniegiem, w końcu śnieżne burany. Święta są bielutkie jak na świątecznych pocztówkach.

Na fotce powyżej – stok narciarski w Gogołowie k. Frysztaka.

Przełom Starego i Nowego Roku jest słoneczny. W dzień kapie woda z dachów, ale nocą temperatura spada do ok. 10 kresek poniżej zera.Mgła ozdabia drzewa srebrnymi znamionami. Dzieci się cieszą. Młodzież się cieszy. Narty, sanki worki ze słomą, łyżwy i hokejowe kije idą w ruch. Wieczorami dyskoteki łomoczą muzyką, bale maskowe, bankiety i domówki. Karnawał to mroźna wiosna, zapowiedź zieleni i upałów.

Na fotce powyżej – ulica Basztowa w Krakowie.

Mniej więcej pod koniec pierwszego tygodnia zaczyna wiać. Z południa, od Węgier, od Bałkanów, od słonecznej Italii. Spada ten wiatr ze szczytów Karpat i Sudetów. Śnieg topi się gwałtownie, a noce są bardzo gwiaździste.W końcu nadciąga deszczowy front. Znika biel w strugach deszczu. Gdzieniegdzie tylko białe płachty przypominają, że niedawno była tu jeszcze zima. Nad polach tworzą się rozlewiska, unosi się nad nimi siwa mgła. Po dniach mglistych przychodzą dni słoneczne, niemal wiosenne, ciepłe.

Na fotce powyżej – droga do Bukowska podczas zamieci.

Pod koniec miesiąca nadciąga buran z północnego-wschodu. Wieje i sypie. Wicher prawdziwie północny, purga od tajg Peczory i Dwiny. Zaczyna się jakby druga zima. Nie za długa, ale ostra. Front syberyjskiego powietrza. W najzimniejszy poranek słupek rtęci spada do -27 stopni Celcjusza. Nocami słychać wycie wilków, a śnieg skrzy się w świetle księżyca. O poranku i o zachodzie wszystko staje się kryształowo-purpurowe, w dzień zaś w powietrzu iskrzą się tysiące małych diamentów. Para bucha z ust, piece się rozgrzewają i wszyscy zaczynają być zmęczeni zimą.

Na fotkach powyżej – lasy na stokach Magury Małastowskiej i Białobrzegi (dzielnica Krosna) zimowym wieczorem.

Ostra zima trwa do, mniej więcej ,świntego Walentego. Potem odpuszcza. Śniegi topnieją, rzeki i jeziora rozmarzają. Wody płyną ku morzu. Słoneczko świeci coraz dłużej. Pojawiają się pierwsze kwiaty i ptaszki zaczynają swoje koncerty. Poranki są jeszcze mroźne, ale czuć wiosnę.

Na fotkach powyżej – stok narciarski Czarna Góra, Kotlina Kłodzka i wezbrany Wisłok w Bajkowym Lesie.

Na fotce powyżej – stado saren, Bajkowy Las.

Na fotce powyżej – w PKS-e relacji Strzyżów – Rzeszów.

Zima daje jeszcze o sobie znać na początku marca. Nie jest to jednak długi atak. Parę dni zaledwie. Tak dla urozmaicenia. Zima jeszcze trochę walczy, lecz wiosna nabiera rozpędu. Przełom marca i kwietnia to już wesoła, zielona wiosna.

Na fotce powyżej – widok z Szlaku Kurierów Beskidzkich AK w kierunku Moszczańca.

Wszystkie fotografie (poza przedostatnią) zostały zrobione w latach 2006-2013. Inspirowane wspomnieniami i muzyką Krzysztofa Klenczona, która towarzyszyła mi w czasie tworzenia tej opowiastki.