Galicyjska nędza


Wszyscy mniej lub bardziej boimy się teraz. I wirusa i problemów ekonomicznych. Z zgrozą obserwujemy tysiące zmarłych w krajach należących do Unii Europejskiej – Hiszpanii Włoszech. Martwimy się i boimy, ale tak naprawdę żyjemy, parafrazując pewnego niemieckiego filozofa, w czasach najlepszych z możliwych. Gdybym urodził się tam gdzie urodziłem, w Galicji, ale tak 150 lat wcześniej…

Harówka, głód i gorzałka

Galicja i Lodomeria ( Czy też bardziej oficjalnie „Königreich Galizien und Lodomerien mit dem Großherzogtum Krakau und den Herzogtümern Auschwitz und Zator„) to kraina obejmująca tereny (mniej więcej) dzisiejszych województw małopolskiego i podkarpackiego oraz obwodów lwowskiego, iwanofrankowskiego i tarnopolskiego. Bardzo długo była traktowana przez Wiedeń tak jak Londyn traktował Irlandię. Galicja była wewnętrzną kolonią z której zdzierano podatki i wyciągano rekruta. Taka polityka owocowała oczywiście przysłowiową „galicyjską nędzą„. Gdy urodziłeś się na galicyjskiej wsi to miałeś wielkie szczęście jeśli dożyłeś piątego roku życia. Normą było, że większość dzieci szybko „zasilała grono aniołków„. Jeśli nie zostałeś aniołkiem to czekało cię ciężkie życie. Harówka na roli trwała od wiosny i jesieni. Zima była zaś trudnym czekaniem na wiosnę. A zimy wtedy były długie, śnieżne i mroźne. Na przedwiośniu przychodził tzw. przednówek kiedy zapasy się wyczerpywały i ludzie ostro pościli. Czy tego chcieli czy nie. Smutek życia topiono w jedynym znanym wówczas antydepresancie. Jak się pewnie domyślacie była to gorzałka. Pijaństwo było powszechną plagą. Niejeden kawaler stracił życie podczas pijackiej bijatyki w karczmie. Niejeden ojciec rodziny przepił ostatnią kozę. Wódka była swego rodzaju zarazą. Gdy jej zabrakło było … jeszcze gorzej. Chłopi potrafili wpaść w krwawy amok. Mapa tzw. rabacji galicyjskiej czyli krwawej (i inspirowanej przez austriackie służby) chłopskiej rewolty z 1846 wyraźnie na to wskazuje. Obszar gdzie krwawy ruch chłopski był najsilniejszy i najbardziej krwawy niemal dokładnie pokrywa się z terenami, gdzie nieco wcześniej chłopi masowo wyrzekali się chlania przed ołtarzem w kościele. W zamierzeniach antywódczana kampania miała wyzwolić wieś od plagi alkoholizmu. Niestety przyniosła odwrotne, straszne skutki. I niema się czemu dziwić. Przy takim nędznym życiu upicie się do nieprzytomności jest chyba najlepszym pomysłem. Nie czujesz głodu, nie czujesz zmęczenia. Niczym się już nie martwisz i idziesz spać.

Mór choleryczny

Niedożywienie przyciągało choroby ze straszliwą cholerą na czele. Ta bakteria rodem ze wschodnich Indii i Bangladeszu w XIX wieku rozpierzchła się po świecie. Głównym źródłem jej roznoszenia była woda zanieczyszczona bakterią Vibrio chlerae. Śmierć od cholery była straszna, bolesna, samotna i smrodliwa. Chory dostawał straszliwych boleści brzucha i wysokiej gorączki. Bakteria bezlitośnie czyściła jego wnętrzności. Po kilku godzinach nieustannej biegunki i wymiotów człowiek szarzał, siniał. Odwodnione ciało słabło. Skurcze mięśni wykrzywiały twarz w straszliwy sposób. Umierało około połowy zarażonych. Kilka XIX wiecznych pandemii tej zarazy pochłonęły straszliwą liczbę ofiar na całym globie. Na ziemie polskie zawlekli ją po raz pierwszy żołnierze rosyjscy walczący z naszą armią powstańczą w 1831 roku. Sami zresztą padając gęsto jej ofiarą . Bakteria z bengalskich mokradeł zabiła m.in księcia Konstantego i feldmarszałka Dybicza. Mór choleryczny przeszedł w 1831 roku przez Kongresówkę zabijając wg. szacunków ok. 50 tysięcy cywilów. Cholera przeskoczyła granicę i w Galicji wykosiła kolejne 100 tysięcy istnień. Szacunkowo bo nikt dokładnych statystyk nie prowadził. Nie było to jej ostatnie uderzenie. Wracała jeszcze kilkukrotnie. Do dziś niemal przy każdej galicyjskiej wiosce można znaleźć „choleryczne cmentarze”.

Wielki Głód

Najgorszy był jednak głód. Głodno w Galicji było nieustannie. Umierali z głodu żebracy, biedota bez ziemi, małe dzieci na przednówku. Gdy rok był nieurodzajny ilość ofiar tego masowego mordercy rosła. W latach 1846-1849 przez Europę przetoczyła się zaraza ziemniaczana. Ziemniak był zaś głównym pożywieniem chłopów i biedoty miejskiej w północnej i wschodniej części kontynentu. Gdy chore ziemniaki wygniły ludzie marli masowo od Irlandii po Rosję. W Galicji klęska przybrała podobnie apokaliptyczny wymiar jak ta na Zielonej Wyspie. Głód, tyfus i cholera zabiły w zaborze austriackim ok. 400 000 ludzi czyli prawie 10% tamtejszej populacji. Przy czym w niektórych karpackich wioskach ta liczba przekroczyła 50 i więcej %. Ludzie ratowali się jak mogli. Kłusowano, wyjadano jaja z ptasich gniazd. Robiono zupy z pokrzyw, szczawiu i lebiody. Nierzadko posuwano się do obgryzania kory z drzew i kanibalizmu. Galicja i Lodomeria stała się symbolem biedy i śmierci. Jej nazwę złośliwie przekręcano na „Golicję i Głodomierię„.

Nowa polityka i stara bieda

Potem Galicja się trochę zmieniła. Politycznie z najgorszego zaboru stała się najlepszym, najłagodniejszym. Wiązało się to pośrednio z Wielkim Głodem z lat 1846-1849. Był on zapalnikiem Wiosny Ludów, która omal nie zmiotła Austriackiego państwa. Austria omal nie przegrała wojny z węgierskimi powstańcami. Istnienie tego imperium (wówczas już raczej bieda-imperium) uratowała rosyjska interwencja wojskowa. Potem przegrywała kolejne wojny. Najpierw z koalicją włosko-francuską. Kilka lat później z Prusami Bismarcka. Wiedeń zrozumiał, że głębokie reformy są niezbędne. Nie można było dalej opierać władzy tylko na bagnetach wojska, pałce policji i nakazach biurokratów. W 1867 Austria stała się Austro-Węgrami. Cesarz Franciszek Józef I coraz przychylniej patrzył też na Polaków. W 1860 roku rozpoczął się proces nadawania Polakom autonomii. Podczas powstania styczniowego Galicja była bardzo długo zapleczem dla partyzantów walczących z Rosjanami. Władze w Wiedniu przymykały na to oko. Dopiero groźba konfliktu z Imperium Rosyjskim wymusiła zamknięcie tej „Drogi Życia” dla powstańców. W samej Galicji rola Polaków zaczęła systematycznie rosnąć. Polacy otrzymali terytorialną autonomię. Zostawali ministrami, a nawet premierami rządu CK Monarchii. Również przedstawiciele drugiej co do liczebności nacji Galicji czyli Ukraińcy nie mieli pod względem politycznym źle. Mogli rozwijać swoją kulturę i szkolnictwo.

Polityczne i kulturalne swobody nie zmieniały faktu, że „Mazury, Rusiny, Żydy i inne ludy” zamieszkujące Galicję ludy nadal żyły w wielkiej biedzie. Ostatnia fala cholery z 1873 roku zmiotła z planszy ok. 90 000 istnień. Nie wróciła już nigdy później z taką siłą na północne przedgórze Karpat. Ludzie, a szczególnie dzieci marli jednak nadal na liczne choroby zakaźne. Krztusiec, gruźlica, zapalenie płuc, dziecięca biegunka, tyfus, czerwonka – co roku pochłaniały wiele ofiar. Lekarzy było mało, a i wiedza medyczna nie była jeszcze zbyt duża. Wiele osób ginęło w wypadkach przy pracy np. przy wyrębie karpackich lasów czy w kopalniach ropy naftowej. Zaraz i klęsk głodowych było jednak mniej więc… wieś się przeludniała. Poletka dzielone między liczne potomstwo stawały się coraz mniejsze. Tak więc brak głodu, paradoksalnie generował zagrożenie głodem. Wentylem bezpieczeństwa była emigracja. Wyjeźdżano sezonowo do prac polowych np. w węgierskich winnicach. Mnóstwo osób ruszyło dalej. Do kopalń we Francji, Belgii czy Niemczech. Na osadnictwo farmerskie do Argentyny, Urugwaju, Brazylii i Kanady. Do hut i fabryk USA. Niektórzy wracali po paru latach. A siła nabywcza przywiezionych „dularów” była ogromna. Powoli podnosiła się też gospodarka. Wolno, bo wolno, ale rozwijał przemysł, handel i rzemiosło.

Wielka Wojna i jej skutki

W samej Europie rosły napięcia. Przyszedł rok 1914. Od strzałów w Sarajewie zaczęła się Wielka Wojna. Spadła na ludzi nagle jak teraz koronawirus z Wuhanu. I znów ludzie masowo ginęli. Szczególnie mężczyźni – 7 na 10 wcielono do CK Armii. Umierali broniąc Galicji przed rosyjską inwazją. Ginęli też na włoskim i bałkańskim froncie. Tysiącami, dziesiątkami tysięcy. W bojach, w lawinach, od tyfusu i grypy hiszpanki. Ginęli jednak i kobiety i dzieci i starcy. Swoją kośbę niosły choroby zakaźne, głód i artyleryjskie pociski etc. etc. Wiele miejscowości spłonęło podczas walk w 1914 i 1915 roku. Galicję ogałacano też materialnie. Grabiły (i gwałciły) wojska rosyjskie. Własne austro-węgierskie wymuszały coraz wyższe kontyngenty. Zabierano kościelne dzwony, zabierano zboże, zabierano konie. Jesienią 1918, wśród szalejącej pandemii morderczej grypy i rewolucyjnej anarchii CK Monarchia przestała istnieć. A potem była już Polska, ale to wcale nie znaczy, że zwykłemu człowiekowi było lżej. Wraz z rozpadem Austro-Węgier wybuchła „galicyjska wojna domowa” z Ukraińcami. Sąsiad strzelał do sąsiada. Kolega z frontu do kolegi z frontu. Zaraz po niej zaczął się pobór na wojnę z bolszewikami. Jak odparto nawałę bolszewicką trzeba było sobie radzić z hiperinflacją. Jak uporano się z hiperinflacją uderzyła w ludzi globalna recesja. Gdy się skończyła z nieba zaczęły lecieć niemieckie bomby…

Tak naprawdę to co nas dotyka teraz, to nic straszliwego. Głodu nie ma. Ludzie nie mrą jak muchy od morowego powietrza. Nie lecą nam na głowę bomby. Nikt nie rozstrzeliwuje, nie wysiedla, nie pali ani nie pobiera rekruta. Czas nie jest lekki, ale nasi przodkowie (z dwóch pozostałych zaborów także) mieli o wiele ciężej!

P.S.

Małe sprostowanie – https://chutornik.pl/2020/03/sprostowanko/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *