Trzy filmy o strachu
Szwedzki krzyżowiec Antonius Block odpoczywa na bałtyckiej plaży. Obudził się dopiero co, jego giermek jeszcze śpi. Mewy krzyczą nad głową, słoneczko świeci, morze miło szumi. Daleka droga z Palestyny niedługo się skończy. Jest już w swoim kraju. Nagle wśród nabrzeżnych głazów pojawia się dziwna postać. Ni to mężczyzna, ni kobieta. Odziana na czarno, z zjawiskowo bladą twarzą. Kim jest? Nietrudno zgadnąć. Rycerz podchodzi do tego spotkania na luzie. Nie pada na kolana, nie błaga o litość. Wdaje się z Kostuchą w miłą pogawędkę i proponuje… grę w szachy. O stawkę wiadomą. Śmierć ujęta widocznie spokojem Antoniusa i/lub chętna do hazardowej rozgrywki podejmuje wyzwanie. Co było dalej? Oglądnijcie „7 pieczęć”. Film to o śmierci, o indywidualnej i zbiorowej trwodze, ale i o życiu. O pytaniach. O odpowiedziach, a może bardziej o ich braku.
W tym samym roku w którym powstała „7 pieczęć” miała też miejsce premiera innego arcydzieła poświęconego uczuciu powszechnej trwogi. Polacy nie musieli szukać inspiracji w dawnych epokach. „Kanał” oparty jest na wydarzeniach które rozgrywały się zaledwie 13 lat przed premierą. Oddział powstańców zajmujący pozycje na Mokotowie schodzi w otchłań tytułowych kanałów by przedrzeć się do Śródmieścia…
Trzeci zaś film „grozy” jaki Wam proponuję to „Czarnobyl”. Serial ten zrobił furorę w zeszłym roku. Prawdopodobnie już go widzieliście, ale takie dzieło można oglądać więcej niż raz. Fragmentami, studiując sceny i kadry. Tak jakoś wpadł mi do głowy pomysł oglądania raz jeszcze „Czarnobyla” podczas jazdy zupełnie pustym pociągiem z Piaseczna do Warszawy. Cisza na peronach, jedna osoba na trzy wagony, ogłoszenia o niewidocznym a poważnym niebezpieczeństwie.
Najbardziej boimy się tego cichego i niewidzialnego, a morderczego. Zarazy, promieniowania w końcu samej Kostuchy. Te proponowane seanse można (w kontekście ostatnich wydarzeń) odbyć nie tyle dla rozrywki co dla oswojenia paranoicznego lęku, który krąży i ryczy wokół nas niczym głodna pantera.