Budionnowsk 95′ cz.2


Po dłuższej przerwie wracam do opowieści o najeździe na Budionnowsk – https://chutornik.pl/2020/05/budionnowsk-95/

Czarny dzień w historii miasta

14 czerwca 1995 kolumna terrorystów Basajewa legendowana jako „transport trumien z poległymi” została zatrzymana na punkcie kontrolnym kilka kilometrów przed Budionnowskiem. Milicjanci z tego blok-postu nie do końca uwierzyli w prawdziwość dokumentów (przeciętny Czeczen jest delikatnie mówiąc mało słowiański z urody), lub też byli uczciwi i nie interesowały ich „podarki”. Zażądali by kolumna podjechała pod lokalny urząd MSW. Bojownicy zachowali zimną krew do samego końca udając rosyjski transport wojskowy. Dopiero, gdy dojechali we wskazane miejsce ujawnili swoją tożsamość. Rozpoczęła się bitwa. Milicjanci z Budionnowska byli kompletnie zaskoczeni. Duża część jadła właśnie obiad na stołówce. Nie wysłano ich na wojnę, wojna przyszła do nich… Mimo zaskoczenia podjęli walkę. Budynek MSW został więc podpalony przez bojowników – nie mieli czasu na szturmy. Szli przez miasto ja wataha głodnych wilków. Nad ratuszem zawisła czeczeńska flaga. Zneutralizowanie „struktur siłowych” w mieście umożliwiło realizację celu głównego. Podzieliwszy się na mniejsze grupy urządzili łapankę na przechodniów. Wszystkich brano w jasyr gnano do gmachu szpitala. Tego samego, w którym tajemnicza firma „Irbis” wynajęła jedną z piwnic by umieścić w niej zaplombowane skrzynie. Wraz z pacjentami i personelem stali się przetargową kartą. Dowódca komanda przedstawił swoje żądania. Brzmiały prosto – rozmowy pokojowe. Natychmiast.

Pytania bez odpowiedzi

Przedstawiona powyżej wersja nie jest jedyną. Inna mówi, że żadnej kolumny nie było. Basajew i jego ludzie przeniknęli do miasta małymi grupami, jako cywile. Broń, amunicja i mundury czekały nie tylko w piwnicach szpitala, ale i w innych miejscach. Przemycono je w ciężarówkach między arbuzami i ziemniakami. Pojawiają się też inne pytania. Czy Dudajew wiedział o przygotowaniu tego rajdu? Rzecz jasna władze buntowników od razu wysłały dementi. Według niego Basajew i jego ludzie działali samowolnie i władze Iczkerii nic o tym nie wiedziały. Teoretycznie było to możliwe. Od samego początku wojny komendanci polowi mieli sporą autonomię w prowadzeniu działań bojowych. Jednak wydaje się, że operacja była konsultowana z Dudajewem (choć niekoniecznie z „mózgiem” czeczeńskiej armii gen. Masachadowem), a na pewno była mu na rękę. Innego sposobu by skłonić Rosjan do negocjacji latem 1995 roku nie było. Inne pytanie brzmi – czy szpital w Budionnowsku był celem nr.1? Wyczytałem, gdzieś w internetach, że niedaleko miasta była (jest?) baza lotnicza. Nie wiem czy to prawda. Jeśli tak to nasuwają się analogie z akcją w dagestańskim Kizlarze. W styczniu 1996 roku po nieudanym ataku na bazę rosyjskich helikopterów czeczeński oddział wziął zakładników w szpitalu i korzystając z żywych tarcz cofał się na tereny kontrolowane przez rebeliantów. Do dziś też nie wiadomo ilu było zakładników. „Widełki” są dość szerokie. Szacuje się, że było ich między 1500 a 2500. Nie wiadomo do dziś co o przygotowaniu zamachu wiedziały rosyjskie służby. Istnieją teorie, że wiedziano, że „coś dużego będzie„, może nawet i właśnie w Budionnowsku. Zbagatelizowano jednak te doniesienia. Inne teorie głoszą też celowo dopuszczono do ataku co wiązało się z intrygami i walkami frakcji rosyjskich „siłowników„. Na te pytania prawdziwej odpowiedzi nie znam. Wróćmy więc do tego co w miarę pewne.

Oblężenie

Zarówno miasto jak i szpital otoczono. Trzy pierścienny kordon miał zapobiec wyrwaniu się terrorystów z kotła. Sami bojownicy nie mieli jednak zamiaru nigdzie uciekać. Nie bali się śmierci. Zbyt dużo widzieli jej w ostatnich miesiącach. Na głowach mieli zielone opaski z cytatami z Koranu. Choć sam akt terroru miał charakter raczej terroryzmu etnicznego niż internacjonalistycznego dżyhadyzmu w stylu Al-Kaidy czy ISIS. Typowy „międzynarodowy dżyhadyzm” rozplenił się w Czeczenii nieco później.

Napięcie w mieście rosło. Mieszkańcy byli przerażeni, wielu miało krewnych i znajomych „tam”. Żołnierze, milicjanci i członkowie kozackich milicji (czyli czegoś w rodzaju Obrony Terytorialnej) byli sfrustrowani bezradnym czekaniem. W końcu ta beczka prochu wybuchła. 16 przeprowadzono nieudany szturm wspierany przez transportery opancerzone i snajperów. Strzelanina nie przyniosła oczywiście żadnych skutków. Terroryści nie bali się śmierci, ale i umieli walczyć. Atakujący zaś nie mieli pojęcia o tym jak odbijać zakładników. Świat obiegły zdjęcia jeńców Basajewa machających z okien prześcieradłami. Był oczywiście w kolorze białym – był to sygnał „przestańcie strzelać”. Według jednych doniesień ludzi tych zmusili do tego bojownicy. Inni twierdzą, że było to działanie spontaniczne. W każdym razie, na szczęście dla pojmanych, walki nie rozgorzały wewnątrz budynku.

Przybywa odsiecz

Tego samego dnia przybyły do miasta oddziały specjalne Alfa i Wega. Miały bardzo trudne zadanie do wykonania. Obiekt opanowany przez terrorystów był ogromny. To nie był samolot czy ambasada tylko ogromny, wieloskrzydłowy budynek. Terrorystów nie było kilku czy kilkunastu tylko co najmniej ekwiwalent kompanii regularnego wojska. Nie byli to ideowi, ale słabo wyszkoleni fanatycy uzbrojeni w pistolety maszynowe ukryte pod płaszczem i granaty pochowane w kieszeniach. Ludzie Basajewa mieli broń maszynową, granatniki itp. oręż. Poziomem doświadczenia bojowego nie odbiegali od rosyjskich antyterrorystów. Szykowała się bardzo trudna akcja antyterrorystyczna. Chyba najtrudniejsza od operacji żydowskich komandosów w ugandyjskim Entebbe w 1976 roku. Napięcie nadal rosło. Szykował się kolejny szturm.

C.D.N. Konkretnie – za tydzień.

Na fotce – czeczeńscy bojownicy i ich zdobycz. Grudzień 1994 roku, przedmieścia Groznego. Źródło fotki – Wiki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *