Przepis na chaos
Gdy przekroczy się niewidzialną granicę
Zaczyna się zawsze tak samo. Po pierwsze. Jest problem. Przeważnie szereg problemów. Demograficznych, etniczno-religijnych, klasowych i ekonomicznych czasem też uwarunkowanych przyrodą i zmianami w niej. Potem znajdują się tacy, którzy potrzebują wojny dla swoich interesów. Politycznych, ekonomicznych a często i psychicznych – władza to potężny narkotyk. Znajdują się wewnątrz idącego ku wojnie domowej kraju, a często i działają wewnątrz, ale są z zewnątrz. Nie jest ich zbyt dużo. To zawsze mniejszość. Mniejszością, choć nieco większą, są fanatycy, gorliwi wyznawcy takich lub innych idei. Ich też nie jest zbyt dużo. Zaczyna się przeważnie podobnie. Od wieców i „majdanów”, bijatyk, obalenia pomników i rzucanie koktejli mołotowa. Od barwnych felietonów, witanych owacjami przemów, popularnych audycji. Od rozmów przy wódce i w kolejce do kasy biletowej. Na samym początku. Potem przy ulicznych utarczkach coraz częściej słychać strzały. Pobicia oponentów zastępują doraźne egzekucje i porwania. Zamiast petard wybuchają bomby, a zamiast koktejli Mołotowa granaty. W końcu dochodzi się do momentu w którym jest już za późno. I zawsze niemal jest tak samo. Niby wszyscy wiedzą, że jest źle. Jednak gdy ta niewidzialna granica zostaje przekroczona wszyscy niemal są zaskoczeni. Tak było przy prawie każdej wojnie domowej. Wojna secesyjna w USA, rosyjskie rewolucje, Guerra Civil w Hiszpanii, krwawy rozpad Jugosławii, chaos w Libanie, konflikty na Zakukaziu, rebelia w Donbasie, wojna syryjska. Schemat podobny. Gotowało się, gotowało, para nie miała dość ujścia, aż wybuchło.
Bolszewiccy agitatorzy czyli Ameryka vs. Antyameryka
Obecne zamieszki w USA porównuje się do rewolty w Los Angeles w 1992. Moim zdaniem to jednak inna jakość. Tamto to był wybuch gniewu (na ile uzasadnionego to już inna sprawa) połączony ze zwykłą w takich sytuacjach grabieżą i wandalizmem. Oddolny bunt, niekoordynowany przez nikogo. Jak się wydaje w przypadku „Floyd Riots” mamy do czynienia z czymś innym. Antifa i BLM rozniecają ogniska, podsycają ogień. Śmiem twierdzić, że stoją za nimi różne siły. Jest to pożar kontrolowany, wywołany w konkretnym celu. Takie wypalanie puszczy pod pastwiska i plantacje. Problem w tym, że takie pożary nierzadko wymykają się spod kontroli. Zamiast wcześniejszych wyborów, zamiast podgryzienia Republikanów będzie wybuch gniewu Południowców, Rednecków, Niebieskich Kołnierzyków. Większość z nich ma broń. Wielu zapoznało się w Iraku i Afganistanie z wojną. Wystarczy, że pewnego dnia ta niewidzialna granica zostanie przekroczona.
Jedyna nadzieja USA leży teraz w Afroamerykanach nie podzielających poglądów bandy BLM. Afroamerykanów – robotników, pracowników biurowych, mundurowych, inżynierów, kierowców itd. Normalnych ludzi. BLM i Antifa walczą bowiem nie o „Inną Amerykę„. Oni walczą z Ameryką. Korzystając z ciosu jaki zadała jej pandemia COVID-19. Zauważcie te bandy zdewastowały pomnik przyjaciela Murzynów i „Tubylczych Amerykanów” – gen. Tadeusza Kościuszki. Zdewastowały także pomnik pierwszego „czarnego” pułku U.S. Army z czasów wojny secesyjnej. To co się dzieje to jak na razie nie jest nowa wojna secesyjna. Kontynuacja rewolty z lat 60-tych XX wieku ( https://chutornik.pl/2018/06/przerwac-aorte-vietkongu-cz-5/ ). I jeśli taką zostanie BML, Antifa i stojące za nimi w cieniu siły przegrają.
Na fotce – obrończyni Sarajewa. Wojna domowa w byłej Jugosławii. Jesień 1992 r.
P.S.
Swoją drogą liczba ofiar wuhanki w USA, a nade wszystko ta liczba w przeliczeniu na „rasy i etnosy” daje do myślenia. Nierówności społeczne zawsze są pożywką dla wszelkich Leninów, Bin Ladenów czy Chomeinich.
P.S. 2
To co się obecnie dzieje ma oczywiście szerszy kontekst. „Podgryzanie Trumpa” i jego ekipy trwa od początku jego prezydentury. Teraz, na przełomie wiosny i lata 2020 widzimy tylko bardzo widowiskową odsłonę tych operacji. Czy maczają w niej palce służby np. chińskie czy rosyjskie? To też możliwe.